niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 25 "W miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone"

CAROLINE

Nastał dzień. W moje nozdrza uderzyła silna woń cynamonu i mięty. Chwila...
Coś tu jest nie tak...
Klaus...
Natłok myśli, który działał coraz bardziej intensywnie podziałał na mnie jak kubeł lodowatej wody. Niestety to nie był wyłącznie głupi sen. Otworzyłam oczy i przekonałam się, że moje wspomnienia z ubiegłej nocy są jak najbardziej realistyczne. Zamknęłam oczy i zaczęłam myśleć intensywnie próbując wyjść z opresji w miarę cało. Jedynym plusem był spokojny, niczym nie zmącony równy oddech oraz delikatne unoszenie i opadanie klatki piersiowej Klausa. Uniosłam lekko kołdrę. Uff... Przynajmniej mam na sobie ubranie. Jednak nie byłam aż tak głupia. Korzystając z okazji w ułamku sekundy wydostałam się z ogromnego łóżka udając się do wyjścia i zanim zamknęły się za mną drzwi jeszcze raz spojrzałam na mężczyznę. 
Nie dam rady!- pomyślałam.-Nie mogę przecież całe życie przetrwać pilnowana przez Klausa i jego hybrydy... Wciąż pamiętam jak kiedyś przyparł mnie do ściany nie wykazując przy okazji żadnego wysiłku. Albo wtedy kiedy kilkoma zręcznymi ruchami całkowicie unieruchomił mnie i powiedział, że nawet gdybym była silniejsza nie dałabym mu rady... Z drugiej strony ciekawe gdzie nauczył się tak walczyć... A gdyby tak...?
Już wiem...
Gdyby nauczył mnie tak walczyć mogłabym się sama obronić, a nawet mogłabym się do czegoś przydać i nie musiała bym mieć aż takiej obstawy.- Ta myśl sprawiła, że uśmiech wykwitł na moich ustach. Udałam się do swojej sypialni i stanęłam przed garderobą zastanawiając się nad doborem ubrań. W końcu wybór padł na ciemno zielone rurki i biały, wełniany sweterek, który z tyłu był nieco dłuższy. Z takim naręczem ubrań poszłam do łazienki aby doprowadzić się do porządku.

KLAUS

Otworzyłem oczy. No świetnie. Kolejny dzień zbliża mnie do zemsty. Ciekawe czy chłopaki znaleźli już jakiś trop. Muszę wreszcie dorwać tego małolata Tylera... Swoją drogą, ciekawe gdzie się ukrywa... No cóż. Im więcej czasu zajmie mi jego odnalezienie, tym dłużej będę mógł go torturować. Och... no i oczywiście nie zapominajmy o nagrodzie. Pozbywając się tego kundla ułatwię sobie drogę do Caroline, a jej przeogromna wdzięczność tylko przyczyni się do uwiedzenia tego kwiatuszka.
Spojrzałem w bok i uśmiechnąłem się na wspomnienie blondynki w mych ramionach zaledwie kilka godzin wcześniej. A ciekawe co właściwie teraz wyprawia.
 Usłyszałem w salonie grający telewizor, w kuchni woda się gotowała, ale nigdzie nie słyszałem jej obecności.Wstałem i ubrałem się w jakieś ubrania.
 Schodząc do kuchni poczułem cudowną woń. Caroline stała oparta o blat zwrócona twarzą w moją stronę.W rękach trzymała parujący kubek.
-Witaj kochana. Mam nadzieję, iż miło spędziłaś noc.
Jej policzki pokrył delikatny rumieniec.
-Kawy?-spytała patrząc na swoje stopy.
-Od ciebie z miłą chęcią.
Uśmiechnęła się po czym wyjęła z szafki kubek, wsypała do niej kawę i zalała gorącą wodą.  Podała mi kubek i spojrzała w oczy z uśmiechem na ustach.
-Trzymaj.
Coś mi tutaj nie pasowało... Tylko jeszcze nie wiem co. Wyczuwam w tym wszystkim jakiś dziwny podstęp. Zmrużyłem oczy, patrząc na nią przenikliwie.
-Dziękuję Caroline.-przysunąłem kubek do nosa. Nic. Spryciara dobrze wie, że nie wyczuje werbeny w kawie. Ostrożnie upiłem łyk napoju i... Cóż, może jestem ostatnio zbyt ostrożny. To była po prostu zwykła kawa.
-Um...- nagle Caroline się wyprostowała i postawiła swój kubek na blacie.-Zapomniałam wyłączyć telewizor.
Wyszła z kuchni, a mi w tym czasie przyszła do głowy genialna myśl. Coś tu jest nie tak. Hmm... Ta blond ślicznotka coś przede mną ukrywa.

CAROLINE

Wyłączyłam telewizor i wróciłam do kuchni. Klaus stał obok blatu z moją kawą i popijał swoją. Wzięłam kubek do ręki i stanęłam naprzeciwko niego opierając się o ścianę. Przyglądał mi się badawczo spod zmrużonych powiek. Kilka kosmyków opadło mu na oczy podkreślając jedynie bijącą od niego, wewnętrzną siłę i prastarą moc. Nawet delikatny uśmiech miał w sobie pewną rezerwę i umiar.
 -Stało się coś?
-Nie.-odpowiedział spokojnym, melodyjnym głosem.-Skądże.A może ty uważasz, ze powinienem o czymś wiedzieć.
O cholera! Domyślił się! No dobra... Nie panikuj Caroline. Teraz pomyśl i dobrze to rozegraj, żeby ci pomógł. Upiłam łyk kawy dla rozluźnienia lecz ten napój był jakiś inny... Gorzki i mocny...
Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na kubek.
-Coś nie tak kochana?- spytał z niewinnym uśmieszkiem i upił kolejny łyk kawy. W jego oczach migotały psotliwe iskierki.
-Chwila... To nie jest moja kawa...
-Jesteś tego pewna?
-Ty!-wycelowałam w niego palcem.- Podmieniłeś moją kawę!!-ten drań miał wszystkie kubki takie same aby pasowały do wystroju kuchni i jadalni.
-No cóż...- powiedział odstawiając puste naczynie do zlewu i podszedł do mnie-Twoja lepiej smakowała.-uśmiechnął się czarująco.
Boże! Jak on mnie czasami irytuje. Jednak muszę pamiętać, że mam ważniejsze sprawy do załatwienia niż głupia kawa.
Przewróciłam oczami i przywołałam na twarzy olśniewający uśmiech.
-Możemy chwilkę porozmawiać?
-Ależ oczywiście.- jego spojrzenie na powrót stało się czujne pomimo czarującego uśmiechu. Wyszliśmy z kuchni i usiedliśmy na kanapie w salonie.
-A więc o czym chciałaś ze mną porozmawiać, moja droga?
-Spytam wprost.-zaczerpnęłam oddech.-Nauczysz mnie walczyć?
-Dlaczego? Skąd ten pomysł?-uniósł prawą brew.
-No wiesz sama chciałabym o siebie zadbać i przy okazji mogłabym się na coś przydać, a nie siedzieć tutaj tak bezczynnie. Chciałabym dorwać Tylera własnymi siłami.
-Czyli chcesz zabawić się w Buffy?- Cała ta sytuacja wyraźnie go bawiła.
-Nie śmiej się. Mówię poważnie.
-A nie boisz się, że złamiesz sobie paznokieć?
-No bardzo śmieszne. Skończyłeś?
-Zapomnij. Nie ma mowy żebym cię szkolił.
-Klaus, proszę.-złapałam go za ramię w nadziei, że to coś pomoże.
-Dla ciebie wszystko, ale nie to. Umiem się tobą zaopiekować.
-Nie traktuj mnie jak dziecko!
-Moja odpowiedź brzmi nie.
-Dobra! Jak chcesz. -zamyśliłam się przez chwilę- Poproszę Tony'ego żeby mnie uczył.
-Skąd pewność, że ci pomoże?!
-Bo jest moim przyjacielem!-wstałam z kanapy i uciekłam do swojego pokoju.
Przeczesałam dłonią włosy. Kurcze, myślałam, że pójdzie mi z nim lepiej. No cóż plan ,,A'' nie wypalił, więc pora na plan ,,B''. Wyjęłam telefon i napisałam do Tony'ego.
''Hej, potrzebuje pomocy- Caroline'' 
Po kilku minutach otrzymałam wiadomość.
''Siema. O co chodzi?''
Szybko odpisałam do niego.
''Spotkajmy się. Wszystko ci wyjaśnię.'' 
Nie chciałam tego wszystkiego mu wyjaśniać. Przez telefon łatwiej było by mu się wykręcić.
''Mam się bać? xD Będę u ciebie za dwadzieścia minut.''
Bać? Klausa na pewno gdy się zgodzisz, ale może nie będzie aż tak źle.
''Hah. Jasne, że nie. To tylko taka drobnostka.''
''Spoko, wyluzuj dziewczyno. Żartowałem. Do zobaczenia na miejscu.''
Boże, co ja piszę. Jeszcze trochę, a pomyśli, że zwariowałam.
Rzuciłam telefon na łóżko i wyjrzałam przez okno. Na niebie było kilka chmurek, ale raczej nie powinno padać. Całe szczęście bo nie chciałabym żeby zepsuł mi się makijaż, już nie wspominając o oklapniętych mokrych włosach.

 Kwadrans później.

Właśnie przeglądałam popularny portal społecznościowy gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyszłam na korytarz i zeszłam ze schodów po drodze nasłuchując czy to czasem nie mój przyjaciel. Tak! Okazało się, że mam rację. W holu stał Klaus i rozmawiał z Tonym. W pewnym momencie obaj mężczyźni mnie zauważyli.
- Hej Caro. Co to za sprawa niecierpiąca zwłoki?- powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Cześć. Musimy pogadać...Ale nie tutaj.-powiedziałam patrząc znacząco na Klausa. Jego mina nic nie wyrażała jednak zauważyłam, że zacisnął dłonie w pięści.
-Okej, to co powiesz na spacer?- najwidoczniej nie zauważył niczego dziwnego w Pierwotnym.
-Chętnie. Zaczekaj chwilę. Zaraz wracam.
-Nie ma sprawy.
Wróciłam do siebie i zmieniłam buty na białe szpilki. Wróciłam do Tony'ego i wyszliśmy z domu udając się w stronę pobliskiego parku. Przez chwilę chodziliśmy w milczeniu ciesząc się całkiem ładnym dniem. Ludzie nas mijali i przez chwilę poczułam się tak normalnie. Jakbym nie była wampirzycą i nie ścigał mnie mój były, wściekły chłopak. Wyobraziłam sobie, że jestem zwykłą dziewczyną ze zwykłymi problemami typu egzamin z matmy, wybór sukienki na bal, albo zwykłe problemy z moim ludzkim chłopakiem. Czasami myślę, że całkiem fajnie byłoby się zamienić w tamtą Caroline...
Chociaż czy na pewno?
Tamta dziewczyna była trochę samolubna i pusta. Z drugiej strony życie może i było bezpieczne, ale nie było tak ekscytujące i pełne przygód. Gdyby nie moja przemiana pewnie nadal bym żyła w nieświadomości na temat otaczających mnie stworzeń i magicznych przedmiotów... Oraz nie poznałabym Stefana, Damona i Klausa, a co najważniejsze moich  przyjaciółek.
-A teraz gadaj co się stało. Chodzimy już po tym parku dobre pół godziny, a ty nawet na mnie nie spojrzałaś. Chodzisz z taką miną jakby ktoś ci zrobił pranie mózgu.
-Ja... Przepraszam.
-Ty mnie lepiej nie przepraszaj tylko mów co to za akcja i dlaczego nie chcesz w to mieszać Klausa.
-Chodzi o to, że nie chcę ciągle siedzieć w domu Klausa bojąc się własnego cienia. Chcę się na coś przydać i do tego jesteś mi potrzebny.
-Co masz na myśli?
-Naucz mnie walczyć. - Widząc jego minę dodałam.-Proszę...
-No nie wiem...
-Ja naprawdę... Szybko się uczę.
-A dlaczego nie powiesz Klausowi żeby cię wyszkolił?
-Próbowałam go przekonać ale mi odmówił.
-Więc napisałaś do mnie.-stwierdził.
-To mi pomożesz?
-Zapomnij. Klaus urwie mi głowę przy pierwszej nadarzającej się okazji.
-Przesadzasz.
-Tak myślisz?
-Tchórz.
-Słucham...?! Czekaj. Próbujesz mnie podpuścić.
-Udało mi się?
-Ech... Tak- uśmiechnął się.- Pewnie będę tego żałował ale zgoda.
-Naprawdę? Dziękuję.- miałam ochotę skakać z radości. Przynajmniej on mnie rozumie.-Więc od czego zaczynamy trening?
-Nie wiem. Pomyślę o tym i jutro do ciebie przyjdę o dziewiątej.
-Okej. Nie wiem jak ci dziękować ale muszę już lecieć. Do zobaczenia jutro.- uściskałam go mocno na pożegnanie.
-Może cię odprowadzić. Jeszcze ci się coś stanie.-uśmiechnął się puszczając mi oczko.
-Dam sobie radę. -odwróciłam się i poszłam w stronę domu Klausa.
Po dodarciu na miejsce rzuciłam się na łóżko i zaczęłam nadrabiać zaległości w nauce. Napisałam referat na temat niemieckich rzeźbiarzy we współczesnym świecie, a następnie zajęłam się wkuwaniem notatek z ostatnich lekcji. Nawet nie zauważyłam kiedy czas mijał i ogarnęło mnie przemożne zmęczenie.

Następnego dnia.

Obudziłam się i spojrzałam na zegar stojący na szafce nocnej. Było kilka minut po ósmej. W sam raz żebym zdążyła się wyszykować i coś zjeść.
Otworzyłam szafę i wyjęłam z niej jasne, jeansy z dziurkami i biały, modny top z czarnym napisem. Podeszłam do komody, wyjęłam białą bieliznę, a następnie poszłam do łazienki zabierając po drodze ręcznik i kosmetyczkę. Po szybkim prysznicu umalowałam się i spięłam włosy w koński ogon. Wyszłam z łazienki, włożyłam białe szpilki, a następnie chwytając drewnianą szkatułkę dobrałam odpowiednie kolczyki, wisiorek i bransoletkę.
Było dziesięć po dziewiątej kiedy zeszłam do kuchni zjeść śniadanie. Na szczęście Tony się spóźniał więc spokojnie dokończyłam szklankę krwi A Rh plus. Po drodze nie natknęłam się nigdzie na Klausa, co mnie  ucieszyło.
Jednak moja radość nie trwała zbyt długo. Po chwili pojawił się z szerokim uśmiechem ubrany w luźne spodnie khaki i białą bluzkę z krótkim rękawem, uwydatniającą jego mięśnie.
- Witaj Caroline.
-Cześć.-spojrzałam na niego z niechęcią po czym odwróciłam wzrok i dopiłam krew.
-Jeśli mam być szczery to wolałem tą wczorajszą Caroline.
-Chętnie bym pogadała, ale śpieszę się.- wstałam i umyłam szklankę odstawiając ją do szafki.
Wyjęłam telefon i spojrzałam na zegarek. Spóźniał się i w dodatku nie napisał żadnego sms'a. Już miałam do niego pisać kiedy odezwał się Klaus.
-Jeśli czekasz na Tony'ego to wątpię aby przyszedł.
-Dlaczego?- spytałam.- Co mu zrobiłeś?-spytałam oskarżycielskim tonem.
-Nic.Uświadomiłem mu, że jest za młody aby cię uczyć.
-Pff...-parsknęłam.- Przy tobie każdy jest za młody.
-Więc domyślam się, że nie zdołam cię odwieść od twych durnych planów.
-Nie dasz rady.- pokręciłam przecząco głową zakładając ręce na piersi.
-W takim razie ja ci pomogę.
-Co?!- otworzyłam usta ze zdumienia.
-Lepszego nauczyciela nie znajdziesz.- uśmiechnął się.
Nie wiedziałam jak się zachować. Z jednej strony byłam mu wdzięczna, że mi pomoże. Cieszyłam się i miałam ochotę go pocałować. Ale z drugiej strony miałam ochotę go uderzyć, że wtrąca się w moje sprawy i być może zrobił coś Tony'emu.
-Gdzie on jest?
-Kto? Tony? W północnej Arizonie. Wczoraj wieczorem dostałem wiadomość o Tylerze. Zlokalizowano jego kardę kredytową na stacji benzynowej w Glendale. Przekonałem go aby pojechał to sprawdzić razem z chłopakami.
-Przekonałeś?
-Och. Potrafię być bardzo przekonujący.- uśmiechnął się łobuzersko.
-W to nie wątpię.-przewróciłam oczami.
-A teraz idź się przebrać. Chyba nie zamierzasz w tym ćwiczyć.
-Dlaczego nie?!- spojrzałam na swój strój nie widząc niczego dziwnego.
-Caroline... Nie obraź się. Wyglądasz na prawdę pięknie lecz wątpię aby było ci w tym wygodnie.
-Ech... No dobra. Daj mi pięć minut.- wróciłam do siebie odprowadzona przez jego rozbawione spojrzenie.
Otworzyłam szafę i przekopałam się przez stos krótkich spódniczek i jeansów aż w reszcie udało mi się wygrzebać ciemnozielone, luźne krótkie spodenki, w których ćwiczyłam w szkole. Przebrałam się, zdjęłam naszyjnik i zamieniłam długie kolczyki na małe, czarne wkrętki.Zdjęłam szpilki i włożyłam białe trampki.
 Teraz nie powinien się czepiać. Zeszłam na dół i poszłam do salonu, w którym zastałam Klausa.
-I jak? Może być?-zlustrował mnie wzrokiem i miałam wrażenie, że na dłużej zatrzymał wzrok na moich długich nogach.
-O wiele lepiej.-wstał i wychodząc z pokoju powiedział- Chodź za mną.
-Gdzie?
-Pokażę ci.
Poprowadził mnie wzdłuż korytarza i otworzył drzwi jak się okazało do piwnicy. Choć nie wiem czy tak to można nazwać bo zamiast kurzu i jakichś niepotrzebnych staroci zobaczyłam dobrze wyposażoną siłownię i strzelnicę. Zeszłam po schodach zaraz za Klausem. To było ogromne pomieszczenie, a strzelnica była odgrodzona ścianą z ogromną szybą.
-Wow... Tego się nie spodziewałam. Po co ci siłownia?- spytałam zaciekawiona.
-Moi ludzie muszą gdzieś ćwiczyć.
-To od czego zaczynamy?
-Myślę, że na początek od czegoś łatwego. Nauczę cię strzelać. Wziął z półki dwa średniej wielkości pistolety i poszliśmy do strzelnicy.
-Jak to możliwe, że nigdy nie słyszałam żadnych strzałów?
-Ściany są dźwiękoszczelne.
-Och...
W środku była lada, a na niej dwa pudełka zwykłych metalowych naboi. Naprzeciwko niej jakieś dwadzieścia metrów dalej stał manekin człowieka.
Na początku podszedł do mnie Klaus i pokazał mi jak trzymać,odbezpieczać i przeładowywać broń, a następnie podszedł do stanowiska i wykonał kilka strzałów prosto w serce i jeden w głowę.
-Teraz twoja kolej.-powiedział.
Stanęłam w lekkim rozkroku, wyprostowałam ramiona i trzymając broń w obydwóch dłoniach oddałam strzał.
No pięknie. Strzeliłam prosto w podbrzusze manekina. Niezrażona tym uniosłam broń trochę wyżej i oddałam dwa strzały. Och nie... Znowu to samo. Spojrzałam na Klausa. Stał z wysoko uniesionymi brwiami.
-Dziewczyno za co ty tak nienawidzisz mężczyzn?
-To nie było specjalnie. Samo tak wyszło.
-Czyżby?
-Proszę cię. Nie komentuj. 
-Proponuję przejś do kilku ciosów samoobrony.
-Zgadzam się. 
Wyszliśmy z pomieszczenia. 
-Stań na macie.-posłusznie zajęłam swoje miejsce. 
Podszedł do metalowej półki i zabrał ochroniacz na dłonie. Następnie stanął naprzeciwko mnie. 
-Poćwiczymy ciosy. Uderz mnie w rękę.- skupiłam się i uderzyłam z całej siły. Nawet nie drgnął. Pod warstwą miękkiego ochraniacza miałam wrażenie, że zderzam się z grubą betonową płytą.
-Dobrze ale mocniej.-powiedział. 
Uderzyłam jeszcze mocniej z cichym okrzykiem i odniosłam satysfakcję widząc, że jego ręka trochę odskoczyła do tyłu. Uśmiechnęłam się pod nosem i nabrałam motywacji do dalszych ćwiczeń. 
-Z ciosami całkiem dobrze. -Całkiem dobrze?! Moim zdaniem świetnie! Dałam z siebie wszystko, a nawet więcej! Miałam ochotę mu to wykrzyczeć ale się powstrzymałam.- Jestem ciekawy jak radzą sobie twoje nóżki. Teraz poćwiczymy kopnięcia. -uniósł rękę na wysokość swojej klatki piersiowej. -Uderz prawą nogą w sam środek. 
Skupiłam się na ochraniaczu i zamknęłam oczy z całej siły oddając cios lecz coś w połowie drogi zatrzymało moją nogę w stalowym uścisku na kostce. 
Otworzyłam oczy. Moja noga znajdowała się zaledwie kilku centymetrów od krocza Klausa. Na jego twarzy malował się wyraz zdumienia i hamowanej wściekłości. 
-To, że jestem martwy nie znaczy, że nic nie czuję.-wycedził przez zęby. 
-Ja... Przepraszam. Naprawdę. To nie było specjalnie. 
-Nie jestem co do tego w pełni przekonany. 
-Ym...-obużyłam się.-Mówię poważnie. 
-No dobrze. Spróbujmy jeszcze raz.- puścił moją nogę.-Tym razem spróbuj trafić w to.- wskazał wolną ręką na ochroniacz. 
-Tak jest, trenerze.-uśmiechnęłam się. 
-To nie jest śmieszne. 
-Oj Klaus. Rozchmurz się. Nie bądź takim ponurakiem i przyznaj, że trochę jest. 
-Nie dla mnie.- przyjął pozycję obronną- Gotowa? 
-Tak.- cofnęłam się trochę do tyłu dla pewności i oddałam cios nogą, tym razem z otwartymi oczami i jasnym umysłem. Jednak jak się przekonałam na niewiele się to zdało. Noga poszybowała dokładnie w tym samym kierunku, jakby przyciągana magnesem. Tym razem Klaus był bardziej czujny i złapał moją nogę gdy znalazła się między jego kolanami. 
-Caroline...-powiedział twardo z ostrzegawczą nutą. 
-No co? To nie moja wina.- tłumaczyłam się.-Sama nie wiem jak to się stało.
-Yhm...-puścił moją nogę i założył ręce na pierci przez co wydawał się jeszcze potężniejszy. 
-Możemy kontynuować?-spytałam. 
-O nie.-powiedział twardo, ale zauważyłam, że kąciki jego ust się unoszą.-Nie zamierzam ryzykować po raz trzeci. 
-Bardzo śmieszne.-pomimo ukrytej kpiny nie mogłam się nie uśmiechnąć. 
-Co powiesz na kilka ruchów obronnych? Myślę, że dasz sobie radę. 
-A może pokażesz mi coś przydarnego? Umiem się bronić. 
-Och naprawdę?-spytał unosząc jedną brew.- W takim razie odeprzyj ten atak.
W jednej chwili stał naprzeciwko mnie i żartował, a w drugiej powalał mnie na matę łapiąc w pasie.Runęłam na matę z głośnym stęknięciem. Leżał na mnie przyszpilając mi nadgarstki do podłogi. Jedyne co mogłam to oddychać i ruszać głową. Niemal całkowicie mnie unieruchomił. 
-Mówiłaś coś, kochana? -uśmiechnął się  cwaniaczek.
-To nie sprawiedliwe. Jesteś starszy i szybszy. 
-Nikt nie mówił, że twój przeciwnik zawsze będzie grał uczciwie. 
-Mam tego dość. Złaź ze mnie. 
-A gdzie moja nagroda za poświęcony czas oraz wygraną w pojedynku? 
-Jeszcze słowo, a spotka cię to samo co manekina.-zagroziłam. 
-Nie tak ostro. Może zaryzykuję innym razem.-puścił mi oczko. Czy on ze mną flirtuje? Poczułam, że uścisk na nadgarstkach zelżał i po chwili ze mnie zszedł. Wstał wyciągając do mnie rękę żeby mi pomóc. Wykorzystałam okazję i chwyciłam go z całej siły za rękę, ciągnąc w swoją stronę, aż się przewrócił i upadł obok mnie. W wampirzym tempie uklękłam okrakiem po obu stronach jego brzucha i unieruchomiłam mu nadgarstki, w taki sam sposób jak zrobił to on przed chwilą. 
-I co ty na to?-uśmiechnęłam się zwycięsko. 
-Moja słodka Caroline...- powiedział uśmiechnięty- Jeśli chciałaś być na górze wystarczyło powiedzieć. 
-Myślałam, że mamy walczyć, a ty nawet nie próbujesz się wyrwać.-zmarszczyłam brwi.-Przecież wygrałam. 
-Dziwne. Nie czuję się jak przegrany. -spojrzał na moją luźną bluzkę z dekoltem. Cholera! Wiedziałam, że muszę zmienić bluzkę na tą białą pod szyję na ramiączkach. 
-Możesz przestać?! 
-Nie mam pojęcia o czym mówisz.-jego uśmiech się pogłębił ukazując dołeczki. 
-Zaraz zetre ci ten uśmieszek z twarzy. 
-Ciekaw jestem jak chcesz to zrobić?-spojrzał przelotnie na moje usta. 
Cholera. Ręce miałam zajęte. A on nadal uśmiechał się szeroko patrząc mi w oczy tym pięknym lazurowym wzrokiem. Przejechał językiem po swoich pełnych, zmysłowych ustach, które wprost prosiły się o pocałunek. 
A co mi tam. Żyje się tylko raz. 
Pochyliłam się i szybko przywarłam do jego ust zanim dotarło by do mnie racjonalne myślenie albo co gorsza zdąrzyłabym stchórzyć. 
Przez chwilę zdawało mi się, że jest zaskoczony tym co zrobiłam. Przejechałam koniuszkiem języka po jego dolnej wardze, aż wreszcie rozwarły się z cichym jękiem. Jego gorące pocałunki odpowiadały na moje. Nie wiem co mnie do tego podkusiło, ale przy nim poczułam się tak bezpiecznie, jak przy nikim wcześniej. 
Bez problemu wyswobodził się z mojego uścisku. Chwycił za mój koński ogon i ściągnął gumkę z moich włosów. Niesforne loki opadły otaczając nas niczym kurtyną. Nawet nie zauważyłam kiedy zamienił nas miejscami. Teraz to ja leżałam na macie oplatając go nogami w pasie, a on wyczyniał cuda w moich ustach.
Po chwili uwolnił moje pulsujące usta, które nadal mrowiły po niesamowitych pocałunkach, a następnie zaczął oblegać moją szyję. Wplotłam dłonie w jego bujne miodowe włosy ciesząc się chwilą, która trwa. 
Wytoczył ustami ścieszkę po mojej szyi i ugryzł mnie delikatnie w ucho szepcząc. 
-Pragnę cię. 
-Ja ciebie też. 
Powiedziałam to bez zastanowienia, lecz  dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to prawda. Pragnęłam go. Od samego początku coś do niego czułam i nie była to czysta nienawiść. 
Popatrzył na mnie wygłogniałym  wzrokiem i pocałował mnie z taką pasją jakby piekło miało się rozstąpić i porwać nas w najdalsze otchłanie. Przylgnął do mnie jeszcze bardziej wodząc rękami po moim ciele. 
Dopiero gdy wsuwał rękę pod moją bluzkę zdałam sobie sprawę co usiłuje zrobić. Oderwałam się od jego ust i przeniosłam dłonie na jego barki. 
-Klaus... 
-Tak, kochana? -zabrał rękę i podparł się aby móc lepiej spojrzeć mi w oczy. Jego źrenice rozszerzyły się do tego stopnia, że niemal całkowicie przykryły piękny odcień błękitu, pozostawiając cienkie, niebieskie obramówki. 
-Nie zrozum mnie źle...- zaczerpnęłam haust powietrza.-Ale myślę, że nie powinniśmy się tak śpieszyć. 
-Masz rację. Nie chcę na ciebie naciskać.- jednym płynnym ruchem ze mnie zszedł wyciągając rękę. Tym razem przyjęłam ją z chęcią bo nadal czułam, że nogi mam jak z waty. 
-I chyba na dzisiaj już wystarczy. Moglibyśmy dokończyć ten trening jutro, albo pojutrze? 
-Nie wiem czy to ma sens.- powiedział z figlarnym błyskiem w oku.-Bo jeśli za każdym razem tak ma wyglądać przegrana to jestem gotów ponieść porażkę za każdym razem, a nawet mogę z tobą ćwiczyć kopnięcia. 
-Nie żartuj. Będziesz mi to wypominał do końca życia? 
-Czy ja wiem.- powiedział przyciągając mnie do siebie-A co powiesz na trzysta, czterysta lat? 
-Jesteś niemożliwy-powiedziałam wyswobadzając się z jego ramion.-A teraz mnie puść. Idę pod prysznic. 
-Może ci pomóc.- na szczęście błysk w jego oku powiedział mi, że żartuje.
-Poradzę sobie sama. 
Wyszłam z sali i udałam się prosto do swojego pokoju odprowadzona przez jego gorące spojrzenie. 
W pokoju zerknęłam na zegarek. Nie do wiary, że spędziłam z nim ponad pięć godzin. 
Otworzyłam szafę i wyjęłam jakieś czyste ciuchy. Uff... Musiałam zmyć z siebie pot po ciężkim, wyczerpującym treningu. Weszłam do łazienki i wreszcie mogłam się zrelaksować. 



Hejo ;*
Zaskoczeni? Nie odchodzę. Wiem, że długo mnie nie było i mam nadzieję, że zrekompensowałam wam to długim rozdziałem. Piszcie szczere komentarze i dziękuję wam za to, że jesteście. Pozdrawiam wszystkich. <3  :* :*
PS. Nie dawno minął rok od kąd założyłam tego bloga, przy czym chciałabym wam serdecznie podziękować. Jesteście ze mną w tych dobrych i złych chwilach, kiedy mam wene i kiedy kompletnie mi jej brakuje i pisze kompletne nudy lub nie piszę wcale. Jesteście kochani :* :* ;* <3

piątek, 17 kwietnia 2015

Ech...

Tak wiem, ostatnio zawaliłam bloga i to bardzo... Nie będę się tłumaczyć wymówkami tylko przejdę do konkretów. Nowy rozdział dodam w ciągu kilku dni gdyż mam już trochę napisane ;D
Pozdrawiam wszystkich wytrwałych i zniecierpliwionych ;D

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 24 ''Blask księżyca''

CAROLINE
Szłam w kierunku swojego auta i właśnie wyciągałam kluczyki z torebki, gdy nagle poczułam silne szarpnięcie do tyłu. Czyjaś mocna dłoń złapała mnie za tył kurtki i pociągnęła w swoją stronę.
-Co u diabła...?!- spojrzałam przez ramię i ujrzałam Klausa idącego jak gdyby nigdy nic w kierunku swojego samochodu.
-Jakbyś zapomniała mój samochód stoi tam.-kiwnął głową w kierunku auta.
-A mój w przeciwnym kierunku.- powiedziałam dobitnie.
-Naprawdę myślisz, że pozwoliłbym ci prowadzić?
-A czemu nie?!
-Mogę ci podać co najmniej trzy powody.
-Zamieniam się w słuch.- zaparłam się stopami o ziemię tak, że nie miał innego wyjścia jak tylko się zatrzymać i mnie puścić.
-Ech...- westchnął- Jest noc, jesteś kobietą i w dodatku blondynką, bez obrazy...- dodał na widok mojej miny, jednak nie zdołał stłumić uśmieszku.- A na dodatek lepszego kierowcy ode mnie nie znajdziesz.
-Nie bądź taki pewny siebie. -odwróciłam się na pięcie z zamiarem pójścia do swojego autka lecz szybko odbiłam się od twardego torsu i pewnie wylądowałabym na twardej ziemi gdyby nie jego refleks i silne ramie.
-Pewność siebie to podstawa, dzięki temu udało mi się przeżyć tysiąc lat.
-Najwyższy czas na emeryturę dziadku.- Zakpiłam z niego i szybko tego pożałowałam.W niemal natychmiastowym tempie zostałam przyciśnięta do jego auta, a jego usta zbliżyły się do mojej szyi niemal jej dotykając.
-Dziwne, jeszcze nigdy nikt tak mnie nie nazwał, żadna kobieta po nocy ze mną nie nazwała mnie starcem. Czasami krzyczały coś o bogu, raju albo niebie ale nigdy o jakimś pomarszczonym, zrzędliwym staruchu.
-No wiesz... Kiedyś musi być ten pierwszy raz.-ledwo mogłam się skupić na tym co mówię, a powodem mojego roztargnienia były jego aksamitne usta tuż przy moim uchu.
-Prowokujesz, kochana. -poczułam, że się uśmiecha.- Jeszcze trochę a pomyślałbym, że pragniesz tego równie mocno jak ja.-delikatnie, wręcz kusząco przygryzł płatek mego ucha. A było to uczucie tak przyjemne i niezwykłe, że aż zaczęłam topnieć, a moje nogi zrobiły się jak z waty. Gdyby nie jego ciało przyciskające mnie do auta zapewne już dawno osunęłabym się na ziemię. Jego miętowy oddech tylko podsycał moje podniecenie, a męski zapach perfum przytępiał racjonalne myślenie i pobudzał drapieżne instynkty. Jednak z każdym jego słowem wyczuwałam coś jeszcze. Krew. A mała, szkaradna plamka na kołnierzyku koszuli potwierdziła moje domysły co do pochodzenia i żywego opakowania tego pokarmu. Przez chwilę przed oczami miałam obraz ataku hybrydy na człowieka. Ta myśl skutecznie otrzeźwiła mnie na tyle by odepchnąć Klausa na odległość dwóch metrów w momencie kiedy chciał złączyć swoje usta z moimi. Teraz mogłam dokładnie przyjrzeć się jego twarzy.
Oczy miał przyciemnione zarówno z podniecenia jak i zdumienia związanego z odrzuceniem. Pełne, wilgotne wargi nadal lekko rozchylone, w każdej chwili gotowe do składania gorących pocałunków, a jego lekki zarost... Mmm... Aż się prosił o dotknięcie.
Musiałam zacisnąć dłonie w pięści z całych sił aby nie przylgnąć do niego.
-Jedźmy już.-mój głos na szczęście był pewny.
-Jak sobie życzysz.
Chciałam go wyminąć i w wampirzym tempie dopaść do swojego auta ale nie zdążyłam nawet zrobić kroku gdy drogę zastąpił mi Klaus.
-A panna dokąd? Nie zapominaj, że jestem hybrydą i w dodatku pierwotnym. Myślisz, że mnie przechytrzysz? A twój samochód ktoś podstawi z rana. -powiedział otwierając mi drzwi od swojego auta.
-Skąd...?- nie dokończyłam bo mi przerwał i jednocześnie jednym zręcznym ruchem wyjął z mojej dłoni rączkę od walizki i wsadził ją do bagażnika.
-A więc pytasz skąd wiedziałem co masz na myśli?- w tym momencie zastanawiałam się nad różnymi możliwościami ale najmocniej przebijała się myśl, że ten parszywy drań bezkarnie czyta mi w myślach- Cóż za absurdalne pytanie i z tego co słyszę już znasz odpowiedź, choć na twoim miejscu używałbym innych epitetów. -Puścił mi oczko i wsiadł do auta od strony kierowcy.Kiedy już miał odpalać samochód zamarł na chwile i spojrzał na mnie z cwanym uśmieszkiem.
-Czy teraz się przyznasz do picia ludzkiej krwi?-Moje myśli błagalnie wyszukiwały jakiejś sensownej wymówki. -Z żyły. -Dodał gdy już otwierałam usta chcąc powiedzieć, że pije ludzką krew z woreczka.
-Przestań mi czytać w myślach! Założyłam ręce na piersi i odwróciłam głowę w stronę okna.
-Prędzej czy później i tak się dowiem i nie musisz się obrażać moja pani.
-A ty nie musisz być taki staroświecki Klaus.
-No cóż... Niektóre nawyki pozostają w nas na zawsze.
Nie odezwałam się więc odpalił auto i ruszył w kierunku swojego domu. Podczas drogi musiałam bardzo uważać żeby nie myśleć o konieczności pożywienia się ponieważ cały czas czułam elektryzujące mrowienie w czaszce i wiedziałam, że czyta mi w myślach. Jedyne co przychodziło mi do głowy to nucenie tej głupiej piosenki ze starego serialu, który kiedyś oglądałam razem z mamą.   LINK
"Trzech synów matka miała
dwóch słynęło z mądrości,
a trzeci co był głupi poszedł do łączności!
Ti ta ta ti ti ta ta,
ti ta ta ti ti ta  ta,
a trzeci co był głupi poszedł do łączności! "
Idiotyczna piosenka ale wpada w ucho. Gdy mrowienie ustało odetchnęłam z ulgą. Kątem oka spojrzałam na hybrydę. Patrzył się na mnie rozbawiony z uniesioną jedną brwią.
-Co?! - warknęłam ciut za ostro pod ciężarem jego lazurowych oczu.- Patrz na drogę.
-Czyżbyś wątpiła w moje umiejętności kierowcy?- Nadal patrząc mi w oczy wyprzedził sportowe auto, przyprawiając mnie o zawrót głowy.
-A ty jak zwykle musisz się popisywać.- Przewróciłam oczami, przerywając tym samym kontakt wzrokowy. 
-Ach, prawie bym zapomniał.-uśmiechnął się.- Sądziłem, że masz lepszy gust muzyczny.
-Nikt ci nie kazał podsłuchiwać moich myśli.-prychnęłam.
-Ależ to zawsze jest zbyt wielka pokusa dla mnie.
-A ty czego słuchasz, panie idealny?
 Nie czekając na pozwolenie włączyłam radio i z głośników popłynęła niezwykła muzyka. LINK  Początkowo tajemnicza, pełna oczekiwania przechodziła w wesołą, skoczną melodie. Była radosna, jakby świat budził się do życia po surowej zimie, tak jak dzień następuje po straszliwej nocy. Lecz pod koniec muzyka stała się szybka i dramatyczna, pełna akcji i sensacji, jakby ktoś uciekał przed wrogiem. Tak jak ludzie uciekają przed wampirami-pomyślałam z goryczą.
-Podoba ci się?- głos Klausa był jak wiadro lodowatej wody. Nawet nie wiedziałam kiedy zamknęłam oczy.
-Co? Jak? -spytałam z lekka nieprzytomna otwierając oczy.
-Mozzart, a to jeden z jego sonetów. Podoba ci się?
- Jest niezwykła.- Powiedziałam rozmarzona. Zachowywałam się trochę jakbym była naćpana. Problem polegał na tym, że nie wiedziałam, że ta melodia, aż tak na mnie podziała.-Jak się nazywa?
-Blask księżyca.
-Hmm... -zamyśliłam się- Pasuje idealnie.
-Też tak sądzę.- spojrzał na mnie z uśmiechem.
Nawet nie zauważyłam jak znaleźliśmy się na miejscu.
- Jestem wykończona, a jutro na dodatek szkoła.- westchnęłam wysiadając z auta.
-Co powiesz na drinka dla poprawy snu?- przepuścił mnie w drzwiach.
-Brzmi świetnie.-Z uśmiechem usiadłam na wygodnej skórzanej kanapie w salonie.
Po chwili do pokoju wszedł Klaus.
-Odstawiłem samochód do garażu i teraz pozostaję cały do twojej dyspozycji.-powiedział z figlarnym błyskiem w oku.
-Z tego co pamiętam obiecałeś być moim barmanem.
-Służę uprzejmie.-podszedł do barku. -Mam whisky, burbon, wódkę,wino czerwone, białe...
-Wow, dobra, wystarczy. Zdaje się na ciebie.
-Świetny wybór,madame.
-Nie musisz być taki oficjalny. -powiedziałam z uśmiechem biorąc od niego szklankę z dziwnym drinkiem.-Co to?-Spytałam z po wątpieniem
-Werbena z różnymi rodzajami trucizn jakich nauka jeszcze nie zna. -uniósł jedną brew.-Doprawdy Caroline, będziemy mieszkać pod jednym dachem trochę czasu, uratowałem ci życie i to nie jednokrotnie. Mogłabyś w zamian okazać mi odrobinę zaufania.
-W sumie... -teatralnie zawiesiłam głos przekrzywiając głowę na prawą stronę- Mama zawsze uczyła mnie szacunku do starszych.- upiłam mały łyczek czując na języku wspaniały smak malin, mocnego alkoholu i szczyptę czegoś... ostrego? Drink był idealnie wymieszany, istna perfekcja. Nie był za mocny ani za słaby. Czegoś takiego potrzebowałam.
-I jak? Był aż tak straszny?-Spytał siadając na fotelu na przeciwko mnie z whisky w dłoni.
Miałam ochotę odpowiedzieć, że to najlepszy drink jaki w życiu piłam ale duma mi na to nie pozwoliła.
-Całkiem dobry.-powiedziałam z wymuszoną nonszalancją.
-Mnie nie oszukasz.-powiedział rozbawiony.- Pamiętaj, że nadal mam wgląd w twoje myśli.
-Nie musisz mi przypominać.-przechyliłam szklankę i dopiero teraz poczułam ukryte w niej procenty.
-Spokojnie, na dnie była wódka prosto z Rosji.
Mocne to za mało powiedziane, chyba wypaliło by mi gardło gdyby nie sok malinowy otulający smak niczym kaszmir.
-Jestem spokojna, idę spać. Dobranoc! -Ostatnie słowo podkreśliłam odstawiając z hukiem szklankę na stolik, tak że omal się nie roztrzaskała.
-Słodkich snów i nie krzycz tak. Przyznaj, że jakbyś mogła to też czytałabyś ludziom w myślach. 
Zignorowałam jego uwagę nie chcąc się kłócić. Zabrałam z korytarza walizki i udałam się do pokoju, w którym dzisiaj się obudziłam.
Otworzyłam drzwi i niechętnie położyłam większą walizkę na łóżku. Sukienki powiesiłam na wieszaki, a resztę ubrań poukładałam na półeczkach, oprócz bielizny, którą włożyłam do komody. Gdy spojrzałam na zegarek było już grubo po północy. Pośpiesznie zabrałam ręcznik, kosmetyczkę i moją ulubioną piżamkę idąc do łazienki. Nie mogłam sobie pozwolić na długą kąpiel ponieważ jutro miałam na ósmą. Po wyjściu nastawiłam budzik i poszłam spać. 

KLAUS

W nocy zbudził mnie pewien wrzask. Od razu rozpoznałem jego właścicielkę i pognałem do sypialni Caroline.
Jej blond loki przykleiły się do czoła, a jej całe ciało zrosił pot. Nadal spała. Próbowałem wniknąć do jej umysłu aby ją uspokoić ale bariera snu była zbyt mocna, a mój skacowany umysł bynajmniej nie ułatwiał mi zadania. No cóż nie pozostawało mi nic innego jak tylko usiąść obok niej i delikatnie nią potrząsnąć. Wniknąłem w jej umysł używając wszystkich sił i zacząłem do niej mówić w myślach "Caroline, obudź się kochana, Caroline..." Powtarzałem tę czynność kilka razy aż nagle wampirzyca otworzyła szeroko oczy i zaczerpnęła spory haust powietrza.
-Gdzie ja jestem? Co się stało?- szeptała zdezorientowana rozglądając się po pokoju. Najwidoczniej mnie nie dostrzegła gdyż siedziała odwrócona do mnie plecami a ja oparłem się o ramę łóżka. Delikatnie dotknąłem jej ramienia, a ona z cichym piskiem podciągnęła kołdrę niemal pod samą szyję jakby to mogło ją ochronić przed złem całego świata, jednocześnie odwróciła się w moją stronę.
-Hej, to ja. Jesteś u mnie, pamiętasz?
-Klaus?-zapytała niepewnie. W kąciku oka czaiła jej się maleńka łza. -Spokojnie, jestem przy tobie.-zapaliłem lampkę nocną-Widzisz? Jesteśmy sami. Nikogo nie ma oprócz nas. Przy mnie jesteś bezpieczna.
Pocieszająco pogłaskałem ją po plecach aż jej oddech zwolnił nieco tempa.
-Klaus? Mogę cię o coś zapytać?
-Śmiało.-uśmiechnąłem się widząc jej poprawę nastroju.
-Co ty tak właściwie robisz w moim łóżku?!
No masz... Akurat teraz musiała odzyskać zdrowy rozsądek.
-Usłyszałem jak krzyczysz i przyszedłem sprawdzić co się stało, lecz nie mogłem cię obudzić i tak niefortunnie wyszło, że znalazłem się w twoim łóżku. -Nie mogłem się powstrzymać i wdarłem się do jej umysłu.
"Niefortunnie? Pff... Ciekawe dla kogo, bo nie uwierzę, że dla ciebie"
Stłumiłem śmiech i przybrałem obojętną minę.
-A tak z ciekawości.-powiedziałem-Zdradzisz mi cóż za koszmar ci się przyśnił?
-Oj, nie ważne.-była zdenerwowana, a przez jej umysł przelatywały obrazy dzisiejszej nocy, niestety zbyt szybko bym mógł odczytać z nich cokolwiek.-Po prostu naoglądałam się za dużo horrorów.-Panująca w domu cisza była tak nieznośna, że nawet tykanie zegara piętro niżej było doskonale słychać, a gdy gong obwieścił godzinę trzecią Caroline rozejrzała się nerwowo po pokoju i złapała kurczowo kołdrę. -Co to było?!
-To tylko zegar w moim gabinecie.
-Uff...-odetchnęła z widoczną ulgą.
-Chyba się nie boisz?-spytałem zadziornie.
-Kto? Ja? No co ty? W życiu. Pff... Jak w ogóle mogłeś tak pomyśleć.-zgrywała odważną.
-No wiesz... W każdym bądź razie, gdybyś się bała możesz się przytulić-powiedziałem tonem z pozoru nonszalanckim.
Przez chwile mierzyliśmy się wzrokiem po czym ona w ułamku sekundy zarzuciła mi ręce na szyje, wtulając głowę w moją szyje i siadając okrakiem na moich udach dla większej wygody. Jedną ręką objąłem ją w talii, a drugą ręką głaskałem po plecach. Za to uśmiech cały czas nie schodził z mojej twarzy.
-No dobra, miałeś racje. Boje się jak cholera.-Powiedziała jak oburzone dziecko.
-Wiedziałem to od samego początku.
-Bawi cię to?! -Wyprostowała się i spojrzała mi w oczy.
-Przepraszam, nie powinienem.-starałem się pohamować uśmieszek lecz z opresji uratował mnie świszczący za oknem wiatr i drobny deszcz uderzający w okna.
-Co to było?
-Wygląda na to, że będziemy mieli burze.-łagodnie naparłem na jej plecy aby się przytuliła bowiem wyczułem napięcie w jej organizmie i coraz większą panikę, choć muszę przyznać, że dla mnie samą przyjemnością było pocieszanie jej.-Ciekawe o czym myśli-pomyślałem i zamiast pleców zacząłem głaskać ją po włosach aby nie używać tyle siły potrzebnej do czytania w myślach i wdarłem się do jej umysłu.
"...zrobić to czy nie? Caroline zdecyduj się!!! Ale chyba jednak powinnam. Mmm... ładnie pachnie, tak... męsko i jest taki silny... Ale w końcu to pierwotny. Dziewczyno o czym ty myślisz" Czyżbym to ja był obiektem jej myśli oraz nad czym tak gorliwie się zastanawiała?
-Klaus? -jej głos wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak, kochana?
-Chyba powinnam cię przeprosić.
-Ty mnie? Za co?
-Niepotrzebnie tak na ciebie krzyczałam i się obrażałam. Uratowałeś mi życie, pomogłeś i doceniam to. W dodatku pewnie obudziłam ciebie i całą resztę. Już od dawna nie krzyczałam przez sen.
-Ratowanie dam z opresji to moje hobby.-nagle pomyślałem o łączącej nas bliskości i cieple jej ciała- Jak się boisz jesteś dla mnie wyjątkowo miła.-Czułem, że rozluźniła się i strach ją opuścił, mimo to pozostawała w moich objęciach.
-No bardzo śmieszne. Ja próbuję być miła i cię przeprosić a ty się ze mnie nabijasz. 

-Jakbym śmiał szydzić z tak pięknej niewiasty.
-No właśnie o tym mówię.
-No dobrze, już dobrze. Widzę, że wrócił ci dobry humor więc chciałbym ci przypomnieć, że jest już środek nocy i z chęcią trwałbym tak przez całą noc ale cóż, za kilka godzin masz wykład i to w dodatku ze mną.
-Ach jasne, prawie o tym zapomniałam.-jak na nieszczęście przestała mnie obejmować i zeszła ze mnie.
-Chyba, że nadal się boisz to mogę z tobą spać.-wyrwało mi się zanim zdążyłem ugryźć się w język.
-Chyba dam sobie rade.-powiedziała powoli i dodała bardziej żartobliwie.-Przecież nie jestem małym dzieckiem, a poza tym mam parę całkiem ostrych kłów.
No tak, czego idioto się spodziewałeś?-karciłem się w myślach.- błazen ze mnie.
-W takim razie dobranoc kochana.
-Pa, Klaus.

CAROLINE

Klausa nie było, a burza za oknem trwała w najlepsze. Szum wiatru i stukot deszczu w okienne szyby co chwile przerywane były przez uderzenie błyskawicy. A to wszystko sprawiało, że mój sen powracał w całej okazałości z podwójną siłą. To było jakby postacie z najgorszych horrorów wpełzły w moje życie.-Grzmot błyskawicy przerwał moje rozmyślanie- No i masz... Znowu zaczęłam się bać.
Ej! Zaraz! Chwila! Co to jest?!
Nagle firanka zaczęła mocniej podwiewać i zobaczyłam jakiś majaczący na niej kształt! Podniosłam się do pozycji siedzącej i podciągnęłam kolana pod brodę.

Ręką wymacałam włącznik lampki nocnej, nie odrywając wzroku od dziwnego kształtu! Zapaliłam światło i jak się okazało...!!! Ten dziwny kształt był zwykłą gałęzią, a firanka zaczęła falować pod wpływem wiatru i otwartego okna.
-Ty głupia blondynko-szepnęłam do siebie odgarniając włosy do tyłu.
Zgasiłam światło i zaczęłam wpatrywać się w krzesło stojące w kącie. Czy mi się wydaje czy tam ktoś siedzi? Dziwne przypomina Samarę z tego głupiego horroru. -Zmarszczyłam brwi.-Dziwniejsze  jest to, że śniła mi się dzisiaj. Nie, to pewnie tylko mój mózg płata mi figle.
Ona się chyba poruszyła!!! Czym prędzej zaświeciłam światło i tajemnicza Samara okazała się ubraniami, które wypakowałam z walizki i nie powkładałam jeszcze do szafy. -Ugh! Nienawidzę cię mózgu!
Nie mogłam tego już dłużej wytrzymać. Wstałam i wyszłam z pokoju, nie mogąc już tego wszystkiego wytrzymać. Dopiero na korytarzu się zatrzymałam.-Co ja mu tak właściwie powiem?! Cześć Klaus, chciałabym spać dzisiaj w twoim łóżku?! Bez sensu. No nic. Nie będę tutaj sterczała jak wariatka.
Cichutko zapukałam i weszłam do pokoju nie czekając na pozwolenie.
Spał. Rozparty na środku łóżka leżał nieruchomo i oddychał równomiernie. Nawet podczas snu otaczała go aura siły i władzy. 
Nie! To był jednak zły pomysł. Okręciłam się na pięcie lecz nie zdążyłam nawet dotknąć klamki gdy usłyszałam męski, odrobinę zaspany głos.
-Co cię do mnie sprowadza kochana o tak późnej porze?- najwidoczniej nie tracił dobrego humoru nawet teraz. 

-No bo wiesz... -splotłam dłonie za plecami i spuściłam głowę czując się zawstydzona i dziwnie naga mimo, że moja koszula nocna sięgała niemal do kolan. -Jest burza, a ja nie mogę zasnąć i tak się zastanawiałam...
-Kontynuuj, kochana.-oparł się o rzeźbienie łóżka i skrzyżował ręce na nagiej klatce piersiowej. A jego kołdra zsunęła się do bioder. W jednej chwili zapomniałam po co tu przyszłam i zaczęłam się zastanawiać czy ma coś na sobie. Mój wzrok mimowolnie padł na jego krocze i chyba odgadł moje myśli bo uśmiechnął się łobuzersko i ugiął jedną nogę w kolanie przez co jego wybrzuszenie stało się mniej widoczne.
Oblizałam spierzchnięte usta i kątem oka zobaczyłam, że on robi to samo.
-Zastanawiałam się czy twoja propozycja jest nadal aktualna.-powiedziałam i przez chwile panowała idealna cisza zmącona jedynie przez panującą za oknem burze, aż wreszcie odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Uśmiechnął się ukazując dołeczki w policzkach, a oczy iskrzyły się wesołością.
-Jak zwykle służę pomocą uroczej damie.-przesunął się i odchylił róg kołdry poklepując  miejsce obok siebie.
Zawstydzona bez słowa podeszłam do jego łóżka i weszłam pod kołdrę, kładąc się przy brzegu tyłem do niego.
Nagle poczułam jak jego silna dłoń rozparta na moim brzuchu przyciąga mnie do siebie.
-Spokojnie. Nie ugryzę cię-wyszeptał całując mnie delikatnie w szyję- chyba, że będziesz tego chciała i nawiązując do twoich myśli, gdy mam gości śpię w spodniach.
-A gdy nie masz gości?- wypsnęło mi się z ciekawości. Jezu jak ja mogłam powiedzieć coś takiego!!
-Cóż... W czasach mojego ludzkiego życia panowały inne zwyczaje.-potarł nosem mój kark przyprawiając mnie tym samym o drżenie całego ciała.-Chętnie bym ci o nich opowiedział lecz sądzę iż powinniśmy już spać.
Leżałam na boku, a jedna rękę położyłam na brzuchu. Nawet nie zauważyłam kiedy nasze dłonie zaczęły się stykać. Najpierw lekko muskać, a później coraz bardziej aż usnęliśmy ze splecionymi dłońmi.


Siema, elo, co tam? :*
A oto pierwszy rozdział w tym roku :D
Przepraszam, poprawę obiecuję. Ilościową i jakościową, ale chyba nie jest tego mało, błędy poprawie bo pisałam na telefonie, a gify dodam w ciągu kilku dni. Mam nadzieję, że nie jest straszny. Kocham was i nie zawieszam bloga.
Wasza blogerka :* :*

czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział 23 ''Prada albo nic''

CAROLINE
-Tak myślałem. Pytanie pozostaje jedno. Kogo?
Patrzył się na mnie przenikliwym wzrokiem,a jego pytanie nadal wisiało nad nami niczym fatum. Przełknęłam rosnącą gulę w gardle i przybrałam nonszalancką pozę chcąc ukryć napięcie. Ugięłam nogę w kolanie przenosząc ciężar ciała na drugą ,a ręce oparłam na biodrach. Z opóźnienieniem zdałam sobie sprawę, że tym sposobem bluzka podjechała kilka centymetrów do góry a ręce na biodrach sprawiły ,że T-shirt stał się bardziej opięty na piersiach ukazując zarys piersi i nabrzmiałe sutki.
Jednak te drobne szczegóły nie uszły uwadze Klausa. Gdy tylko zdałam sobie sprawę z tego jak wyglądam opuściłam pośpiesznie bluzkę do dołu zostawiając dłonie na swoim miejscu chcąc mieć cień przewagi nad hybrydą.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz. -powiedziałam zdobywając się na jak największą obojętność na jaką było mnie stać.
-A mi się wydaje,...-powiedział wstając z fotela-,że doskonale wiesz.- powolnym krokiem zbliżał się do mnie. -Cały wieczór zastanawiało mnie co w tobie jest ty mała spryciulo ,że nie mogę czytać ci w myślach.-uśmiechnął się a ja poczułam nagle za plecami drewnianą toaletkę z lustrem. Oparł ręce na blacie a mnie owiał jego orzeźwiający zapach lasu cedrowego i mięty.
Postanowiłam się uchwycić tej jednej rzeczy w jego wypowiedzi. W końcu nie bez przyczyny mówi się ,że kobiety są mistrzami w sprzeczkach ustnych.
-Czekaj ,co?! Chcesz mi powiedzieć ,że próbowałeś czytać mi w myślach?! Jak śmiesz!-uśmiech zszedł z jego twarzy.Zrobiło mi się go odrobinę żal ale gdybym teraz dała za wygraną zaczął by dociekać aż wreszcie przyparta do muru wyjawiłabym prawdę i byłby szczęśliwy ,że piję z żyły.
-Próbowałem ale...-zaczął się tłumaczyć.
-Mam prawo aby moje myśli były wyłącznie moją sprawą. Powinieneś choć trochę mi zaufać...
-Ufam ale...-przerwał mój monolog ale nie dałam mu skończyć.
-To ,że masz jakieś niezwykłe moce nie znaczy ,że masz je testować akurat na mnie!
Próbowałam się wydostać z pułapki jego ramion lecz uzyskałam odwrotny efekt. Rozsunął lekko moje nogi kolanem, a skórzany materiał jego spodni otarł się delikatnie o moje uda.
-Skończyłaś?-usłyszałam spokojny głos z odrobiną chłodu tuż przy uchu. -Za długo już chodzę po tej ziemi by nie zauważyć gdy ktoś próbuje sprytnie zmienić temat.
Odsunął się trochę by zobaczyć mój wyraz twarzy.Chyba go zadowolił i usatysfakcjonował bo uśmiechnął się delikatnie.
-Caroline zamknij usta i nie bój się tak.-powiedział nader miło.-A teraz skończ swoje gierki i mów prawdę.
Zebrałam się w sobie i z całą siłą jaką w sobie miałam wyciągnęłam obie dłonie i odepchnęłam lekko zdezorientowanego Klausa od siebie. Zachwiał się lekko do tyłu ale nie upadł.
-Nie muszę ci się z niczego tłumaczyć. A teraz jeśli pozwolisz pójdę spać. -przemierzyłam pokój i wsunęłam się delikatnie pod miękką kołdrę czując zimno śliskiego prześcieradła.
-Jak chcesz ale i tak to kiedyś z ciebie wyciągnę ,moja obrażalska księżniczko.-uśmiechnął się.
Chciałam rzucić jeszcze jakąś kąśliwą uwagę ale tym sposobem tylko bym potwierdziła jego słowa. Tak więc mogłam tylko patrzeć jak opuszcza mój tymczasowy pokój.
-Nie dąsaj się tak, kochana. Złość piękności szkodzi.
Złapałam leżącą obok poduszkę i z całej siły cisnęłam nią w mężczyznę, stojącego w tej chwili do mnie plecami. Odwrócił się błyskawicznie i zręcznie chwycił przedmiot.
-Ała, mogłem zginąć.-zaśmiał się.
-Co z tobą?! Masz oczy dookoła głowy czy jak?!
-Cieszę się ,że już nie jesteś na mnie zła, kochana. Słodkich snów. -odrzucił mi poduszkę i zamknął za sobą drzwi.
Wstałam z łóżka i zgasiłam światło pogrążając pokój w mroku i wróciłam do łóżka.
Jedno musiałam Klausowi przyznać. W momencie kiedy drzwi się za nim zamknęły wszelka złość mnie opuściła. Zaraz potem odpłynęłam w głęboki sen myśląc o zmaganiach jutrzejszego dnia.

KLAUS

Prędzej czy później i tak się dowiem.-z takim postanowieniem podszedłem do barku nalewając sobie whisky.
Praktycznie już się przyznała do swego czynu. Wtedy kiedy tak się bała. Ciekawe co myślała. Że ją uderzę? Zabiję? Jakże mógłbym ją skrzywdzić. -Nadal mając przed oczami jej cudowny wygląd, a w nozdrzach słodki zapach letnich kwiatów upiłem spory łyk ze szklanki.Alkohol odrobinę ugasił mój zapał.
Prędzej czy później i tak dowiem się prawdy i dowiem się o czym myśli mój blond aniołek oraz czy żywi się zgodnie z tradycją. Tak jak mówią ludzkie legendy.
Było w tej dziewczynie coś takiego ,że nawet zwykłej męskiej bluzce z krótkim rękawem potrafiła nadać iście królewski wygląd.
Nadal o niej myśląc udałem się do łazienki a następnie do sypialni. Świadomość ,że ta piękność znajduje się zaledwie za ścianą w mojej bluzce ,która aż nazbyt wiele odsłaniała sprawiła,że jeszcze długie godziny nie byłem w stanie usnąć lecz w końcu się udało.

CAROLINE.

Obudziłam się w kompletnie obcym pomieszczeniu. Zaraz, chwila gdzie ja jestem?!
 Chwilę mi zajęło skojarzenie wszystkich faktów, aż nagle...! No tak. Klaus. Jestem w jego domu. Ręką wymacałam telefon leżący obok na szafce nocnej i spojrzałam na godzinę. O masakra. Już południe. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki gdy wróciłam dostrzegłam na toaletce kilka kolorowych reklamówek. Na lustrze oprócz potarganych włosów i trochę rozmazanego makijażu dostrzegłam przyklejoną kartkę z napisem "dla Caroline". Delikatnie ją odkleiłam i rozłożyłam.
"Dzień dobry, kochana.
Jeśli to czytasz to znak,że już wstałaś. Niestety muszę coś załatwić na mieście lecz postaram się wrócić jak najszybciej. Pomyślałem, że zechciałabyś włożyć coś świeżego i swojego tak więc zechciej przyjąć me dary. Mam nadzieję, że ci się spodobają. Czuj się jak u siebie.
Klaus.
Ps. Krew znajdziesz w kuchni."


Skończyłam czytaś i odłożyłam list na stolik. Ciekawa prezentów zajrzałam do pierwszego z nich i wyciągnęłam śliczną jasno różową sukienkę na ramiączkach z muślinu. Gdy wyjmowałam ubranie papierowa torba spadła na podłogę i dopiero teraz ,gdy ją podnosiłam zwróciłam uwagę na napis. Biały na czarnym tle. "PRADA" Musiałam się przytrzymać krzesła żeby nie upaść. Za taką sukienkę kiedyś byłabym w stanie zrobić wszystko. Na sukience, ani w torbie nie było rachunku ale byłam pewna,że nie kosztowała mało.Niepewnie zajrzałam do pozostałych dwóch opakowań na ubrania. W jednym z nich znajdowały się cudowne ,pudrowo różowe szpilki z ciemniejszą podeszwą. Odetchnęłam z ulgą na wyglądające całkiem zwyczajne ale niemniej pięknie buty. Już trochę śmielej sięgnęłam po ostatnie pudełko. Jak się okazało pochodziło ze sklepu Victoria's secret, co od razu wprawiło mnie w lekkie drżenie rąk.

 Delikatnie zdjęłam pokrywę pudełka i aż zaniemówiłam z wrażenia. W środku znalazłam czarny koronkowy zestaw bielizny. Wzięłam niepewnie do ręki czarne figi i przejechałam palcami po miękkim materiale wypełniającym centralne miejsce i aż zadrżałam na myśl ,że w tym samym miejscu znajdowały się silne oraz smukłe palce Klaus. Środek i połowę przodu zajmował owy materiał lecz na biodrach przechodził w wyrafinowaną, koronkę z delikatnym motywem kwiatów. Z przodu na samej górze ,po środku widniała mała ,ciemno różowa kokardeczka. Natomiast cały tył był wypełniony tylko i wyłącznie koronką. Górna część kompletu wcale nie była gorsza. Delikatne marszczenia na miseczkach tylko podkreślały kobiece walory, a między nimi była taka sama mała kokardeczka jak w dolnej części.Ramiączka i plecy były w całości wykonane z koronki na brzegach przybierając elegancki kształt. Oglądając prezent coraz bardziej się rumieniłam więc szybko odłożyłam bieliznę do pudełka i zamknęłam wieko.
Uchyliłam okno i zaczerpnęłam haust chłodnego powietrza. Znów spojrzałam na prezenty. Nie miałam wyboru jak tylko przyjąć podarki. No niby mogłam pozostać we wczorajszych rzeczach ale ten pomysł niezbyt mi się podobał. Zdecydowanym krokiem podeszłam do toaletki i zabrałam torby z ubraniami na łóżko.
Przełamałam się i otworzyłam pudełko z bielizną. Włożyłam najpierw majtki nadal lekko się czerwieniąc ,a następnie zdjęłam bluzkę Klausa, która wcześniej pełniła koszuli nocnej i nałożyłam czarny stanik. Jak się okazało na dnie pudełka leżało jeszcze coś. Ostrożnie wyjęłam tajemniczy przedmiot spodziewając się najgorszego jednak nie miałam ku temu większych powodów. Ponieważ owym tajemniczym przedmiotem okazały się czarne pończochy, również do kompletu. Można to było poznać po koronkowym wykończeniu i ciemno różowych małych kokardkach z boku. Po założeniu ich podeszłam do lustra stojącego w kącie i przyjrzałam się sobie dokładniej. Wyglądałam cudownie i mega seksownie. A co najdziwniejsze, wszystko pasowało idealnie. Nawet wolę nie zaprzątać sobie głowy pytaniami skąd Klaus tak dobrze znał mój rozmiar. Sięgnęłam po resztę odzieży i pośpiesznie ją ubrałam.
Teraz przeglądając się w lustrze wyglądałam jak grzeczna dziewczynka. Sukienka sięgała przed kolano i lekka była niczym chmurka. Dobrze się komponowała z ciemniejszymi nie więcej niż jeden odcień butami.
Poprawiłam rozmazany makijaż i roztrzepane loki aby wyglądały względnie dobrze i wyszłam z pokoju. Na korytarzu przywitała mnie cisza i spokój. Z resztą. Przecież Klaus mnie uprzedził ,że wyszedł. Czego ja się mogłam spodziewać? Duchów? Przecież jestem wampirem.
Zeszłam na dół tą samą drogą gdy byłam tu ostatnim razem i udałam się prosto do kuchni. Na lodówce jeszcze zauważyłam małą żółtą karteczkę samoprzylepną z napisem "Smacznego, Caroline". Otworzyłam lodówkę i zauważyłam świetnie zaopatrzone półki każdego rodzaju krwi. Wyjęłam jeden woreczek krwi i delikatnie otworzyłam uważając by nie pobrudzić sukienki. Usiadłam przy stole barowym i zaczęłam delektować się posiłkiem.
Gdy byłam mniej więcej w połowie posiłku usłyszałam jak na podjazd zajeżdża samochód. Klaus. Nie wiedząc jak się zachować po prostu poprawiłam moje blond loki i czekałam na jego przyjście. Nie minęła nawet minuta a drzwi się otworzyły i w drzwiach pojawił się uśmiechnięty blondyn.

-Witaj ,kochana.-obrzucił mnie łakomym spojrzeniem.- Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję i przepraszam za wczoraj. Trochę przesadziłam.
-No proszę, proszę. Caroline Forbes mnie przeprasza. No kto by pomyślał.- powiedział uśmiechając się szeroko i unosząc jedną brew.
-Nie żartuj sobie ze mnie, proszę.
-Skoro tak ładnie prosisz. Przeprosiny przyjęte.
-Gdzie byłeś?-spytałam kontynuując przerwany posiłek.
-Musiałem jechać na uczelnię. Jakiś dzieciak próbował się włamać do komputera i wykraść wszystkie odpowiedzi do egzaminów. Obyło się bez policji bo chłopak ma wpływowego tatusia lecz pomimo jego protestów skończyło się na tym, że synek wyleciał ze szkoły.
-Znam go?
-Wątpię. Jest na ostatnim roku. Jak skończysz śniadanie pojedziemy po twoje rzeczy. Pomogę ci.
-Jasne, dzięki. Doceniam to, ale nie musisz mi pomagać. Poradzę sobie, naprawdę.
-Nie wątpię w twoją zaradność ale będziesz bezpieczniejsza, a poza tym i tak nie mam nic innego do roboty.
-Jak chcesz. Ostatnio zbyt łatwo ci ulegam.
-Ja nie widzę problemu.-uśmiechnął się łobuzersko.
-Za to ja już się boję dokąd to zaprowadzi.-pomimo najszczerszych chęci nie mogłam się nie uśmiechnąć. -No dobra możemy jechać. Gdzie jest kosz?- pomachałam pustym opakowaniem po krwi.
-Pod zlewem. Jest niedziela więc nieuniknione, że spotkamy Rebekę. No chyba, że poszła na zakupy.
-Byłyśmy wczoraj.-wstałam i wyrzuciłam pusty woreczek a następnie podeszłam do Klausa. Zabrał kluczyki od samochodu i otworzył mi drzwi frontowe. Na podjeździe stało jego terenowe BMW.
-Mimo to nie sądzę aby się powstrzymała od drobnych zakupów.
Otworzył mi drzwi od strony pasażera i sam po sekundzie zajął miejsce kierowcy. Skórzane siedzenia sprawiły ,że poczułam się niemal jak w niebie. Odpalił silnik i odjechaliśmy.

KLAUS

Podróż mijała przyjemnie, do czasu aż Caroline założyła nogę na nogę, przekręciła się nieco w fotelu i zaczęła podziwiać widoki za oknem. Wtedy jej różowa sukienka podjechała trochę za bardzo do góry odsłaniając szczupłe uda. Cholera! Doskonale wiedziałem co znajduje się pod spodem. Sam jej to przecież kupowałem.
Zacisnąłem ręce na kierownicy tak aż zbielały mi kostki i całą swoją siłą woli zmusiłem się do odwrócenia od niej wzroku. Lecz po chwili nie mogłem się powstrzymać i znów spojrzałem na jej kształtne nogi.
-Fajne widoki.-odezwała się nagle.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-wyrwało mi się.
Dziewczyna odwróciła się w moją stronę i musiała dostrzec mój wzrok, który z opóźnieniem odwróciłem bo uśmiechnęła się zmieszana i poprawiła sukienkę.
-Mówiłam o lesie.
-A ja o tobie.
-No wiesz co? Powinnam się obrazić. -mimo swoich słów uśmiechnęła się delikatnie. 
-Ale tego nie zrobisz. 
-Skąd ta pewność. 
-Bo coś mi się wydaje, że mnie lubisz, Caroline.
Reszta drogi upłynęła w ciszy. Na miejscu byliśmy kilka minut później. Wysiadłem z auta nim Caroline zdążyła dotknąć klamki i jak na mężczyznę z manierami przystało otworzyłem jej drzwi. Wysiadła posyłając mi niepewny uśmiech.

CAROLINE

Czułam się trochę niezręcznie gdy Klaus tak na mnie patrzył i zapragnęłam jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju.
Osiągnięcie celu zajęło mi kilka minut i już miałam wchodzić do środka, kiedy zawahałam się. Co nie uszło oczywiście uwadze Pierwotnego.
-Coś się stało, kochana?
Przygryzłam dolną wargę zastanawiając się jak wytłumaczyć o co mi chodzi.
-Pamiętasz może dlaczego dziś nocowałam u ciebie?
Chwilę się zastanawiał po czym ryknął śmiechem.
-To nie jest śmieszne!- tupnęłam nogą jak mała oburzona dziewczynka, jednak z taką siłą, że o mało nie złamałam obcasu.
-Dobrze, przepraszam. -próbował się opanować jednak z marnym skutkiem. -Ale przyznaj ,że trochę jednak jest.
Nagle naszą rozmowę przerwał świst otwieranych drzwi i stojąca w nich wkurzona Rebekah.
-Co tu się dzieje?!Co ty tu robisz Nik?
-Ja też się cieszę,że cię widzę siostro. Może zaprosisz mnie do środka?
Chcąc mieć już z głowy tego wkurzającego głupka... No dobra. Uroczego wkurzającego głupka. Weszłam do środka, a on jak się okazało wszedł tuż za mną.
-Fajna sukienka.-powiedziała Rebekah.-Gdzie kupiłaś?
-Dzięki, spytaj Klausa.-rzuciłam nawet na nich nie patrząc tylko od razu przechodząc do praktycznej części. Wyjęłam walizkę z pod łóżka i rozsunęłam ją.
-Moja prostownica!- wykrzyknęłam-A ja myślałam, że ją zgubiłam.
-Kobiety.-westchnął Klaus opadając ciężko na krzesło.

KLAUS

Patrzyłem jak blond piękność wchodzi do łazienki kusząco kręcąc biodrami. Gdy zamknęły się drzwi Rebekah odłożyła szmatławiec o modzie na szafkę nocną.
-Jesteś bracie rozmarzony. Zupełnie cię nie poznaje. Czyżby Caroline tak na ciebie działała? A skoro o niej mowa. Mi nigdy nie kupowałeś prezentów.-powiedziała z wyrzutem.
-Tobie zwykle wystarczyła moja złota karta kredytowa.
-Oj, już nie bądź taki chamski, Nik.
-Uważaj na słowa ,siostro.-wysyczałem.
-I tak nic mi nie zrobisz.
-Skąd ta pewność?!-zacisnąłem ręce w pięści.
-Jestem najlepszą przyjaciółką twojej oblubienicy. -uśmiechnęła się. -Mówimy sobie wszystkie sekrety.
-A może przydałabyś się na coś i wyjawiła mi choć jeden?
-Ależ oczywiście,że nie! Tak nie postępują prawdziwe przyjaciółki.
-A czy mam ci przypomnieć o naszej małej umowie?
-Której? 
-Tej ,w której stawką była garderoba w moim domu.
-I co? Wywalisz mnie?-Nie odpowiedziałem. W tym samym momencie z łazienki wyszła Caroline. Wyglądała zjawiskowo.

CAROLINE

Poszłam do łazienki i rozczesałam moje splątane loki puszczając ostatnią uwagę Klausa mimo uszu. Następnie poprawiłam makijaż i wyszłam zabierając ze sobą kosmetyczkę z najpotrzebniejszymi rzeczami.
W pokoju Rebekah przeglądała jakieś czasopismo o modzie a Klaus siedział z naburmuszoną miną.
-A jemu co się stało?-skierowałam wypowiedź do blondynki.
-Nic. Zwykła rodzinna kłótnia.-powiedziała zmęczonym tonem.
-Dobra, nie wnikam.
-A ty tak szybko się wyprowadzasz? Jeśli to przeze mnie i Stefana to...
-Rebeka daj spokój. Nie jesteś niczemu winna. A teraz przynajmniej będziesz miała wolny pokój.- uśmiechnęłam się dwuznacznie.
-Caroline Forbes jak śmiesz.- roześmiała się .
Nagle nasze śmiechy rozdarł twardy głos Klausa.
-Czy ja wam przeszkadzam?!
-Ty nie ale twój humorek owszem.-powiedziała śmiało Rebeka.
-Oj, Klaus. Uśmiechnij się.- podeszłam do niego i potargałam mu włosy ręką.
Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął, a ponieważ miałam na sobie szpilki wylądowałam mu na kolanach.
-A jeśli nie zechcę?-powiedział aż nazbyt spokojnym głosem.
Rebeka zerwała się z miejsca i ruszyła do drzwi.
-Do widzenia państwu. Miłego dnia życzę-po czym zwróciła się do mnie- Zły Klaus równa się co najmniej jedna osoba z rodziny dodatkowo w trumnie ,a że najbliżej jestem ja...-nie dokończyła bo przerwało jej mordercze spojrzenie hybrydy. Usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami.
-Dzięki przyjaciółko!-krzyknęłam nim spojrzałam na twarz pierwotnego. -Puścisz mnie wreszcie?!
-Nie.
-Myślałam,że chciałeś żebym się spakowała.
-Zmieniłem zdanie. To może zaczekać.
-Czekaj czy to...? O tak, Klaus. Uśmiechasz się. Nie ukryjesz tego.
-No cóż. Przed tobą nic nie da się ukryć. A teraz przyznaj się kochana...-odgarnął mi niesforny lok za ucho-że wczoraj piłaś ludzką krew.
Momentalnie zesztywniałam ,a serce zaczęło mi szybciej bić.Chciałam wstać lecz Klaus położył rękę na moich udach skutecznie mnie przyszpilając.
-Przyznaję, od zawsze żywiłam się ludzką krwią. Z woreczka.-z trudem powstrzymywałam drżenie głosu.
-Caroline.Nie udawaj. Dobrze wiesz o czym mówię.Wczoraj karmiłaś się z żyły.
-Co? Nie. Jasne,że nie. Jak mogłeś tak pomyśleć?-udawałam typową blondynkę, kręcąc na palcu jeden lok.
Przysunął do mnie głowę i już myślałam ,że mnie pocałuje lecz w ostatniej chwili zmienił kierunek i przybliżył twarz do mojej szyi. Nie wysunął kłów jak się spodziewałam tylko zaciągnął się moim zapachem. Po chwili odsunął twarz z uśmiechem, a,mnie ogarnęło dziwne uczucie zawodu. Odpędziłam je jednak jak najszybciej.
-Kłamiesz. Czuję twój strach, krew ci szybciej płynie oraz serce intensywniej bije.
-Wydaje ci się.
-Czy już mówiłem jak uroczo się rumienisz? A teraz masz dwie opcje. Przyznasz, że pijesz z żyły. -zamilkł na chwilę.
-Albo...?
-Albo będziesz dalej udawała,że nic się nie stało.
-Wybieram opcję drugą. -zsunęłam się z jego kolan. Tym razem nie protestował.
-A teraz chcę się spakować.
-Zaczekam jeśli nie masz nic przeciwko.
-Jak chcesz.-zdjęłam szpilki i podeszłam do komody.
Na początek wyciągnęłam stosik bluzek na ramiączkach, następne w kolejce były spodnie. Wyciągając je z szafy zastanowiłam się chwilę.
-A tak mniej więcej ile mam u ciebie zostać?-podniosłam głowę patrząc na niego.
-Muszę zebrać kilku ludzi, namierzyć Tylera, co na szczęście nie będzie trudne bo mam wiedźmę, oraz wytropić go i zabić.-dziwne, że gdy to mówił nie czułam troski i  zmartwienia skierowanego do Tylera. Tylko dziwną obojętność. Po tym wszystkim co mi zrobił już mi na nim nie zależało, wręcz przeciwnie. Jakaś cząstka mnie cieszyła się z jego nadchodzącej śmierci, a inna część mnie martwiła się o Klausa. Ta głupie. Przecież to pierwotny i w dodatku hybryda... Jak przez mgłę słyszałam jego głos-Caroline, Caroline... Caroline!
Nagle się ocknęłam.
-Co, słucham?
Przybrał teraz znudzoną ,nieco rozdrażnioną minę.
-Nie słuchasz mnie.
-Przepraszam. Zamyśliłam się.
-Jako wykładowca zdążyłem się przyzwyczaić. Powiem w skrócie. Całość zajmie mi jakieś dwa miesiące, nawet mniej.
Wstałam i podeszłam do szafki, w której z Rebeką trzymałśmy alkohol. Wzięłam szklaneczkę i wlałan do niej burbon.
-Trzymaj-podałam mu alkohol. -trochę mi to zajmie.
Powróciłam do pakowania wkładając kilkanaście par długich spodni oraz kilka par shortów. Następne w walizce wylądowały spódniczki, sukienki i bluzki z długim rękawem.
-Musisz się tak cały czas na mnie gapić?-powiedziałam niosąc bieliznę i wkładając ją do jednej z przegródek.
-Tak, owszem. Upuściłaś coś.-uniósł w dwa palce mój czerwony stanik. Wyrwałam go z jego ręki a na policzkach wykwitł mi niemal identyczny odcień czerwieni.
Długo zastanawiałam się nad butami lecz w końcu zdecydowałam się na kilka par szpilek, balerin i jedną parę trampek.Na wierzchu położyłam jeszcze strój do biegania i kosmetyczkę. Po chwili z ubolewaniem spojrzałam na walizkę.
-Nie zapnę tego.
-To wyjmij coś. Wsadziłaś tam chyba całą szafę.-spojrzałam na niego.
-Nie śmiej się ze mnie. Lepiej byś mi tak pomógł.
Nadal śmiejąc się pod nosem podszedł do walizki i uklęknął. Upychał ,dociskał ale nic z tego.
-Mogę zasunąć ale zamek nie da rady. Musisz coś wyjąć.
Chwilę myślałam aż wreszcie sobie przypomniałam.
-No przecież!
Klaus popatrzył na mnie pytająco lecz ja podeszłam do szafy i ją otworzyłam. Spod sterty koców wyciągnęłam drugą, sporo mniejszą od tamtej walizkę.
-Pamiętam, gdy przyjechałam to spakowałam do niej kosmetyki. Teraz biorę tylko trochę rzeczy więc powinna nadać się idealnie.
Uklękłam i zaczęłam przekładać buty oraz kosmetyczkę do mniejszej walizki. Już po niecałym kwadransie obie walizki były zasunięte.
-No, dobra. Jestem gotowa. Możemy jechać.
-No nareszcie.
-Zgłodniałam. Chodźmy na obiad.-powiedziałam wkładając kurtkę.
-Chyba kolację.
-Co?-spojrzałam na zegarek.Było już po dwudziestej.-Jak to możliwe?!
-Oj, kochana. Coraz bardziej mnie zadziwiasz.-uśmiechnął się pocieszająco. -Daj, pomogę ci z tymi walizkami.
-Dzięki.-wzięłam mniejszy bagaż, a on uniósł na małym palcu walizkę.-nie musisz popisywać się swoją siłą, a już tym bardziej nie przed ludźmi.-skarciłam go.
-Za oknem jest ciemno i tak nikt nie zauważy.
Otworzył drzwi i wyszliśmy z pokoju. Już po chwili staliśmy na parkingu.
Następnie skręcił w lewo a ja poszłam w kierunku swojego auta.


Siemka :)
Żyję, nie umarłam i tak oto pojawia się kolejny rozdział :D
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze wchodzi. Swoje uwagi na temat rozdziału możecie dodawać w komentarzu. Kocham was. Wasza wierna i niezmienna blogerka :*