Tak wiem, ostatnio zawaliłam bloga i to bardzo... Nie będę się tłumaczyć wymówkami tylko przejdę do konkretów. Nowy rozdział dodam w ciągu kilku dni gdyż mam już trochę napisane ;D
Pozdrawiam wszystkich wytrwałych i zniecierpliwionych ;D
piątek, 17 kwietnia 2015
niedziela, 1 lutego 2015
Rozdział 24 ''Blask księżyca''
CAROLINE
Szłam w kierunku swojego auta i właśnie wyciągałam kluczyki z torebki, gdy nagle poczułam silne szarpnięcie do tyłu. Czyjaś mocna dłoń złapała mnie za tył kurtki i pociągnęła w swoją stronę.
-Co u diabła...?!- spojrzałam przez ramię i ujrzałam Klausa idącego jak gdyby nigdy nic w kierunku swojego samochodu.
-Jakbyś zapomniała mój samochód stoi tam.-kiwnął głową w kierunku auta.
-A mój w przeciwnym kierunku.- powiedziałam dobitnie.
-Naprawdę myślisz, że pozwoliłbym ci prowadzić?
-A czemu nie?!
-Mogę ci podać co najmniej trzy powody.
-Zamieniam się w słuch.- zaparłam się stopami o ziemię tak, że nie miał innego wyjścia jak tylko się zatrzymać i mnie puścić.
-Ech...- westchnął- Jest noc, jesteś kobietą i w dodatku blondynką, bez obrazy...- dodał na widok mojej miny, jednak nie zdołał stłumić uśmieszku.- A na dodatek lepszego kierowcy ode mnie nie znajdziesz.
-Nie bądź taki pewny siebie. -odwróciłam się na pięcie z zamiarem pójścia do swojego autka lecz szybko odbiłam się od twardego torsu i pewnie wylądowałabym na twardej ziemi gdyby nie jego refleks i silne ramie.
-Pewność siebie to podstawa, dzięki temu udało mi się przeżyć tysiąc lat.
-Najwyższy czas na emeryturę dziadku.- Zakpiłam z niego i szybko tego pożałowałam.W niemal natychmiastowym tempie zostałam przyciśnięta do jego auta, a jego usta zbliżyły się do mojej szyi niemal jej dotykając.
-Dziwne, jeszcze nigdy nikt tak mnie nie nazwał, żadna kobieta po nocy ze mną nie nazwała mnie starcem. Czasami krzyczały coś o bogu, raju albo niebie ale nigdy o jakimś pomarszczonym, zrzędliwym staruchu.
-No wiesz... Kiedyś musi być ten pierwszy raz.-ledwo mogłam się skupić na tym co mówię, a powodem mojego roztargnienia były jego aksamitne usta tuż przy moim uchu.
-Prowokujesz, kochana. -poczułam, że się uśmiecha.- Jeszcze trochę a pomyślałbym, że pragniesz tego równie mocno jak ja.-delikatnie, wręcz kusząco przygryzł płatek mego ucha. A było to uczucie tak przyjemne i niezwykłe, że aż zaczęłam topnieć, a moje nogi zrobiły się jak z waty. Gdyby nie jego ciało przyciskające mnie do auta zapewne już dawno osunęłabym się na ziemię. Jego miętowy oddech tylko podsycał moje podniecenie, a męski zapach perfum przytępiał racjonalne myślenie i pobudzał drapieżne instynkty. Jednak z każdym jego słowem wyczuwałam coś jeszcze. Krew. A mała, szkaradna plamka na kołnierzyku koszuli potwierdziła moje domysły co do pochodzenia i żywego opakowania tego pokarmu. Przez chwilę przed oczami miałam obraz ataku hybrydy na człowieka. Ta myśl skutecznie otrzeźwiła mnie na tyle by odepchnąć Klausa na odległość dwóch metrów w momencie kiedy chciał złączyć swoje usta z moimi. Teraz mogłam dokładnie przyjrzeć się jego twarzy.
Oczy miał przyciemnione zarówno z podniecenia jak i zdumienia związanego z odrzuceniem. Pełne, wilgotne wargi nadal lekko rozchylone, w każdej chwili gotowe do składania gorących pocałunków, a jego lekki zarost... Mmm... Aż się prosił o dotknięcie.
Musiałam zacisnąć dłonie w pięści z całych sił aby nie przylgnąć do niego.
-Jedźmy już.-mój głos na szczęście był pewny.
-Jak sobie życzysz.
Chciałam go wyminąć i w wampirzym tempie dopaść do swojego auta ale nie zdążyłam nawet zrobić kroku gdy drogę zastąpił mi Klaus.
-A panna dokąd? Nie zapominaj, że jestem hybrydą i w dodatku pierwotnym. Myślisz, że mnie przechytrzysz? A twój samochód ktoś podstawi z rana. -powiedział otwierając mi drzwi od swojego auta.
-Skąd...?- nie dokończyłam bo mi przerwał i jednocześnie jednym zręcznym ruchem wyjął z mojej dłoni rączkę od walizki i wsadził ją do bagażnika.
-A więc pytasz skąd wiedziałem co masz na myśli?- w tym momencie zastanawiałam się nad różnymi możliwościami ale najmocniej przebijała się myśl, że ten parszywy drań bezkarnie czyta mi w myślach- Cóż za absurdalne pytanie i z tego co słyszę już znasz odpowiedź, choć na twoim miejscu używałbym innych epitetów. -Puścił mi oczko i wsiadł do auta od strony kierowcy.Kiedy już miał odpalać samochód zamarł na chwile i spojrzał na mnie z cwanym uśmieszkiem.
-Czy teraz się przyznasz do picia ludzkiej krwi?-Moje myśli błagalnie wyszukiwały jakiejś sensownej wymówki. -Z żyły. -Dodał gdy już otwierałam usta chcąc powiedzieć, że pije ludzką krew z woreczka.
-Przestań mi czytać w myślach! Założyłam ręce na piersi i odwróciłam głowę w stronę okna.
-Prędzej czy później i tak się dowiem i nie musisz się obrażać moja pani.
-A ty nie musisz być taki staroświecki Klaus.
-No cóż... Niektóre nawyki pozostają w nas na zawsze.
Nie odezwałam się więc odpalił auto i ruszył w kierunku swojego domu. Podczas drogi musiałam bardzo uważać żeby nie myśleć o konieczności pożywienia się ponieważ cały czas czułam elektryzujące mrowienie w czaszce i wiedziałam, że czyta mi w myślach. Jedyne co przychodziło mi do głowy to nucenie tej głupiej piosenki ze starego serialu, który kiedyś oglądałam razem z mamą. LINK
"Trzech synów matka miała
dwóch słynęło z mądrości,
a trzeci co był głupi poszedł do łączności!
Ti ta ta ti ti ta ta,
ti ta ta ti ti ta ta,
a trzeci co był głupi poszedł do łączności! "
Idiotyczna piosenka ale wpada w ucho. Gdy mrowienie ustało odetchnęłam z ulgą. Kątem oka spojrzałam na hybrydę. Patrzył się na mnie rozbawiony z uniesioną jedną brwią.
-Co?! - warknęłam ciut za ostro pod ciężarem jego lazurowych oczu.- Patrz na drogę.
-Czyżbyś wątpiła w moje umiejętności kierowcy?- Nadal patrząc mi w oczy wyprzedził sportowe auto, przyprawiając mnie o zawrót głowy.
-A ty jak zwykle musisz się popisywać.- Przewróciłam oczami, przerywając tym samym kontakt wzrokowy.
-Ach, prawie bym zapomniał.-uśmiechnął się.- Sądziłem, że masz lepszy gust muzyczny.
-Nikt ci nie kazał podsłuchiwać moich myśli.-prychnęłam.
-Ależ to zawsze jest zbyt wielka pokusa dla mnie.
-A ty czego słuchasz, panie idealny?
Nie czekając na pozwolenie włączyłam radio i z głośników popłynęła niezwykła muzyka. LINK Początkowo tajemnicza, pełna oczekiwania przechodziła w wesołą, skoczną melodie. Była radosna, jakby świat budził się do życia po surowej zimie, tak jak dzień następuje po straszliwej nocy. Lecz pod koniec muzyka stała się szybka i dramatyczna, pełna akcji i sensacji, jakby ktoś uciekał przed wrogiem. Tak jak ludzie uciekają przed wampirami-pomyślałam z goryczą.
-Podoba ci się?- głos Klausa był jak wiadro lodowatej wody. Nawet nie wiedziałam kiedy zamknęłam oczy.
-Co? Jak? -spytałam z lekka nieprzytomna otwierając oczy.
-Mozzart, a to jeden z jego sonetów. Podoba ci się?
- Jest niezwykła.- Powiedziałam rozmarzona. Zachowywałam się trochę jakbym była naćpana. Problem polegał na tym, że nie wiedziałam, że ta melodia, aż tak na mnie podziała.-Jak się nazywa?
-Blask księżyca.
-Hmm... -zamyśliłam się- Pasuje idealnie.
-Też tak sądzę.- spojrzał na mnie z uśmiechem.
Nawet nie zauważyłam jak znaleźliśmy się na miejscu.
- Jestem wykończona, a jutro na dodatek szkoła.- westchnęłam wysiadając z auta.
-Co powiesz na drinka dla poprawy snu?- przepuścił mnie w drzwiach.
-Brzmi świetnie.-Z uśmiechem usiadłam na wygodnej skórzanej kanapie w salonie.
Po chwili do pokoju wszedł Klaus.
-Odstawiłem samochód do garażu i teraz pozostaję cały do twojej dyspozycji.-powiedział z figlarnym błyskiem w oku.
-Z tego co pamiętam obiecałeś być moim barmanem.
-Służę uprzejmie.-podszedł do barku. -Mam whisky, burbon, wódkę,wino czerwone, białe...
-Wow, dobra, wystarczy. Zdaje się na ciebie.
-Świetny wybór,madame.
-Nie musisz być taki oficjalny. -powiedziałam z uśmiechem biorąc od niego szklankę z dziwnym drinkiem.-Co to?-Spytałam z po wątpieniem
-Werbena z różnymi rodzajami trucizn jakich nauka jeszcze nie zna. -uniósł jedną brew.-Doprawdy Caroline, będziemy mieszkać pod jednym dachem trochę czasu, uratowałem ci życie i to nie jednokrotnie. Mogłabyś w zamian okazać mi odrobinę zaufania.
-W sumie... -teatralnie zawiesiłam głos przekrzywiając głowę na prawą stronę- Mama zawsze uczyła mnie szacunku do starszych.- upiłam mały łyczek czując na języku wspaniały smak malin, mocnego alkoholu i szczyptę czegoś... ostrego? Drink był idealnie wymieszany, istna perfekcja. Nie był za mocny ani za słaby. Czegoś takiego potrzebowałam.
-I jak? Był aż tak straszny?-Spytał siadając na fotelu na przeciwko mnie z whisky w dłoni.
Miałam ochotę odpowiedzieć, że to najlepszy drink jaki w życiu piłam ale duma mi na to nie pozwoliła.
-Całkiem dobry.-powiedziałam z wymuszoną nonszalancją.
-Mnie nie oszukasz.-powiedział rozbawiony.- Pamiętaj, że nadal mam wgląd w twoje myśli.
-Nie musisz mi przypominać.-przechyliłam szklankę i dopiero teraz poczułam ukryte w niej procenty.
-Spokojnie, na dnie była wódka prosto z Rosji.
Mocne to za mało powiedziane, chyba wypaliło by mi gardło gdyby nie sok malinowy otulający smak niczym kaszmir.
-Jestem spokojna, idę spać. Dobranoc! -Ostatnie słowo podkreśliłam odstawiając z hukiem szklankę na stolik, tak że omal się nie roztrzaskała.
-Słodkich snów i nie krzycz tak. Przyznaj, że jakbyś mogła to też czytałabyś ludziom w myślach.
Zignorowałam jego uwagę nie chcąc się kłócić. Zabrałam z korytarza walizki i udałam się do pokoju, w którym dzisiaj się obudziłam.
Otworzyłam drzwi i niechętnie położyłam większą walizkę na łóżku. Sukienki powiesiłam na wieszaki, a resztę ubrań poukładałam na półeczkach, oprócz bielizny, którą włożyłam do komody. Gdy spojrzałam na zegarek było już grubo po północy. Pośpiesznie zabrałam ręcznik, kosmetyczkę i moją ulubioną piżamkę idąc do łazienki. Nie mogłam sobie pozwolić na długą kąpiel ponieważ jutro miałam na ósmą. Po wyjściu nastawiłam budzik i poszłam spać.
-Co u diabła...?!- spojrzałam przez ramię i ujrzałam Klausa idącego jak gdyby nigdy nic w kierunku swojego samochodu.
-Jakbyś zapomniała mój samochód stoi tam.-kiwnął głową w kierunku auta.
-A mój w przeciwnym kierunku.- powiedziałam dobitnie.
-Naprawdę myślisz, że pozwoliłbym ci prowadzić?
-A czemu nie?!
-Mogę ci podać co najmniej trzy powody.
-Zamieniam się w słuch.- zaparłam się stopami o ziemię tak, że nie miał innego wyjścia jak tylko się zatrzymać i mnie puścić.
-Ech...- westchnął- Jest noc, jesteś kobietą i w dodatku blondynką, bez obrazy...- dodał na widok mojej miny, jednak nie zdołał stłumić uśmieszku.- A na dodatek lepszego kierowcy ode mnie nie znajdziesz.
-Nie bądź taki pewny siebie. -odwróciłam się na pięcie z zamiarem pójścia do swojego autka lecz szybko odbiłam się od twardego torsu i pewnie wylądowałabym na twardej ziemi gdyby nie jego refleks i silne ramie.
-Pewność siebie to podstawa, dzięki temu udało mi się przeżyć tysiąc lat.
-Najwyższy czas na emeryturę dziadku.- Zakpiłam z niego i szybko tego pożałowałam.W niemal natychmiastowym tempie zostałam przyciśnięta do jego auta, a jego usta zbliżyły się do mojej szyi niemal jej dotykając.
-Dziwne, jeszcze nigdy nikt tak mnie nie nazwał, żadna kobieta po nocy ze mną nie nazwała mnie starcem. Czasami krzyczały coś o bogu, raju albo niebie ale nigdy o jakimś pomarszczonym, zrzędliwym staruchu.
-No wiesz... Kiedyś musi być ten pierwszy raz.-ledwo mogłam się skupić na tym co mówię, a powodem mojego roztargnienia były jego aksamitne usta tuż przy moim uchu.
-Prowokujesz, kochana. -poczułam, że się uśmiecha.- Jeszcze trochę a pomyślałbym, że pragniesz tego równie mocno jak ja.-delikatnie, wręcz kusząco przygryzł płatek mego ucha. A było to uczucie tak przyjemne i niezwykłe, że aż zaczęłam topnieć, a moje nogi zrobiły się jak z waty. Gdyby nie jego ciało przyciskające mnie do auta zapewne już dawno osunęłabym się na ziemię. Jego miętowy oddech tylko podsycał moje podniecenie, a męski zapach perfum przytępiał racjonalne myślenie i pobudzał drapieżne instynkty. Jednak z każdym jego słowem wyczuwałam coś jeszcze. Krew. A mała, szkaradna plamka na kołnierzyku koszuli potwierdziła moje domysły co do pochodzenia i żywego opakowania tego pokarmu. Przez chwilę przed oczami miałam obraz ataku hybrydy na człowieka. Ta myśl skutecznie otrzeźwiła mnie na tyle by odepchnąć Klausa na odległość dwóch metrów w momencie kiedy chciał złączyć swoje usta z moimi. Teraz mogłam dokładnie przyjrzeć się jego twarzy.
Oczy miał przyciemnione zarówno z podniecenia jak i zdumienia związanego z odrzuceniem. Pełne, wilgotne wargi nadal lekko rozchylone, w każdej chwili gotowe do składania gorących pocałunków, a jego lekki zarost... Mmm... Aż się prosił o dotknięcie.
Musiałam zacisnąć dłonie w pięści z całych sił aby nie przylgnąć do niego.
-Jedźmy już.-mój głos na szczęście był pewny.
-Jak sobie życzysz.
Chciałam go wyminąć i w wampirzym tempie dopaść do swojego auta ale nie zdążyłam nawet zrobić kroku gdy drogę zastąpił mi Klaus.
-A panna dokąd? Nie zapominaj, że jestem hybrydą i w dodatku pierwotnym. Myślisz, że mnie przechytrzysz? A twój samochód ktoś podstawi z rana. -powiedział otwierając mi drzwi od swojego auta.
-Skąd...?- nie dokończyłam bo mi przerwał i jednocześnie jednym zręcznym ruchem wyjął z mojej dłoni rączkę od walizki i wsadził ją do bagażnika.
-A więc pytasz skąd wiedziałem co masz na myśli?- w tym momencie zastanawiałam się nad różnymi możliwościami ale najmocniej przebijała się myśl, że ten parszywy drań bezkarnie czyta mi w myślach- Cóż za absurdalne pytanie i z tego co słyszę już znasz odpowiedź, choć na twoim miejscu używałbym innych epitetów. -Puścił mi oczko i wsiadł do auta od strony kierowcy.Kiedy już miał odpalać samochód zamarł na chwile i spojrzał na mnie z cwanym uśmieszkiem.
-Czy teraz się przyznasz do picia ludzkiej krwi?-Moje myśli błagalnie wyszukiwały jakiejś sensownej wymówki. -Z żyły. -Dodał gdy już otwierałam usta chcąc powiedzieć, że pije ludzką krew z woreczka.
-Przestań mi czytać w myślach! Założyłam ręce na piersi i odwróciłam głowę w stronę okna.
-Prędzej czy później i tak się dowiem i nie musisz się obrażać moja pani.
-A ty nie musisz być taki staroświecki Klaus.
-No cóż... Niektóre nawyki pozostają w nas na zawsze.
Nie odezwałam się więc odpalił auto i ruszył w kierunku swojego domu. Podczas drogi musiałam bardzo uważać żeby nie myśleć o konieczności pożywienia się ponieważ cały czas czułam elektryzujące mrowienie w czaszce i wiedziałam, że czyta mi w myślach. Jedyne co przychodziło mi do głowy to nucenie tej głupiej piosenki ze starego serialu, który kiedyś oglądałam razem z mamą. LINK
"Trzech synów matka miała
dwóch słynęło z mądrości,
a trzeci co był głupi poszedł do łączności!
Ti ta ta ti ti ta ta,
ti ta ta ti ti ta ta,
a trzeci co był głupi poszedł do łączności! "
Idiotyczna piosenka ale wpada w ucho. Gdy mrowienie ustało odetchnęłam z ulgą. Kątem oka spojrzałam na hybrydę. Patrzył się na mnie rozbawiony z uniesioną jedną brwią.
-Co?! - warknęłam ciut za ostro pod ciężarem jego lazurowych oczu.- Patrz na drogę.
-Czyżbyś wątpiła w moje umiejętności kierowcy?- Nadal patrząc mi w oczy wyprzedził sportowe auto, przyprawiając mnie o zawrót głowy.
-A ty jak zwykle musisz się popisywać.- Przewróciłam oczami, przerywając tym samym kontakt wzrokowy.
-Ach, prawie bym zapomniał.-uśmiechnął się.- Sądziłem, że masz lepszy gust muzyczny.
-Nikt ci nie kazał podsłuchiwać moich myśli.-prychnęłam.
-Ależ to zawsze jest zbyt wielka pokusa dla mnie.
-A ty czego słuchasz, panie idealny?Nie czekając na pozwolenie włączyłam radio i z głośników popłynęła niezwykła muzyka. LINK Początkowo tajemnicza, pełna oczekiwania przechodziła w wesołą, skoczną melodie. Była radosna, jakby świat budził się do życia po surowej zimie, tak jak dzień następuje po straszliwej nocy. Lecz pod koniec muzyka stała się szybka i dramatyczna, pełna akcji i sensacji, jakby ktoś uciekał przed wrogiem. Tak jak ludzie uciekają przed wampirami-pomyślałam z goryczą.
-Podoba ci się?- głos Klausa był jak wiadro lodowatej wody. Nawet nie wiedziałam kiedy zamknęłam oczy.
-Co? Jak? -spytałam z lekka nieprzytomna otwierając oczy.
-Mozzart, a to jeden z jego sonetów. Podoba ci się?
- Jest niezwykła.- Powiedziałam rozmarzona. Zachowywałam się trochę jakbym była naćpana. Problem polegał na tym, że nie wiedziałam, że ta melodia, aż tak na mnie podziała.-Jak się nazywa?
-Blask księżyca.
-Hmm... -zamyśliłam się- Pasuje idealnie.
-Też tak sądzę.- spojrzał na mnie z uśmiechem.
Nawet nie zauważyłam jak znaleźliśmy się na miejscu.
- Jestem wykończona, a jutro na dodatek szkoła.- westchnęłam wysiadając z auta.
-Co powiesz na drinka dla poprawy snu?- przepuścił mnie w drzwiach.
-Brzmi świetnie.-Z uśmiechem usiadłam na wygodnej skórzanej kanapie w salonie.
Po chwili do pokoju wszedł Klaus.
-Odstawiłem samochód do garażu i teraz pozostaję cały do twojej dyspozycji.-powiedział z figlarnym błyskiem w oku.
-Z tego co pamiętam obiecałeś być moim barmanem.
-Służę uprzejmie.-podszedł do barku. -Mam whisky, burbon, wódkę,wino czerwone, białe...
-Wow, dobra, wystarczy. Zdaje się na ciebie.
-Świetny wybór,madame.
-Nie musisz być taki oficjalny. -powiedziałam z uśmiechem biorąc od niego szklankę z dziwnym drinkiem.-Co to?-Spytałam z po wątpieniem
-Werbena z różnymi rodzajami trucizn jakich nauka jeszcze nie zna. -uniósł jedną brew.-Doprawdy Caroline, będziemy mieszkać pod jednym dachem trochę czasu, uratowałem ci życie i to nie jednokrotnie. Mogłabyś w zamian okazać mi odrobinę zaufania.
-W sumie... -teatralnie zawiesiłam głos przekrzywiając głowę na prawą stronę- Mama zawsze uczyła mnie szacunku do starszych.- upiłam mały łyczek czując na języku wspaniały smak malin, mocnego alkoholu i szczyptę czegoś... ostrego? Drink był idealnie wymieszany, istna perfekcja. Nie był za mocny ani za słaby. Czegoś takiego potrzebowałam.
-I jak? Był aż tak straszny?-Spytał siadając na fotelu na przeciwko mnie z whisky w dłoni.
Miałam ochotę odpowiedzieć, że to najlepszy drink jaki w życiu piłam ale duma mi na to nie pozwoliła.
-Całkiem dobry.-powiedziałam z wymuszoną nonszalancją.
-Mnie nie oszukasz.-powiedział rozbawiony.- Pamiętaj, że nadal mam wgląd w twoje myśli.
-Nie musisz mi przypominać.-przechyliłam szklankę i dopiero teraz poczułam ukryte w niej procenty.
-Spokojnie, na dnie była wódka prosto z Rosji.
Mocne to za mało powiedziane, chyba wypaliło by mi gardło gdyby nie sok malinowy otulający smak niczym kaszmir.
-Jestem spokojna, idę spać. Dobranoc! -Ostatnie słowo podkreśliłam odstawiając z hukiem szklankę na stolik, tak że omal się nie roztrzaskała.
-Słodkich snów i nie krzycz tak. Przyznaj, że jakbyś mogła to też czytałabyś ludziom w myślach.
Zignorowałam jego uwagę nie chcąc się kłócić. Zabrałam z korytarza walizki i udałam się do pokoju, w którym dzisiaj się obudziłam.
Otworzyłam drzwi i niechętnie położyłam większą walizkę na łóżku. Sukienki powiesiłam na wieszaki, a resztę ubrań poukładałam na półeczkach, oprócz bielizny, którą włożyłam do komody. Gdy spojrzałam na zegarek było już grubo po północy. Pośpiesznie zabrałam ręcznik, kosmetyczkę i moją ulubioną piżamkę idąc do łazienki. Nie mogłam sobie pozwolić na długą kąpiel ponieważ jutro miałam na ósmą. Po wyjściu nastawiłam budzik i poszłam spać.
KLAUS
W nocy zbudził mnie pewien wrzask. Od razu rozpoznałem jego właścicielkę i pognałem do sypialni Caroline.
Jej blond loki przykleiły się do czoła, a jej całe ciało zrosił pot. Nadal spała. Próbowałem wniknąć do jej umysłu aby ją uspokoić ale bariera snu była zbyt mocna, a mój skacowany umysł bynajmniej nie ułatwiał mi zadania. No cóż nie pozostawało mi nic innego jak tylko usiąść obok niej i delikatnie nią potrząsnąć. Wniknąłem w jej umysł używając wszystkich sił i zacząłem do niej mówić w myślach "Caroline, obudź się kochana, Caroline..." Powtarzałem tę czynność kilka razy aż nagle wampirzyca otworzyła szeroko oczy i zaczerpnęła spory haust powietrza.
-Gdzie ja jestem? Co się stało?- szeptała zdezorientowana rozglądając się po pokoju. Najwidoczniej mnie nie dostrzegła gdyż siedziała odwrócona do mnie plecami a ja oparłem się o ramę łóżka. Delikatnie dotknąłem jej ramienia, a ona z cichym piskiem podciągnęła kołdrę niemal pod samą szyję jakby to mogło ją ochronić przed złem całego świata, jednocześnie odwróciła się w moją stronę.
-Hej, to ja. Jesteś u mnie, pamiętasz?
-Klaus?-zapytała niepewnie. W kąciku oka czaiła jej się maleńka łza. -Spokojnie, jestem przy tobie.-zapaliłem lampkę nocną-Widzisz? Jesteśmy sami. Nikogo nie ma oprócz nas. Przy mnie jesteś bezpieczna.
Pocieszająco pogłaskałem ją po plecach aż jej oddech zwolnił nieco tempa.
-Klaus? Mogę cię o coś zapytać?
-Śmiało.-uśmiechnąłem się widząc jej poprawę nastroju.
-Co ty tak właściwie robisz w moim łóżku?!
No masz... Akurat teraz musiała odzyskać zdrowy rozsądek.
-Usłyszałem jak krzyczysz i przyszedłem sprawdzić co się stało, lecz nie mogłem cię obudzić i tak niefortunnie wyszło, że znalazłem się w twoim łóżku. -Nie mogłem się powstrzymać i wdarłem się do jej umysłu.
"Niefortunnie? Pff... Ciekawe dla kogo, bo nie uwierzę, że dla ciebie"
Stłumiłem śmiech i przybrałem obojętną minę.
-A tak z ciekawości.-powiedziałem-Zdradzisz mi cóż za koszmar ci się przyśnił?
-Oj, nie ważne.-była zdenerwowana, a przez jej umysł przelatywały obrazy dzisiejszej nocy, niestety zbyt szybko bym mógł odczytać z nich cokolwiek.-Po prostu naoglądałam się za dużo horrorów.-Panująca w domu cisza była tak nieznośna, że nawet tykanie zegara piętro niżej było doskonale słychać, a gdy gong obwieścił godzinę trzecią Caroline rozejrzała się nerwowo po pokoju i złapała kurczowo kołdrę. -Co to było?!
-To tylko zegar w moim gabinecie.
-Uff...-odetchnęła z widoczną ulgą.
-Chyba się nie boisz?-spytałem zadziornie.
-Kto? Ja? No co ty? W życiu. Pff... Jak w ogóle mogłeś tak pomyśleć.-zgrywała odważną.
-No wiesz... W każdym bądź razie, gdybyś się bała możesz się przytulić-powiedziałem tonem z pozoru nonszalanckim.
Przez chwile mierzyliśmy się wzrokiem po czym ona w ułamku sekundy zarzuciła mi ręce na szyje, wtulając głowę w moją szyje i siadając okrakiem na moich udach dla większej wygody. Jedną ręką objąłem ją w talii, a drugą ręką głaskałem po plecach. Za to uśmiech cały czas nie schodził z mojej twarzy.
-No dobra, miałeś racje. Boje się jak cholera.-Powiedziała jak oburzone dziecko.
-Wiedziałem to od samego początku.
-Bawi cię to?! -Wyprostowała się i spojrzała mi w oczy.
-Przepraszam, nie powinienem.-starałem się pohamować uśmieszek lecz z opresji uratował mnie świszczący za oknem wiatr i drobny deszcz uderzający w okna.
-Co to było?
-Wygląda na to, że będziemy mieli burze.-łagodnie naparłem na jej plecy aby się przytuliła bowiem wyczułem napięcie w jej organizmie i coraz większą panikę, choć muszę przyznać, że dla mnie samą przyjemnością było pocieszanie jej.-Ciekawe o czym myśli-pomyślałem i zamiast pleców zacząłem głaskać ją po włosach aby nie używać tyle siły potrzebnej do czytania w myślach i wdarłem się do jej umysłu.
"...zrobić to czy nie? Caroline zdecyduj się!!! Ale chyba jednak powinnam. Mmm... ładnie pachnie, tak... męsko i jest taki silny... Ale w końcu to pierwotny. Dziewczyno o czym ty myślisz" Czyżbym to ja był obiektem jej myśli oraz nad czym tak gorliwie się zastanawiała?
-Klaus? -jej głos wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak, kochana?
-Chyba powinnam cię przeprosić.
-Ty mnie? Za co?
-Niepotrzebnie tak na ciebie krzyczałam i się obrażałam. Uratowałeś mi życie, pomogłeś i doceniam to. W dodatku pewnie obudziłam ciebie i całą resztę. Już od dawna nie krzyczałam przez sen.
-Ratowanie dam z opresji to moje hobby.-nagle pomyślałem o łączącej nas bliskości i cieple jej ciała- Jak się boisz jesteś dla mnie wyjątkowo miła.-Czułem, że rozluźniła się i strach ją opuścił, mimo to pozostawała w moich objęciach.
-No bardzo śmieszne. Ja próbuję być miła i cię przeprosić a ty się ze mnie nabijasz.
Jej blond loki przykleiły się do czoła, a jej całe ciało zrosił pot. Nadal spała. Próbowałem wniknąć do jej umysłu aby ją uspokoić ale bariera snu była zbyt mocna, a mój skacowany umysł bynajmniej nie ułatwiał mi zadania. No cóż nie pozostawało mi nic innego jak tylko usiąść obok niej i delikatnie nią potrząsnąć. Wniknąłem w jej umysł używając wszystkich sił i zacząłem do niej mówić w myślach "Caroline, obudź się kochana, Caroline..." Powtarzałem tę czynność kilka razy aż nagle wampirzyca otworzyła szeroko oczy i zaczerpnęła spory haust powietrza.
-Gdzie ja jestem? Co się stało?- szeptała zdezorientowana rozglądając się po pokoju. Najwidoczniej mnie nie dostrzegła gdyż siedziała odwrócona do mnie plecami a ja oparłem się o ramę łóżka. Delikatnie dotknąłem jej ramienia, a ona z cichym piskiem podciągnęła kołdrę niemal pod samą szyję jakby to mogło ją ochronić przed złem całego świata, jednocześnie odwróciła się w moją stronę.
-Hej, to ja. Jesteś u mnie, pamiętasz?
-Klaus?-zapytała niepewnie. W kąciku oka czaiła jej się maleńka łza. -Spokojnie, jestem przy tobie.-zapaliłem lampkę nocną-Widzisz? Jesteśmy sami. Nikogo nie ma oprócz nas. Przy mnie jesteś bezpieczna.
Pocieszająco pogłaskałem ją po plecach aż jej oddech zwolnił nieco tempa.
-Klaus? Mogę cię o coś zapytać?
-Śmiało.-uśmiechnąłem się widząc jej poprawę nastroju.
-Co ty tak właściwie robisz w moim łóżku?!
No masz... Akurat teraz musiała odzyskać zdrowy rozsądek.
-Usłyszałem jak krzyczysz i przyszedłem sprawdzić co się stało, lecz nie mogłem cię obudzić i tak niefortunnie wyszło, że znalazłem się w twoim łóżku. -Nie mogłem się powstrzymać i wdarłem się do jej umysłu.
"Niefortunnie? Pff... Ciekawe dla kogo, bo nie uwierzę, że dla ciebie"
Stłumiłem śmiech i przybrałem obojętną minę.
-A tak z ciekawości.-powiedziałem-Zdradzisz mi cóż za koszmar ci się przyśnił?
-Oj, nie ważne.-była zdenerwowana, a przez jej umysł przelatywały obrazy dzisiejszej nocy, niestety zbyt szybko bym mógł odczytać z nich cokolwiek.-Po prostu naoglądałam się za dużo horrorów.-Panująca w domu cisza była tak nieznośna, że nawet tykanie zegara piętro niżej było doskonale słychać, a gdy gong obwieścił godzinę trzecią Caroline rozejrzała się nerwowo po pokoju i złapała kurczowo kołdrę. -Co to było?!
-To tylko zegar w moim gabinecie.
-Uff...-odetchnęła z widoczną ulgą.
-Chyba się nie boisz?-spytałem zadziornie.
-Kto? Ja? No co ty? W życiu. Pff... Jak w ogóle mogłeś tak pomyśleć.-zgrywała odważną.
-No wiesz... W każdym bądź razie, gdybyś się bała możesz się przytulić-powiedziałem tonem z pozoru nonszalanckim.
Przez chwile mierzyliśmy się wzrokiem po czym ona w ułamku sekundy zarzuciła mi ręce na szyje, wtulając głowę w moją szyje i siadając okrakiem na moich udach dla większej wygody. Jedną ręką objąłem ją w talii, a drugą ręką głaskałem po plecach. Za to uśmiech cały czas nie schodził z mojej twarzy.
-No dobra, miałeś racje. Boje się jak cholera.-Powiedziała jak oburzone dziecko.
-Wiedziałem to od samego początku.
-Bawi cię to?! -Wyprostowała się i spojrzała mi w oczy.
-Przepraszam, nie powinienem.-starałem się pohamować uśmieszek lecz z opresji uratował mnie świszczący za oknem wiatr i drobny deszcz uderzający w okna.
-Co to było?
-Wygląda na to, że będziemy mieli burze.-łagodnie naparłem na jej plecy aby się przytuliła bowiem wyczułem napięcie w jej organizmie i coraz większą panikę, choć muszę przyznać, że dla mnie samą przyjemnością było pocieszanie jej.-Ciekawe o czym myśli-pomyślałem i zamiast pleców zacząłem głaskać ją po włosach aby nie używać tyle siły potrzebnej do czytania w myślach i wdarłem się do jej umysłu.
"...zrobić to czy nie? Caroline zdecyduj się!!! Ale chyba jednak powinnam. Mmm... ładnie pachnie, tak... męsko i jest taki silny... Ale w końcu to pierwotny. Dziewczyno o czym ty myślisz" Czyżbym to ja był obiektem jej myśli oraz nad czym tak gorliwie się zastanawiała?
-Klaus? -jej głos wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak, kochana?
-Chyba powinnam cię przeprosić.
-Ty mnie? Za co?
-Niepotrzebnie tak na ciebie krzyczałam i się obrażałam. Uratowałeś mi życie, pomogłeś i doceniam to. W dodatku pewnie obudziłam ciebie i całą resztę. Już od dawna nie krzyczałam przez sen.
-Ratowanie dam z opresji to moje hobby.-nagle pomyślałem o łączącej nas bliskości i cieple jej ciała- Jak się boisz jesteś dla mnie wyjątkowo miła.-Czułem, że rozluźniła się i strach ją opuścił, mimo to pozostawała w moich objęciach.
-No bardzo śmieszne. Ja próbuję być miła i cię przeprosić a ty się ze mnie nabijasz.

-Jakbym śmiał szydzić z tak pięknej niewiasty.
-No właśnie o tym mówię.
-No dobrze, już dobrze. Widzę, że wrócił ci dobry humor więc chciałbym ci przypomnieć, że jest już środek nocy i z chęcią trwałbym tak przez całą noc ale cóż, za kilka godzin masz wykład i to w dodatku ze mną.
-Ach jasne, prawie o tym zapomniałam.-jak na nieszczęście przestała mnie obejmować i zeszła ze mnie.
-Chyba, że nadal się boisz to mogę z tobą spać.-wyrwało mi się zanim zdążyłem ugryźć się w język.
-Chyba dam sobie rade.-powiedziała powoli i dodała bardziej żartobliwie.-Przecież nie jestem małym dzieckiem, a poza tym mam parę całkiem ostrych kłów.
No tak, czego idioto się spodziewałeś?-karciłem się w myślach.- błazen ze mnie.
-W takim razie dobranoc kochana.
-Pa, Klaus.
CAROLINE
Klausa nie było, a burza za oknem trwała w najlepsze. Szum wiatru i stukot deszczu w okienne szyby co chwile przerywane były przez uderzenie błyskawicy. A to wszystko sprawiało, że mój sen powracał w całej okazałości z podwójną siłą. To było jakby postacie z najgorszych horrorów wpełzły w moje życie.-Grzmot błyskawicy przerwał moje rozmyślanie- No i masz... Znowu zaczęłam się bać.
Ej! Zaraz! Chwila! Co to jest?!
Nagle firanka zaczęła mocniej podwiewać i zobaczyłam jakiś majaczący na niej kształt! Podniosłam się do pozycji siedzącej i podciągnęłam kolana pod brodę.

Ręką wymacałam włącznik lampki nocnej, nie odrywając wzroku od dziwnego kształtu! Zapaliłam światło i jak się okazało...!!! Ten dziwny kształt był zwykłą gałęzią, a firanka zaczęła falować pod wpływem wiatru i otwartego okna.
-Ty głupia blondynko-szepnęłam do siebie odgarniając włosy do tyłu.
Zgasiłam światło i zaczęłam wpatrywać się w krzesło stojące w kącie. Czy mi się wydaje czy tam ktoś siedzi? Dziwne przypomina Samarę z tego głupiego horroru. -Zmarszczyłam brwi.-Dziwniejsze jest to, że śniła mi się dzisiaj. Nie, to pewnie tylko mój mózg płata mi figle.
Ona się chyba poruszyła!!! Czym prędzej zaświeciłam światło i tajemnicza Samara okazała się ubraniami, które wypakowałam z walizki i nie powkładałam jeszcze do szafy. -Ugh! Nienawidzę cię mózgu!
Nie mogłam tego już dłużej wytrzymać. Wstałam i wyszłam z pokoju, nie mogąc już tego wszystkiego wytrzymać. Dopiero na korytarzu się zatrzymałam.-Co ja mu tak właściwie powiem?! Cześć Klaus, chciałabym spać dzisiaj w twoim łóżku?! Bez sensu. No nic. Nie będę tutaj sterczała jak wariatka.
Cichutko zapukałam i weszłam do pokoju nie czekając na pozwolenie.
Spał. Rozparty na środku łóżka leżał nieruchomo i oddychał równomiernie. Nawet podczas snu otaczała go aura siły i władzy.
Nie! To był jednak zły pomysł. Okręciłam się na pięcie lecz nie zdążyłam nawet dotknąć klamki gdy usłyszałam męski, odrobinę zaspany głos.
-Co cię do mnie sprowadza kochana o tak późnej porze?- najwidoczniej nie tracił dobrego humoru nawet teraz.
Ej! Zaraz! Chwila! Co to jest?!
Nagle firanka zaczęła mocniej podwiewać i zobaczyłam jakiś majaczący na niej kształt! Podniosłam się do pozycji siedzącej i podciągnęłam kolana pod brodę.

Ręką wymacałam włącznik lampki nocnej, nie odrywając wzroku od dziwnego kształtu! Zapaliłam światło i jak się okazało...!!! Ten dziwny kształt był zwykłą gałęzią, a firanka zaczęła falować pod wpływem wiatru i otwartego okna.
-Ty głupia blondynko-szepnęłam do siebie odgarniając włosy do tyłu.
Zgasiłam światło i zaczęłam wpatrywać się w krzesło stojące w kącie. Czy mi się wydaje czy tam ktoś siedzi? Dziwne przypomina Samarę z tego głupiego horroru. -Zmarszczyłam brwi.-Dziwniejsze jest to, że śniła mi się dzisiaj. Nie, to pewnie tylko mój mózg płata mi figle.
Ona się chyba poruszyła!!! Czym prędzej zaświeciłam światło i tajemnicza Samara okazała się ubraniami, które wypakowałam z walizki i nie powkładałam jeszcze do szafy. -Ugh! Nienawidzę cię mózgu!
Nie mogłam tego już dłużej wytrzymać. Wstałam i wyszłam z pokoju, nie mogąc już tego wszystkiego wytrzymać. Dopiero na korytarzu się zatrzymałam.-Co ja mu tak właściwie powiem?! Cześć Klaus, chciałabym spać dzisiaj w twoim łóżku?! Bez sensu. No nic. Nie będę tutaj sterczała jak wariatka.
Cichutko zapukałam i weszłam do pokoju nie czekając na pozwolenie.
Spał. Rozparty na środku łóżka leżał nieruchomo i oddychał równomiernie. Nawet podczas snu otaczała go aura siły i władzy.
Nie! To był jednak zły pomysł. Okręciłam się na pięcie lecz nie zdążyłam nawet dotknąć klamki gdy usłyszałam męski, odrobinę zaspany głos.
-Co cię do mnie sprowadza kochana o tak późnej porze?- najwidoczniej nie tracił dobrego humoru nawet teraz.

-No bo wiesz... -splotłam dłonie za plecami i spuściłam głowę czując się zawstydzona i dziwnie naga mimo, że moja koszula nocna sięgała niemal do kolan. -Jest burza, a ja nie mogę zasnąć i tak się zastanawiałam...
-Kontynuuj, kochana.-oparł się o rzeźbienie łóżka i skrzyżował ręce na nagiej klatce piersiowej. A jego kołdra zsunęła się do bioder. W jednej chwili zapomniałam po co tu przyszłam i zaczęłam się zastanawiać czy ma coś na sobie. Mój wzrok mimowolnie padł na jego krocze i chyba odgadł moje myśli bo uśmiechnął się łobuzersko i ugiął jedną nogę w kolanie przez co jego wybrzuszenie stało się mniej widoczne.
Oblizałam spierzchnięte usta i kątem oka zobaczyłam, że on robi to samo.
-Zastanawiałam się czy twoja propozycja jest nadal aktualna.-powiedziałam i przez chwile panowała idealna cisza zmącona jedynie przez panującą za oknem burze, aż wreszcie odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Uśmiechnął się ukazując dołeczki w policzkach, a oczy iskrzyły się wesołością.
-Jak zwykle służę pomocą uroczej damie.-przesunął się i odchylił róg kołdry poklepując miejsce obok siebie.
Zawstydzona bez słowa podeszłam do jego łóżka i weszłam pod kołdrę, kładąc się przy brzegu tyłem do niego.
Nagle poczułam jak jego silna dłoń rozparta na moim brzuchu przyciąga mnie do siebie.
-Spokojnie. Nie ugryzę cię-wyszeptał całując mnie delikatnie w szyję- chyba, że będziesz tego chciała i nawiązując do twoich myśli, gdy mam gości śpię w spodniach.
-A gdy nie masz gości?- wypsnęło mi się z ciekawości. Jezu jak ja mogłam powiedzieć coś takiego!!
-Cóż... W czasach mojego ludzkiego życia panowały inne zwyczaje.-potarł nosem mój kark przyprawiając mnie tym samym o drżenie całego ciała.-Chętnie bym ci o nich opowiedział lecz sądzę iż powinniśmy już spać.
Leżałam na boku, a jedna rękę położyłam na brzuchu. Nawet nie zauważyłam kiedy nasze dłonie zaczęły się stykać. Najpierw lekko muskać, a później coraz bardziej aż usnęliśmy ze splecionymi dłońmi.
Siema, elo, co tam? :*
A oto pierwszy rozdział w tym roku :D
Przepraszam, poprawę obiecuję. Ilościową i jakościową, ale chyba nie jest tego mało, błędy poprawie bo pisałam na telefonie, a gify dodam w ciągu kilku dni. Mam nadzieję, że nie jest straszny. Kocham was i nie zawieszam bloga.
Wasza blogerka :* :*
A oto pierwszy rozdział w tym roku :D
Przepraszam, poprawę obiecuję. Ilościową i jakościową, ale chyba nie jest tego mało, błędy poprawie bo pisałam na telefonie, a gify dodam w ciągu kilku dni. Mam nadzieję, że nie jest straszny. Kocham was i nie zawieszam bloga.
Wasza blogerka :* :*
czwartek, 11 grudnia 2014
Rozdział 23 ''Prada albo nic''
CAROLINE
-Tak myślałem. Pytanie pozostaje jedno. Kogo?
Patrzył się na mnie przenikliwym wzrokiem,a jego pytanie nadal wisiało nad nami niczym fatum. Przełknęłam rosnącą gulę w gardle i przybrałam nonszalancką pozę chcąc ukryć napięcie. Ugięłam nogę w kolanie przenosząc ciężar ciała na drugą ,a ręce oparłam na biodrach. Z opóźnienieniem zdałam sobie sprawę, że tym sposobem bluzka podjechała kilka centymetrów do góry a ręce na biodrach sprawiły ,że T-shirt stał się bardziej opięty na piersiach ukazując zarys piersi i nabrzmiałe sutki.
Jednak te drobne szczegóły nie uszły uwadze Klausa. Gdy tylko zdałam sobie sprawę z tego jak wyglądam opuściłam pośpiesznie bluzkę do dołu zostawiając dłonie na swoim miejscu chcąc mieć cień przewagi nad hybrydą.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz. -powiedziałam zdobywając się na jak największą obojętność na jaką było mnie stać.
-A mi się wydaje,...-powiedział wstając z fotela-,że doskonale wiesz.- powolnym krokiem zbliżał się do mnie. -Cały wieczór zastanawiało mnie co w tobie jest ty mała spryciulo ,że nie mogę czytać ci w myślach.-uśmiechnął się a ja poczułam nagle za plecami drewnianą toaletkę z lustrem. Oparł ręce na blacie a mnie owiał jego orzeźwiający zapach lasu cedrowego i mięty.
Postanowiłam się uchwycić tej jednej rzeczy w jego wypowiedzi. W końcu nie bez przyczyny mówi się ,że kobiety są mistrzami w sprzeczkach ustnych.
-Czekaj ,co?! Chcesz mi powiedzieć ,że próbowałeś czytać mi w myślach?! Jak śmiesz!-uśmiech zszedł z jego twarzy.Zrobiło mi się go odrobinę żal ale gdybym teraz dała za wygraną zaczął by dociekać aż wreszcie przyparta do muru wyjawiłabym prawdę i byłby szczęśliwy ,że piję z żyły.
-Próbowałem ale...-zaczął się tłumaczyć.
-Mam prawo aby moje myśli były wyłącznie moją sprawą. Powinieneś choć trochę mi zaufać...
-Ufam ale...-przerwał mój monolog ale nie dałam mu skończyć.
-To ,że masz jakieś niezwykłe moce nie znaczy ,że masz je testować akurat na mnie!
Próbowałam się wydostać z pułapki jego ramion lecz uzyskałam odwrotny efekt. Rozsunął lekko moje nogi kolanem, a skórzany materiał jego spodni otarł się delikatnie o moje uda.
-Skończyłaś?-usłyszałam spokojny głos z odrobiną chłodu tuż przy uchu. -Za długo już chodzę po tej ziemi by nie zauważyć gdy ktoś próbuje sprytnie zmienić temat.
Odsunął się trochę by zobaczyć mój wyraz twarzy.Chyba go zadowolił i usatysfakcjonował bo uśmiechnął się delikatnie.
-Caroline zamknij usta i nie bój się tak.-powiedział nader miło.-A teraz skończ swoje gierki i mów prawdę.
Zebrałam się w sobie i z całą siłą jaką w sobie miałam wyciągnęłam obie dłonie i odepchnęłam lekko zdezorientowanego Klausa od siebie. Zachwiał się lekko do tyłu ale nie upadł.
-Nie muszę ci się z niczego tłumaczyć. A teraz jeśli pozwolisz pójdę spać. -przemierzyłam pokój i wsunęłam się delikatnie pod miękką kołdrę czując zimno śliskiego prześcieradła.
-Jak chcesz ale i tak to kiedyś z ciebie wyciągnę ,moja obrażalska księżniczko.-uśmiechnął się.
Chciałam rzucić jeszcze jakąś kąśliwą uwagę ale tym sposobem tylko bym potwierdziła jego słowa. Tak więc mogłam tylko patrzeć jak opuszcza mój tymczasowy pokój.
-Nie dąsaj się tak, kochana. Złość piękności szkodzi.
Złapałam leżącą obok poduszkę i z całej siły cisnęłam nią w mężczyznę, stojącego w tej chwili do mnie plecami. Odwrócił się błyskawicznie i zręcznie chwycił przedmiot.
-Ała, mogłem zginąć.-zaśmiał się.
-Co z tobą?! Masz oczy dookoła głowy czy jak?!
-Cieszę się ,że już nie jesteś na mnie zła, kochana. Słodkich snów. -odrzucił mi poduszkę i zamknął za sobą drzwi.
Wstałam z łóżka i zgasiłam światło pogrążając pokój w mroku i wróciłam do łóżka.
Jedno musiałam Klausowi przyznać. W momencie kiedy drzwi się za nim zamknęły wszelka złość mnie opuściła. Zaraz potem odpłynęłam w głęboki sen myśląc o zmaganiach jutrzejszego dnia.
Patrzył się na mnie przenikliwym wzrokiem,a jego pytanie nadal wisiało nad nami niczym fatum. Przełknęłam rosnącą gulę w gardle i przybrałam nonszalancką pozę chcąc ukryć napięcie. Ugięłam nogę w kolanie przenosząc ciężar ciała na drugą ,a ręce oparłam na biodrach. Z opóźnienieniem zdałam sobie sprawę, że tym sposobem bluzka podjechała kilka centymetrów do góry a ręce na biodrach sprawiły ,że T-shirt stał się bardziej opięty na piersiach ukazując zarys piersi i nabrzmiałe sutki.
Jednak te drobne szczegóły nie uszły uwadze Klausa. Gdy tylko zdałam sobie sprawę z tego jak wyglądam opuściłam pośpiesznie bluzkę do dołu zostawiając dłonie na swoim miejscu chcąc mieć cień przewagi nad hybrydą.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz. -powiedziałam zdobywając się na jak największą obojętność na jaką było mnie stać.
-A mi się wydaje,...-powiedział wstając z fotela-,że doskonale wiesz.- powolnym krokiem zbliżał się do mnie. -Cały wieczór zastanawiało mnie co w tobie jest ty mała spryciulo ,że nie mogę czytać ci w myślach.-uśmiechnął się a ja poczułam nagle za plecami drewnianą toaletkę z lustrem. Oparł ręce na blacie a mnie owiał jego orzeźwiający zapach lasu cedrowego i mięty.
Postanowiłam się uchwycić tej jednej rzeczy w jego wypowiedzi. W końcu nie bez przyczyny mówi się ,że kobiety są mistrzami w sprzeczkach ustnych.
-Czekaj ,co?! Chcesz mi powiedzieć ,że próbowałeś czytać mi w myślach?! Jak śmiesz!-uśmiech zszedł z jego twarzy.Zrobiło mi się go odrobinę żal ale gdybym teraz dała za wygraną zaczął by dociekać aż wreszcie przyparta do muru wyjawiłabym prawdę i byłby szczęśliwy ,że piję z żyły.
-Próbowałem ale...-zaczął się tłumaczyć.
-Mam prawo aby moje myśli były wyłącznie moją sprawą. Powinieneś choć trochę mi zaufać...
-Ufam ale...-przerwał mój monolog ale nie dałam mu skończyć.
-To ,że masz jakieś niezwykłe moce nie znaczy ,że masz je testować akurat na mnie!
Próbowałam się wydostać z pułapki jego ramion lecz uzyskałam odwrotny efekt. Rozsunął lekko moje nogi kolanem, a skórzany materiał jego spodni otarł się delikatnie o moje uda.
-Skończyłaś?-usłyszałam spokojny głos z odrobiną chłodu tuż przy uchu. -Za długo już chodzę po tej ziemi by nie zauważyć gdy ktoś próbuje sprytnie zmienić temat.
Odsunął się trochę by zobaczyć mój wyraz twarzy.Chyba go zadowolił i usatysfakcjonował bo uśmiechnął się delikatnie.
-Caroline zamknij usta i nie bój się tak.-powiedział nader miło.-A teraz skończ swoje gierki i mów prawdę.
Zebrałam się w sobie i z całą siłą jaką w sobie miałam wyciągnęłam obie dłonie i odepchnęłam lekko zdezorientowanego Klausa od siebie. Zachwiał się lekko do tyłu ale nie upadł.
-Nie muszę ci się z niczego tłumaczyć. A teraz jeśli pozwolisz pójdę spać. -przemierzyłam pokój i wsunęłam się delikatnie pod miękką kołdrę czując zimno śliskiego prześcieradła.
-Jak chcesz ale i tak to kiedyś z ciebie wyciągnę ,moja obrażalska księżniczko.-uśmiechnął się.
Chciałam rzucić jeszcze jakąś kąśliwą uwagę ale tym sposobem tylko bym potwierdziła jego słowa. Tak więc mogłam tylko patrzeć jak opuszcza mój tymczasowy pokój.
-Nie dąsaj się tak, kochana. Złość piękności szkodzi.
Złapałam leżącą obok poduszkę i z całej siły cisnęłam nią w mężczyznę, stojącego w tej chwili do mnie plecami. Odwrócił się błyskawicznie i zręcznie chwycił przedmiot.
-Ała, mogłem zginąć.-zaśmiał się.
-Co z tobą?! Masz oczy dookoła głowy czy jak?!
-Cieszę się ,że już nie jesteś na mnie zła, kochana. Słodkich snów. -odrzucił mi poduszkę i zamknął za sobą drzwi.
Wstałam z łóżka i zgasiłam światło pogrążając pokój w mroku i wróciłam do łóżka.
Jedno musiałam Klausowi przyznać. W momencie kiedy drzwi się za nim zamknęły wszelka złość mnie opuściła. Zaraz potem odpłynęłam w głęboki sen myśląc o zmaganiach jutrzejszego dnia.
KLAUS
Prędzej czy później i tak się dowiem.-z takim postanowieniem podszedłem do barku nalewając sobie whisky.
Praktycznie już się przyznała do swego czynu. Wtedy kiedy tak się bała. Ciekawe co myślała. Że ją uderzę? Zabiję? Jakże mógłbym ją skrzywdzić. -Nadal mając przed oczami jej cudowny wygląd, a w nozdrzach słodki zapach letnich kwiatów upiłem spory łyk ze szklanki.Alkohol odrobinę ugasił mój zapał.
Prędzej czy później i tak dowiem się prawdy i dowiem się o czym myśli mój blond aniołek oraz czy żywi się zgodnie z tradycją. Tak jak mówią ludzkie legendy.
Było w tej dziewczynie coś takiego ,że nawet zwykłej męskiej bluzce z krótkim rękawem potrafiła nadać iście królewski wygląd.
Nadal o niej myśląc udałem się do łazienki a następnie do sypialni. Świadomość ,że ta piękność znajduje się zaledwie za ścianą w mojej bluzce ,która aż nazbyt wiele odsłaniała sprawiła,że jeszcze długie godziny nie byłem w stanie usnąć lecz w końcu się udało.
Praktycznie już się przyznała do swego czynu. Wtedy kiedy tak się bała. Ciekawe co myślała. Że ją uderzę? Zabiję? Jakże mógłbym ją skrzywdzić. -Nadal mając przed oczami jej cudowny wygląd, a w nozdrzach słodki zapach letnich kwiatów upiłem spory łyk ze szklanki.Alkohol odrobinę ugasił mój zapał.
Prędzej czy później i tak dowiem się prawdy i dowiem się o czym myśli mój blond aniołek oraz czy żywi się zgodnie z tradycją. Tak jak mówią ludzkie legendy.
Było w tej dziewczynie coś takiego ,że nawet zwykłej męskiej bluzce z krótkim rękawem potrafiła nadać iście królewski wygląd.
Nadal o niej myśląc udałem się do łazienki a następnie do sypialni. Świadomość ,że ta piękność znajduje się zaledwie za ścianą w mojej bluzce ,która aż nazbyt wiele odsłaniała sprawiła,że jeszcze długie godziny nie byłem w stanie usnąć lecz w końcu się udało.
CAROLINE.
Obudziłam się w kompletnie obcym pomieszczeniu. Zaraz, chwila gdzie ja jestem?!
Chwilę mi zajęło skojarzenie wszystkich faktów, aż nagle...! No tak. Klaus. Jestem w jego domu. Ręką wymacałam telefon leżący obok na szafce nocnej i spojrzałam na godzinę. O masakra. Już południe. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki gdy wróciłam dostrzegłam na toaletce kilka kolorowych reklamówek. Na lustrze oprócz potarganych włosów i trochę rozmazanego makijażu dostrzegłam przyklejoną kartkę z napisem "dla Caroline". Delikatnie ją odkleiłam i rozłożyłam.
"Dzień dobry, kochana.
Jeśli to czytasz to znak,że już wstałaś. Niestety muszę coś załatwić na mieście lecz postaram się wrócić jak najszybciej. Pomyślałem, że zechciałabyś włożyć coś świeżego i swojego tak więc zechciej przyjąć me dary. Mam nadzieję, że ci się spodobają. Czuj się jak u siebie.
Klaus.
Ps. Krew znajdziesz w kuchni."
Skończyłam czytaś i odłożyłam list na stolik. Ciekawa prezentów zajrzałam do pierwszego z nich i wyciągnęłam śliczną jasno różową sukienkę na ramiączkach z muślinu. Gdy wyjmowałam ubranie papierowa torba spadła na podłogę i dopiero teraz ,gdy ją podnosiłam zwróciłam uwagę na napis. Biały na czarnym tle. "PRADA" Musiałam się przytrzymać krzesła żeby nie upaść. Za taką sukienkę kiedyś byłabym w stanie zrobić wszystko. Na sukience, ani w torbie nie było rachunku ale byłam pewna,że nie kosztowała mało.Niepewnie zajrzałam do pozostałych dwóch opakowań na ubrania. W jednym z nich znajdowały się cudowne ,pudrowo różowe szpilki z ciemniejszą podeszwą. Odetchnęłam z ulgą na wyglądające całkiem zwyczajne ale niemniej pięknie buty. Już trochę śmielej sięgnęłam po ostatnie pudełko. Jak się okazało pochodziło ze sklepu Victoria's secret, co od razu wprawiło mnie w lekkie drżenie rąk.

Delikatnie zdjęłam pokrywę pudełka i aż zaniemówiłam z wrażenia. W środku znalazłam czarny koronkowy zestaw bielizny. Wzięłam niepewnie do ręki czarne figi i przejechałam palcami po miękkim materiale wypełniającym centralne miejsce i aż zadrżałam na myśl ,że w tym samym miejscu znajdowały się silne oraz smukłe palce Klaus. Środek i połowę przodu zajmował owy materiał lecz na biodrach przechodził w wyrafinowaną, koronkę z delikatnym motywem kwiatów. Z przodu na samej górze ,po środku widniała mała ,ciemno różowa kokardeczka. Natomiast cały tył był wypełniony tylko i wyłącznie koronką. Górna część kompletu wcale nie była gorsza. Delikatne marszczenia na miseczkach tylko podkreślały kobiece walory, a między nimi była taka sama mała kokardeczka jak w dolnej części.Ramiączka i plecy były w całości wykonane z koronki na brzegach przybierając elegancki kształt. Oglądając prezent coraz bardziej się rumieniłam więc szybko odłożyłam bieliznę do pudełka i zamknęłam wieko.
Uchyliłam okno i zaczerpnęłam haust chłodnego powietrza. Znów spojrzałam na prezenty. Nie miałam wyboru jak tylko przyjąć podarki. No niby mogłam pozostać we wczorajszych rzeczach ale ten pomysł niezbyt mi się podobał. Zdecydowanym krokiem podeszłam do toaletki i zabrałam torby z ubraniami na łóżko.
Przełamałam się i otworzyłam pudełko z bielizną. Włożyłam najpierw majtki nadal lekko się czerwieniąc ,a następnie zdjęłam bluzkę Klausa, która wcześniej pełniła koszuli nocnej i nałożyłam czarny stanik. Jak się okazało na dnie pudełka leżało jeszcze coś. Ostrożnie wyjęłam tajemniczy przedmiot spodziewając się najgorszego jednak nie miałam ku temu większych powodów. Ponieważ owym tajemniczym przedmiotem okazały się czarne pończochy, również do kompletu. Można to było poznać po koronkowym wykończeniu i ciemno różowych małych kokardkach z boku. Po założeniu ich podeszłam do lustra stojącego w kącie i przyjrzałam się sobie dokładniej. Wyglądałam cudownie i mega seksownie. A co najdziwniejsze, wszystko pasowało idealnie. Nawet wolę nie zaprzątać sobie głowy pytaniami skąd Klaus tak dobrze znał mój rozmiar. Sięgnęłam po resztę odzieży i pośpiesznie ją ubrałam.
Teraz przeglądając się w lustrze wyglądałam jak grzeczna dziewczynka. Sukienka sięgała przed kolano i lekka była niczym chmurka. Dobrze się komponowała z ciemniejszymi nie więcej niż jeden odcień butami.
Poprawiłam rozmazany makijaż i roztrzepane loki aby wyglądały względnie dobrze i wyszłam z pokoju. Na korytarzu przywitała mnie cisza i spokój. Z resztą. Przecież Klaus mnie uprzedził ,że wyszedł. Czego ja się mogłam spodziewać? Duchów? Przecież jestem wampirem.
Zeszłam na dół tą samą drogą gdy byłam tu ostatnim razem i udałam się prosto do kuchni. Na lodówce jeszcze zauważyłam małą żółtą karteczkę samoprzylepną z napisem "Smacznego, Caroline". Otworzyłam lodówkę i zauważyłam świetnie zaopatrzone półki każdego rodzaju krwi. Wyjęłam jeden woreczek krwi i delikatnie otworzyłam uważając by nie pobrudzić sukienki. Usiadłam przy stole barowym i zaczęłam delektować się posiłkiem.
Gdy byłam mniej więcej w połowie posiłku usłyszałam jak na podjazd zajeżdża samochód. Klaus. Nie wiedząc jak się zachować po prostu poprawiłam moje blond loki i czekałam na jego przyjście. Nie minęła nawet minuta a drzwi się otworzyły i w drzwiach pojawił się uśmiechnięty blondyn.

-Witaj ,kochana.-obrzucił mnie łakomym spojrzeniem.- Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję i przepraszam za wczoraj. Trochę przesadziłam.
-No proszę, proszę. Caroline Forbes mnie przeprasza. No kto by pomyślał.- powiedział uśmiechając się szeroko i unosząc jedną brew.
-Nie żartuj sobie ze mnie, proszę.
-Skoro tak ładnie prosisz. Przeprosiny przyjęte.
-Gdzie byłeś?-spytałam kontynuując przerwany posiłek.
-Musiałem jechać na uczelnię. Jakiś dzieciak próbował się włamać do komputera i wykraść wszystkie odpowiedzi do egzaminów. Obyło się bez policji bo chłopak ma wpływowego tatusia lecz pomimo jego protestów skończyło się na tym, że synek wyleciał ze szkoły.
-Znam go?
-Wątpię. Jest na ostatnim roku. Jak skończysz śniadanie pojedziemy po twoje rzeczy. Pomogę ci.
-Jasne, dzięki. Doceniam to, ale nie musisz mi pomagać. Poradzę sobie, naprawdę.
-Nie wątpię w twoją zaradność ale będziesz bezpieczniejsza, a poza tym i tak nie mam nic innego do roboty.
-Jak chcesz. Ostatnio zbyt łatwo ci ulegam.
-Ja nie widzę problemu.-uśmiechnął się łobuzersko.
-Za to ja już się boję dokąd to zaprowadzi.-pomimo najszczerszych chęci nie mogłam się nie uśmiechnąć. -No dobra możemy jechać. Gdzie jest kosz?- pomachałam pustym opakowaniem po krwi.
-Pod zlewem. Jest niedziela więc nieuniknione, że spotkamy Rebekę. No chyba, że poszła na zakupy.
-Byłyśmy wczoraj.-wstałam i wyrzuciłam pusty woreczek a następnie podeszłam do Klausa. Zabrał kluczyki od samochodu i otworzył mi drzwi frontowe. Na podjeździe stało jego terenowe BMW.
-Mimo to nie sądzę aby się powstrzymała od drobnych zakupów.
Otworzył mi drzwi od strony pasażera i sam po sekundzie zajął miejsce kierowcy. Skórzane siedzenia sprawiły ,że poczułam się niemal jak w niebie. Odpalił silnik i odjechaliśmy.
Chwilę mi zajęło skojarzenie wszystkich faktów, aż nagle...! No tak. Klaus. Jestem w jego domu. Ręką wymacałam telefon leżący obok na szafce nocnej i spojrzałam na godzinę. O masakra. Już południe. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki gdy wróciłam dostrzegłam na toaletce kilka kolorowych reklamówek. Na lustrze oprócz potarganych włosów i trochę rozmazanego makijażu dostrzegłam przyklejoną kartkę z napisem "dla Caroline". Delikatnie ją odkleiłam i rozłożyłam."Dzień dobry, kochana.
Jeśli to czytasz to znak,że już wstałaś. Niestety muszę coś załatwić na mieście lecz postaram się wrócić jak najszybciej. Pomyślałem, że zechciałabyś włożyć coś świeżego i swojego tak więc zechciej przyjąć me dary. Mam nadzieję, że ci się spodobają. Czuj się jak u siebie.
Klaus.
Ps. Krew znajdziesz w kuchni."
Skończyłam czytaś i odłożyłam list na stolik. Ciekawa prezentów zajrzałam do pierwszego z nich i wyciągnęłam śliczną jasno różową sukienkę na ramiączkach z muślinu. Gdy wyjmowałam ubranie papierowa torba spadła na podłogę i dopiero teraz ,gdy ją podnosiłam zwróciłam uwagę na napis. Biały na czarnym tle. "PRADA" Musiałam się przytrzymać krzesła żeby nie upaść. Za taką sukienkę kiedyś byłabym w stanie zrobić wszystko. Na sukience, ani w torbie nie było rachunku ale byłam pewna,że nie kosztowała mało.Niepewnie zajrzałam do pozostałych dwóch opakowań na ubrania. W jednym z nich znajdowały się cudowne ,pudrowo różowe szpilki z ciemniejszą podeszwą. Odetchnęłam z ulgą na wyglądające całkiem zwyczajne ale niemniej pięknie buty. Już trochę śmielej sięgnęłam po ostatnie pudełko. Jak się okazało pochodziło ze sklepu Victoria's secret, co od razu wprawiło mnie w lekkie drżenie rąk.

Delikatnie zdjęłam pokrywę pudełka i aż zaniemówiłam z wrażenia. W środku znalazłam czarny koronkowy zestaw bielizny. Wzięłam niepewnie do ręki czarne figi i przejechałam palcami po miękkim materiale wypełniającym centralne miejsce i aż zadrżałam na myśl ,że w tym samym miejscu znajdowały się silne oraz smukłe palce Klaus. Środek i połowę przodu zajmował owy materiał lecz na biodrach przechodził w wyrafinowaną, koronkę z delikatnym motywem kwiatów. Z przodu na samej górze ,po środku widniała mała ,ciemno różowa kokardeczka. Natomiast cały tył był wypełniony tylko i wyłącznie koronką. Górna część kompletu wcale nie była gorsza. Delikatne marszczenia na miseczkach tylko podkreślały kobiece walory, a między nimi była taka sama mała kokardeczka jak w dolnej części.Ramiączka i plecy były w całości wykonane z koronki na brzegach przybierając elegancki kształt. Oglądając prezent coraz bardziej się rumieniłam więc szybko odłożyłam bieliznę do pudełka i zamknęłam wieko.
Uchyliłam okno i zaczerpnęłam haust chłodnego powietrza. Znów spojrzałam na prezenty. Nie miałam wyboru jak tylko przyjąć podarki. No niby mogłam pozostać we wczorajszych rzeczach ale ten pomysł niezbyt mi się podobał. Zdecydowanym krokiem podeszłam do toaletki i zabrałam torby z ubraniami na łóżko.
Przełamałam się i otworzyłam pudełko z bielizną. Włożyłam najpierw majtki nadal lekko się czerwieniąc ,a następnie zdjęłam bluzkę Klausa, która wcześniej pełniła koszuli nocnej i nałożyłam czarny stanik. Jak się okazało na dnie pudełka leżało jeszcze coś. Ostrożnie wyjęłam tajemniczy przedmiot spodziewając się najgorszego jednak nie miałam ku temu większych powodów. Ponieważ owym tajemniczym przedmiotem okazały się czarne pończochy, również do kompletu. Można to było poznać po koronkowym wykończeniu i ciemno różowych małych kokardkach z boku. Po założeniu ich podeszłam do lustra stojącego w kącie i przyjrzałam się sobie dokładniej. Wyglądałam cudownie i mega seksownie. A co najdziwniejsze, wszystko pasowało idealnie. Nawet wolę nie zaprzątać sobie głowy pytaniami skąd Klaus tak dobrze znał mój rozmiar. Sięgnęłam po resztę odzieży i pośpiesznie ją ubrałam.
Teraz przeglądając się w lustrze wyglądałam jak grzeczna dziewczynka. Sukienka sięgała przed kolano i lekka była niczym chmurka. Dobrze się komponowała z ciemniejszymi nie więcej niż jeden odcień butami.
Poprawiłam rozmazany makijaż i roztrzepane loki aby wyglądały względnie dobrze i wyszłam z pokoju. Na korytarzu przywitała mnie cisza i spokój. Z resztą. Przecież Klaus mnie uprzedził ,że wyszedł. Czego ja się mogłam spodziewać? Duchów? Przecież jestem wampirem.
Zeszłam na dół tą samą drogą gdy byłam tu ostatnim razem i udałam się prosto do kuchni. Na lodówce jeszcze zauważyłam małą żółtą karteczkę samoprzylepną z napisem "Smacznego, Caroline". Otworzyłam lodówkę i zauważyłam świetnie zaopatrzone półki każdego rodzaju krwi. Wyjęłam jeden woreczek krwi i delikatnie otworzyłam uważając by nie pobrudzić sukienki. Usiadłam przy stole barowym i zaczęłam delektować się posiłkiem.
Gdy byłam mniej więcej w połowie posiłku usłyszałam jak na podjazd zajeżdża samochód. Klaus. Nie wiedząc jak się zachować po prostu poprawiłam moje blond loki i czekałam na jego przyjście. Nie minęła nawet minuta a drzwi się otworzyły i w drzwiach pojawił się uśmiechnięty blondyn.

-Witaj ,kochana.-obrzucił mnie łakomym spojrzeniem.- Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję i przepraszam za wczoraj. Trochę przesadziłam.
-No proszę, proszę. Caroline Forbes mnie przeprasza. No kto by pomyślał.- powiedział uśmiechając się szeroko i unosząc jedną brew.
-Nie żartuj sobie ze mnie, proszę.
-Skoro tak ładnie prosisz. Przeprosiny przyjęte.
-Gdzie byłeś?-spytałam kontynuując przerwany posiłek.
-Musiałem jechać na uczelnię. Jakiś dzieciak próbował się włamać do komputera i wykraść wszystkie odpowiedzi do egzaminów. Obyło się bez policji bo chłopak ma wpływowego tatusia lecz pomimo jego protestów skończyło się na tym, że synek wyleciał ze szkoły.
-Znam go?
-Wątpię. Jest na ostatnim roku. Jak skończysz śniadanie pojedziemy po twoje rzeczy. Pomogę ci.
-Jasne, dzięki. Doceniam to, ale nie musisz mi pomagać. Poradzę sobie, naprawdę.
-Nie wątpię w twoją zaradność ale będziesz bezpieczniejsza, a poza tym i tak nie mam nic innego do roboty.
-Jak chcesz. Ostatnio zbyt łatwo ci ulegam.
-Ja nie widzę problemu.-uśmiechnął się łobuzersko.
-Za to ja już się boję dokąd to zaprowadzi.-pomimo najszczerszych chęci nie mogłam się nie uśmiechnąć. -No dobra możemy jechać. Gdzie jest kosz?- pomachałam pustym opakowaniem po krwi.
-Pod zlewem. Jest niedziela więc nieuniknione, że spotkamy Rebekę. No chyba, że poszła na zakupy.
-Byłyśmy wczoraj.-wstałam i wyrzuciłam pusty woreczek a następnie podeszłam do Klausa. Zabrał kluczyki od samochodu i otworzył mi drzwi frontowe. Na podjeździe stało jego terenowe BMW.
-Mimo to nie sądzę aby się powstrzymała od drobnych zakupów.
Otworzył mi drzwi od strony pasażera i sam po sekundzie zajął miejsce kierowcy. Skórzane siedzenia sprawiły ,że poczułam się niemal jak w niebie. Odpalił silnik i odjechaliśmy.
KLAUS
Podróż mijała przyjemnie, do czasu aż Caroline założyła nogę na nogę, przekręciła się nieco w fotelu i zaczęła podziwiać widoki za oknem. Wtedy jej różowa sukienka podjechała trochę za bardzo do góry odsłaniając szczupłe uda. Cholera! Doskonale wiedziałem co znajduje się pod spodem. Sam jej to przecież kupowałem.
Zacisnąłem ręce na kierownicy tak aż zbielały mi kostki i całą swoją siłą woli zmusiłem się do odwrócenia od niej wzroku. Lecz po chwili nie mogłem się powstrzymać i znów spojrzałem na jej kształtne nogi.
-Fajne widoki.-odezwała się nagle.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-wyrwało mi się.
Dziewczyna odwróciła się w moją stronę i musiała dostrzec mój wzrok, który z opóźnieniem odwróciłem bo uśmiechnęła się zmieszana i poprawiła sukienkę.
-Mówiłam o lesie.
-A ja o tobie.
-No wiesz co? Powinnam się obrazić. -mimo swoich słów uśmiechnęła się delikatnie.
Zacisnąłem ręce na kierownicy tak aż zbielały mi kostki i całą swoją siłą woli zmusiłem się do odwrócenia od niej wzroku. Lecz po chwili nie mogłem się powstrzymać i znów spojrzałem na jej kształtne nogi.
-Fajne widoki.-odezwała się nagle.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-wyrwało mi się.
Dziewczyna odwróciła się w moją stronę i musiała dostrzec mój wzrok, który z opóźnieniem odwróciłem bo uśmiechnęła się zmieszana i poprawiła sukienkę.
-Mówiłam o lesie.
-A ja o tobie.
-No wiesz co? Powinnam się obrazić. -mimo swoich słów uśmiechnęła się delikatnie.
-Ale tego nie zrobisz.
-Skąd ta pewność.
-Bo coś mi się wydaje, że mnie lubisz, Caroline.
Reszta drogi upłynęła w ciszy. Na miejscu byliśmy kilka minut później. Wysiadłem z auta nim Caroline zdążyła dotknąć klamki i jak na mężczyznę z manierami przystało otworzyłem jej drzwi. Wysiadła posyłając mi niepewny uśmiech.
Reszta drogi upłynęła w ciszy. Na miejscu byliśmy kilka minut później. Wysiadłem z auta nim Caroline zdążyła dotknąć klamki i jak na mężczyznę z manierami przystało otworzyłem jej drzwi. Wysiadła posyłając mi niepewny uśmiech.
CAROLINE
Czułam się trochę niezręcznie gdy Klaus tak na mnie patrzył i zapragnęłam jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju.
Osiągnięcie celu zajęło mi kilka minut i już miałam wchodzić do środka, kiedy zawahałam się. Co nie uszło oczywiście uwadze Pierwotnego.
-Coś się stało, kochana?
Przygryzłam dolną wargę zastanawiając się jak wytłumaczyć o co mi chodzi.
-Pamiętasz może dlaczego dziś nocowałam u ciebie?
Chwilę się zastanawiał po czym ryknął śmiechem.
-To nie jest śmieszne!- tupnęłam nogą jak mała oburzona dziewczynka, jednak z taką siłą, że o mało nie złamałam obcasu.
-Dobrze, przepraszam. -próbował się opanować jednak z marnym skutkiem. -Ale przyznaj ,że trochę jednak jest.
Nagle naszą rozmowę przerwał świst otwieranych drzwi i stojąca w nich wkurzona Rebekah.
-Co tu się dzieje?!Co ty tu robisz Nik?
-Ja też się cieszę,że cię widzę siostro. Może zaprosisz mnie do środka?
Chcąc mieć już z głowy tego wkurzającego głupka... No dobra. Uroczego wkurzającego głupka. Weszłam do środka, a on jak się okazało wszedł tuż za mną.
-Fajna sukienka.-powiedziała Rebekah.-Gdzie kupiłaś?
-Dzięki, spytaj Klausa.-rzuciłam nawet na nich nie patrząc tylko od razu przechodząc do praktycznej części. Wyjęłam walizkę z pod łóżka i rozsunęłam ją.
-Moja prostownica!- wykrzyknęłam-A ja myślałam, że ją zgubiłam.
-Kobiety.-westchnął Klaus opadając ciężko na krzesło.
Osiągnięcie celu zajęło mi kilka minut i już miałam wchodzić do środka, kiedy zawahałam się. Co nie uszło oczywiście uwadze Pierwotnego.
-Coś się stało, kochana?
Przygryzłam dolną wargę zastanawiając się jak wytłumaczyć o co mi chodzi.
-Pamiętasz może dlaczego dziś nocowałam u ciebie?
Chwilę się zastanawiał po czym ryknął śmiechem.
-To nie jest śmieszne!- tupnęłam nogą jak mała oburzona dziewczynka, jednak z taką siłą, że o mało nie złamałam obcasu.
-Dobrze, przepraszam. -próbował się opanować jednak z marnym skutkiem. -Ale przyznaj ,że trochę jednak jest.Nagle naszą rozmowę przerwał świst otwieranych drzwi i stojąca w nich wkurzona Rebekah.
-Co tu się dzieje?!Co ty tu robisz Nik?
-Ja też się cieszę,że cię widzę siostro. Może zaprosisz mnie do środka?
Chcąc mieć już z głowy tego wkurzającego głupka... No dobra. Uroczego wkurzającego głupka. Weszłam do środka, a on jak się okazało wszedł tuż za mną.
-Fajna sukienka.-powiedziała Rebekah.-Gdzie kupiłaś?
-Dzięki, spytaj Klausa.-rzuciłam nawet na nich nie patrząc tylko od razu przechodząc do praktycznej części. Wyjęłam walizkę z pod łóżka i rozsunęłam ją.
-Moja prostownica!- wykrzyknęłam-A ja myślałam, że ją zgubiłam.
-Kobiety.-westchnął Klaus opadając ciężko na krzesło.
KLAUS
Patrzyłem jak blond piękność wchodzi do łazienki kusząco kręcąc biodrami. Gdy zamknęły się drzwi Rebekah odłożyła szmatławiec o modzie na szafkę nocną.
-Jesteś bracie rozmarzony. Zupełnie cię nie poznaje. Czyżby Caroline tak na ciebie działała? A skoro o niej mowa. Mi nigdy nie kupowałeś prezentów.-powiedziała z wyrzutem.
-Tobie zwykle wystarczyła moja złota karta kredytowa.
-Oj, już nie bądź taki chamski, Nik.
-Uważaj na słowa ,siostro.-wysyczałem.
-I tak nic mi nie zrobisz.
-Skąd ta pewność?!-zacisnąłem ręce w pięści.
-Jestem najlepszą przyjaciółką twojej oblubienicy. -uśmiechnęła się. -Mówimy sobie wszystkie sekrety.
-A może przydałabyś się na coś i wyjawiła mi choć jeden?
-Ależ oczywiście,że nie! Tak nie postępują prawdziwe przyjaciółki.
-A czy mam ci przypomnieć o naszej małej umowie?
-Której?
-Tej ,w której stawką była garderoba w moim domu.
-I co? Wywalisz mnie?-Nie odpowiedziałem. W tym samym momencie z łazienki wyszła Caroline. Wyglądała zjawiskowo.
-Jesteś bracie rozmarzony. Zupełnie cię nie poznaje. Czyżby Caroline tak na ciebie działała? A skoro o niej mowa. Mi nigdy nie kupowałeś prezentów.-powiedziała z wyrzutem.
-Tobie zwykle wystarczyła moja złota karta kredytowa.
-Oj, już nie bądź taki chamski, Nik.
-Uważaj na słowa ,siostro.-wysyczałem.
-I tak nic mi nie zrobisz.
-Skąd ta pewność?!-zacisnąłem ręce w pięści.
-Jestem najlepszą przyjaciółką twojej oblubienicy. -uśmiechnęła się. -Mówimy sobie wszystkie sekrety.
-A może przydałabyś się na coś i wyjawiła mi choć jeden?
-Ależ oczywiście,że nie! Tak nie postępują prawdziwe przyjaciółki.
-A czy mam ci przypomnieć o naszej małej umowie?
-Której?
-Tej ,w której stawką była garderoba w moim domu.
-I co? Wywalisz mnie?-Nie odpowiedziałem. W tym samym momencie z łazienki wyszła Caroline. Wyglądała zjawiskowo.
CAROLINE
Poszłam do łazienki i rozczesałam moje splątane loki puszczając ostatnią uwagę Klausa mimo uszu. Następnie poprawiłam makijaż i wyszłam zabierając ze sobą kosmetyczkę z najpotrzebniejszymi rzeczami.
W pokoju Rebekah przeglądała jakieś czasopismo o modzie a Klaus siedział z naburmuszoną miną.
-A jemu co się stało?-skierowałam wypowiedź do blondynki.
-Nic. Zwykła rodzinna kłótnia.-powiedziała zmęczonym tonem.
-Dobra, nie wnikam.
-A ty tak szybko się wyprowadzasz? Jeśli to przeze mnie i Stefana to...
-Rebeka daj spokój. Nie jesteś niczemu winna. A teraz przynajmniej będziesz miała wolny pokój.- uśmiechnęłam się dwuznacznie.
-Caroline Forbes jak śmiesz.- roześmiała się .
Nagle nasze śmiechy rozdarł twardy głos Klausa.
-Czy ja wam przeszkadzam?!
-Ty nie ale twój humorek owszem.-powiedziała śmiało Rebeka.
-Oj, Klaus. Uśmiechnij się.- podeszłam do niego i potargałam mu włosy ręką.
Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął, a ponieważ miałam na sobie szpilki wylądowałam mu na kolanach.
-A jeśli nie zechcę?-powiedział aż nazbyt spokojnym głosem.
Rebeka zerwała się z miejsca i ruszyła do drzwi.
-Do widzenia państwu. Miłego dnia życzę-po czym zwróciła się do mnie- Zły Klaus równa się co najmniej jedna osoba z rodziny dodatkowo w trumnie ,a że najbliżej jestem ja...-nie dokończyła bo przerwało jej mordercze spojrzenie hybrydy. Usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami.
-Dzięki przyjaciółko!-krzyknęłam nim spojrzałam na twarz pierwotnego. -Puścisz mnie wreszcie?!
-Nie.
-Myślałam,że chciałeś żebym się spakowała.
-Zmieniłem zdanie. To może zaczekać.
-Czekaj czy to...? O tak, Klaus. Uśmiechasz się. Nie ukryjesz tego.
-No cóż. Przed tobą nic nie da się ukryć. A teraz przyznaj się kochana...-odgarnął mi niesforny lok za ucho-że wczoraj piłaś ludzką krew.
Momentalnie zesztywniałam ,a serce zaczęło mi szybciej bić.Chciałam wstać lecz Klaus położył rękę na moich udach skutecznie mnie przyszpilając.
-Przyznaję, od zawsze żywiłam się ludzką krwią. Z woreczka.-z trudem powstrzymywałam drżenie głosu.
-Caroline.Nie udawaj. Dobrze wiesz o czym mówię.Wczoraj karmiłaś się z żyły.
-Co? Nie. Jasne,że nie. Jak mogłeś tak pomyśleć?-udawałam typową blondynkę, kręcąc na palcu jeden lok.
Przysunął do mnie głowę i już myślałam ,że mnie pocałuje lecz w ostatniej chwili zmienił kierunek i przybliżył twarz do mojej szyi. Nie wysunął kłów jak się spodziewałam tylko zaciągnął się moim zapachem. Po chwili odsunął twarz z uśmiechem, a,mnie ogarnęło dziwne uczucie zawodu. Odpędziłam je jednak jak najszybciej.
-Kłamiesz. Czuję twój strach, krew ci szybciej płynie oraz serce intensywniej bije.
-Wydaje ci się.
-Czy już mówiłem jak uroczo się rumienisz? A teraz masz dwie opcje. Przyznasz, że pijesz z żyły. -zamilkł na chwilę.
-Albo...?
-Albo będziesz dalej udawała,że nic się nie stało.
-Wybieram opcję drugą. -zsunęłam się z jego kolan. Tym razem nie protestował.
-A teraz chcę się spakować.
-Zaczekam jeśli nie masz nic przeciwko.
-Jak chcesz.-zdjęłam szpilki i podeszłam do komody.
Na początek wyciągnęłam stosik bluzek na ramiączkach, następne w kolejce były spodnie. Wyciągając je z szafy zastanowiłam się chwilę.
-A tak mniej więcej ile mam u ciebie zostać?-podniosłam głowę patrząc na niego.
-Muszę zebrać kilku ludzi, namierzyć Tylera, co na szczęście nie będzie trudne bo mam wiedźmę, oraz wytropić go i zabić.-dziwne, że gdy to mówił nie czułam troski i zmartwienia skierowanego do Tylera. Tylko dziwną obojętność. Po tym wszystkim co mi zrobił już mi na nim nie zależało, wręcz przeciwnie. Jakaś cząstka mnie cieszyła się z jego nadchodzącej śmierci, a inna część mnie martwiła się o Klausa. Ta głupie. Przecież to pierwotny i w dodatku hybryda... Jak przez mgłę słyszałam jego głos-Caroline, Caroline... Caroline!
Nagle się ocknęłam.
-Co, słucham?
Przybrał teraz znudzoną ,nieco rozdrażnioną minę.
-Nie słuchasz mnie.
-Przepraszam. Zamyśliłam się.
-Jako wykładowca zdążyłem się przyzwyczaić. Powiem w skrócie. Całość zajmie mi jakieś dwa miesiące, nawet mniej.
Wstałam i podeszłam do szafki, w której z Rebeką trzymałśmy alkohol. Wzięłam szklaneczkę i wlałan do niej burbon.
-Trzymaj-podałam mu alkohol. -trochę mi to zajmie.
Powróciłam do pakowania wkładając kilkanaście par długich spodni oraz kilka par shortów. Następne w walizce wylądowały spódniczki, sukienki i bluzki z długim rękawem.
-Musisz się tak cały czas na mnie gapić?-powiedziałam niosąc bieliznę i wkładając ją do jednej z przegródek.
-Tak, owszem. Upuściłaś coś.-uniósł w dwa palce mój czerwony stanik. Wyrwałam go z jego ręki a na policzkach wykwitł mi niemal identyczny odcień czerwieni.
Długo zastanawiałam się nad butami lecz w końcu zdecydowałam się na kilka par szpilek, balerin i jedną parę trampek.Na wierzchu położyłam jeszcze strój do biegania i kosmetyczkę. Po chwili z ubolewaniem spojrzałam na walizkę.
-Nie zapnę tego.
-To wyjmij coś. Wsadziłaś tam chyba całą szafę.-spojrzałam na niego.
-Nie śmiej się ze mnie. Lepiej byś mi tak pomógł.
Nadal śmiejąc się pod nosem podszedł do walizki i uklęknął. Upychał ,dociskał ale nic z tego.
-Mogę zasunąć ale zamek nie da rady. Musisz coś wyjąć.
Chwilę myślałam aż wreszcie sobie przypomniałam.
-No przecież!
Klaus popatrzył na mnie pytająco lecz ja podeszłam do szafy i ją otworzyłam. Spod sterty koców wyciągnęłam drugą, sporo mniejszą od tamtej walizkę.
-Pamiętam, gdy przyjechałam to spakowałam do niej kosmetyki. Teraz biorę tylko trochę rzeczy więc powinna nadać się idealnie.
Uklękłam i zaczęłam przekładać buty oraz kosmetyczkę do mniejszej walizki. Już po niecałym kwadransie obie walizki były zasunięte.
-No, dobra. Jestem gotowa. Możemy jechać.
-No nareszcie.
-Zgłodniałam. Chodźmy na obiad.-powiedziałam wkładając kurtkę.
-Chyba kolację.
-Co?-spojrzałam na zegarek.Było już po dwudziestej.-Jak to możliwe?!
-Oj, kochana. Coraz bardziej mnie zadziwiasz.-uśmiechnął się pocieszająco. -Daj, pomogę ci z tymi walizkami.
-Dzięki.-wzięłam mniejszy bagaż, a on uniósł na małym palcu walizkę.-nie musisz popisywać się swoją siłą, a już tym bardziej nie przed ludźmi.-skarciłam go.
-Za oknem jest ciemno i tak nikt nie zauważy.
Otworzył drzwi i wyszliśmy z pokoju. Już po chwili staliśmy na parkingu.
Następnie skręcił w lewo a ja poszłam w kierunku swojego auta.
W pokoju Rebekah przeglądała jakieś czasopismo o modzie a Klaus siedział z naburmuszoną miną.
-A jemu co się stało?-skierowałam wypowiedź do blondynki.
-Nic. Zwykła rodzinna kłótnia.-powiedziała zmęczonym tonem.
-Dobra, nie wnikam.
-A ty tak szybko się wyprowadzasz? Jeśli to przeze mnie i Stefana to...
-Rebeka daj spokój. Nie jesteś niczemu winna. A teraz przynajmniej będziesz miała wolny pokój.- uśmiechnęłam się dwuznacznie.
-Caroline Forbes jak śmiesz.- roześmiała się .
Nagle nasze śmiechy rozdarł twardy głos Klausa.
-Czy ja wam przeszkadzam?!
-Ty nie ale twój humorek owszem.-powiedziała śmiało Rebeka.
-Oj, Klaus. Uśmiechnij się.- podeszłam do niego i potargałam mu włosy ręką.
Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął, a ponieważ miałam na sobie szpilki wylądowałam mu na kolanach.
-A jeśli nie zechcę?-powiedział aż nazbyt spokojnym głosem.
Rebeka zerwała się z miejsca i ruszyła do drzwi.
-Do widzenia państwu. Miłego dnia życzę-po czym zwróciła się do mnie- Zły Klaus równa się co najmniej jedna osoba z rodziny dodatkowo w trumnie ,a że najbliżej jestem ja...-nie dokończyła bo przerwało jej mordercze spojrzenie hybrydy. Usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami.
-Dzięki przyjaciółko!-krzyknęłam nim spojrzałam na twarz pierwotnego. -Puścisz mnie wreszcie?!
-Nie.
-Myślałam,że chciałeś żebym się spakowała.
-Zmieniłem zdanie. To może zaczekać.
-Czekaj czy to...? O tak, Klaus. Uśmiechasz się. Nie ukryjesz tego.
-No cóż. Przed tobą nic nie da się ukryć. A teraz przyznaj się kochana...-odgarnął mi niesforny lok za ucho-że wczoraj piłaś ludzką krew.
Momentalnie zesztywniałam ,a serce zaczęło mi szybciej bić.Chciałam wstać lecz Klaus położył rękę na moich udach skutecznie mnie przyszpilając.
-Przyznaję, od zawsze żywiłam się ludzką krwią. Z woreczka.-z trudem powstrzymywałam drżenie głosu.-Caroline.Nie udawaj. Dobrze wiesz o czym mówię.Wczoraj karmiłaś się z żyły.
-Co? Nie. Jasne,że nie. Jak mogłeś tak pomyśleć?-udawałam typową blondynkę, kręcąc na palcu jeden lok.
Przysunął do mnie głowę i już myślałam ,że mnie pocałuje lecz w ostatniej chwili zmienił kierunek i przybliżył twarz do mojej szyi. Nie wysunął kłów jak się spodziewałam tylko zaciągnął się moim zapachem. Po chwili odsunął twarz z uśmiechem, a,mnie ogarnęło dziwne uczucie zawodu. Odpędziłam je jednak jak najszybciej.
-Kłamiesz. Czuję twój strach, krew ci szybciej płynie oraz serce intensywniej bije.
-Wydaje ci się.
-Czy już mówiłem jak uroczo się rumienisz? A teraz masz dwie opcje. Przyznasz, że pijesz z żyły. -zamilkł na chwilę.
-Albo...?
-Albo będziesz dalej udawała,że nic się nie stało.
-Wybieram opcję drugą. -zsunęłam się z jego kolan. Tym razem nie protestował.
-A teraz chcę się spakować.
-Zaczekam jeśli nie masz nic przeciwko.
-Jak chcesz.-zdjęłam szpilki i podeszłam do komody.
Na początek wyciągnęłam stosik bluzek na ramiączkach, następne w kolejce były spodnie. Wyciągając je z szafy zastanowiłam się chwilę.
-A tak mniej więcej ile mam u ciebie zostać?-podniosłam głowę patrząc na niego.
-Muszę zebrać kilku ludzi, namierzyć Tylera, co na szczęście nie będzie trudne bo mam wiedźmę, oraz wytropić go i zabić.-dziwne, że gdy to mówił nie czułam troski i zmartwienia skierowanego do Tylera. Tylko dziwną obojętność. Po tym wszystkim co mi zrobił już mi na nim nie zależało, wręcz przeciwnie. Jakaś cząstka mnie cieszyła się z jego nadchodzącej śmierci, a inna część mnie martwiła się o Klausa. Ta głupie. Przecież to pierwotny i w dodatku hybryda... Jak przez mgłę słyszałam jego głos-Caroline, Caroline... Caroline!
Nagle się ocknęłam.
-Co, słucham?
Przybrał teraz znudzoną ,nieco rozdrażnioną minę.
-Nie słuchasz mnie.
-Przepraszam. Zamyśliłam się.
-Jako wykładowca zdążyłem się przyzwyczaić. Powiem w skrócie. Całość zajmie mi jakieś dwa miesiące, nawet mniej.
Wstałam i podeszłam do szafki, w której z Rebeką trzymałśmy alkohol. Wzięłam szklaneczkę i wlałan do niej burbon.
-Trzymaj-podałam mu alkohol. -trochę mi to zajmie.
Powróciłam do pakowania wkładając kilkanaście par długich spodni oraz kilka par shortów. Następne w walizce wylądowały spódniczki, sukienki i bluzki z długim rękawem.
-Musisz się tak cały czas na mnie gapić?-powiedziałam niosąc bieliznę i wkładając ją do jednej z przegródek.
-Tak, owszem. Upuściłaś coś.-uniósł w dwa palce mój czerwony stanik. Wyrwałam go z jego ręki a na policzkach wykwitł mi niemal identyczny odcień czerwieni.
Długo zastanawiałam się nad butami lecz w końcu zdecydowałam się na kilka par szpilek, balerin i jedną parę trampek.Na wierzchu położyłam jeszcze strój do biegania i kosmetyczkę. Po chwili z ubolewaniem spojrzałam na walizkę.
-Nie zapnę tego.
-To wyjmij coś. Wsadziłaś tam chyba całą szafę.-spojrzałam na niego.
-Nie śmiej się ze mnie. Lepiej byś mi tak pomógł.
Nadal śmiejąc się pod nosem podszedł do walizki i uklęknął. Upychał ,dociskał ale nic z tego.
-Mogę zasunąć ale zamek nie da rady. Musisz coś wyjąć.
Chwilę myślałam aż wreszcie sobie przypomniałam.
-No przecież!
Klaus popatrzył na mnie pytająco lecz ja podeszłam do szafy i ją otworzyłam. Spod sterty koców wyciągnęłam drugą, sporo mniejszą od tamtej walizkę.
-Pamiętam, gdy przyjechałam to spakowałam do niej kosmetyki. Teraz biorę tylko trochę rzeczy więc powinna nadać się idealnie.
Uklękłam i zaczęłam przekładać buty oraz kosmetyczkę do mniejszej walizki. Już po niecałym kwadransie obie walizki były zasunięte.
-No, dobra. Jestem gotowa. Możemy jechać.
-No nareszcie.
-Zgłodniałam. Chodźmy na obiad.-powiedziałam wkładając kurtkę.
-Chyba kolację.
-Co?-spojrzałam na zegarek.Było już po dwudziestej.-Jak to możliwe?!
-Oj, kochana. Coraz bardziej mnie zadziwiasz.-uśmiechnął się pocieszająco. -Daj, pomogę ci z tymi walizkami.
-Dzięki.-wzięłam mniejszy bagaż, a on uniósł na małym palcu walizkę.-nie musisz popisywać się swoją siłą, a już tym bardziej nie przed ludźmi.-skarciłam go.
-Za oknem jest ciemno i tak nikt nie zauważy.
Otworzył drzwi i wyszliśmy z pokoju. Już po chwili staliśmy na parkingu.
Następnie skręcił w lewo a ja poszłam w kierunku swojego auta.
Siemka :)
Żyję, nie umarłam i tak oto pojawia się kolejny rozdział :D
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze wchodzi. Swoje uwagi na temat rozdziału możecie dodawać w komentarzu. Kocham was. Wasza wierna i niezmienna blogerka :*
sobota, 22 listopada 2014
Rozdział 22 "My kobiety musimy trzymać się razem"
CAROLINE
Okręciłam się na krześle.Na przeciwko mnie stał Klaus. Na ustach błąkał mu się delikatny uśmiech. Ubrany był w ciemnozielony T-shirt i jeansy. Na szyi jak zwykle miał zawieszony na rzemyku drewniany krzyżyk ,który w brew przypuszczeniom nie wyglądał na nim w cale tandetnie. Już na pierwszy rzut oka widziałam po nim ,że mam kłopoty.
-Co tutaj robisz ,Klaus? -zapytałam siląc się na lekki ton.
-Zabawne bo właśnie chciałem cię zapytać o to samo. -Widocznie ledwo nad sobą panował. -Co ty do cholery robisz sama w tym barze.
-Nie jestem sama.Jest tu gdzieś Rebekah. -powiedziałam pewnie.
-Ach tak? Widziałem jak tańczy z Salvatorem i nie zauważyłem aby jakoś szczególnie zwracała na ciebie uwagę. Równie dobrze mógłbym być Tylerem i cię zabić. Ale z resztą...- przerwał gdyż właśnie podszedł do nas kelner i podał zamówione wcześniej trunki. -zboczyłem z głównego tematu. -powiedział uśmiechając się tajemniczo. -Jak ci idzie w pakowaniu? Chciałbym zaznaczyć ,że pragnę aby twoja przeprowadzka dokonała się jak najszybciej.
-Jaka przeprowadzka? - nagle tuż obok nas zmaterializowała się Rebekah.
-Zostawię was teraz same a jutro myślę ,że zawitasz u mnie z walizką w dłoni. -Jednym haustem dokończył whisky i szybko się od nas oddalił w kierunku tłumu.
Teraz musiałam uporać się ze zdumioną Pierwotną.
-O czym mówił mój brat? I o jakiej przeprowadzce wspominał?! -uniosła pytająco jedną brew.
-No to lepiej usiądź. - powiedziałam i zwróciłam się do barmana. -Coś mocnego dla niej!
-No mów wreszcie o co,chodzi. Chyba nie boisz się tego psa na tyle by stąd uciekać?
-Nie ,jasne ,że nie ale to co zaraz usłyszysz może cię lekko zdziwić.
-No mów wreszcie bo nie wytrzymam!
-Więc-zaczęłam -ostatnie wydarzenia zostawiły po sobie radykalne skutki-napotkałam jej znudzone spojrzenie- w związku z tym musiałam podjąć dość wyjątkowe zmiany i przyjąć pomoc twojego brata.- starałam się jak tylko mogłam aby przedłużyć to co nieuniknione czyli wyznanie prawdy.
-Co tutaj robisz ,Klaus? -zapytałam siląc się na lekki ton.
-Zabawne bo właśnie chciałem cię zapytać o to samo. -Widocznie ledwo nad sobą panował. -Co ty do cholery robisz sama w tym barze.
-Nie jestem sama.Jest tu gdzieś Rebekah. -powiedziałam pewnie.
-Ach tak? Widziałem jak tańczy z Salvatorem i nie zauważyłem aby jakoś szczególnie zwracała na ciebie uwagę. Równie dobrze mógłbym być Tylerem i cię zabić. Ale z resztą...- przerwał gdyż właśnie podszedł do nas kelner i podał zamówione wcześniej trunki. -zboczyłem z głównego tematu. -powiedział uśmiechając się tajemniczo. -Jak ci idzie w pakowaniu? Chciałbym zaznaczyć ,że pragnę aby twoja przeprowadzka dokonała się jak najszybciej. -Jaka przeprowadzka? - nagle tuż obok nas zmaterializowała się Rebekah.
-Zostawię was teraz same a jutro myślę ,że zawitasz u mnie z walizką w dłoni. -Jednym haustem dokończył whisky i szybko się od nas oddalił w kierunku tłumu.
Teraz musiałam uporać się ze zdumioną Pierwotną.
-O czym mówił mój brat? I o jakiej przeprowadzce wspominał?! -uniosła pytająco jedną brew.
-No to lepiej usiądź. - powiedziałam i zwróciłam się do barmana. -Coś mocnego dla niej!
-No mów wreszcie o co,chodzi. Chyba nie boisz się tego psa na tyle by stąd uciekać?
-Nie ,jasne ,że nie ale to co zaraz usłyszysz może cię lekko zdziwić.
-No mów wreszcie bo nie wytrzymam!
-Więc-zaczęłam -ostatnie wydarzenia zostawiły po sobie radykalne skutki-napotkałam jej znudzone spojrzenie- w związku z tym musiałam podjąć dość wyjątkowe zmiany i przyjąć pomoc twojego brata.- starałam się jak tylko mogłam aby przedłużyć to co nieuniknione czyli wyznanie prawdy.
-A jaka to pomoc jeśli możesz sprecyzować?- niecierpliwiła się.
-No i co w tym takiego złego.Uważam ,że to świetny pomysł.
-W tym celu mam u niego mieszkać.
-Nadal nie widzę problemu.
Ugh. No przecież ja, Klaus, sami (no prawie sami) w jednym domu.
-Przecież on mi może czytać w myślach kiedy chce.
-Aaa... tym się martwisz. Spokojnie, chodź.-uśmiechnęła się i złapała mnie za nadgarstek. Zsunęłam się z krzesła i posłusznie poszłam za nią ciekawa co takiego tym razem wymyśliła. Zeszłyśmy ze schodów ,a pierwotna cały czas się bacznie rozglądała po otoczeniu jakby kogoś szukała. Nagle podeszła do jakiejś dziewczyny i ją zahipnotyzowała.
-Myślę ,że ta się nada.- powiedziała.
-Do czego?-wyszłyśmy z baru i skierowałyśmy na tyły budynku.
-Nie chcesz aby Klaus ci czytał w myślach? Oto jedyny możliwy i najłatwiejszy sposób.
-A co jak się nie powstrzymam ?
-Od tego masz mnie.- odpowiedziała spokojnie. -Wystarczy kilka łyków,nie więcej niż pięć. To nic trudnego.
-Dla mnie tak.
-Daj spokój ,jestem przy tobie.
Zahipnotyzowana dziewczyna nadal stała otępiała tak jak nakazała jej wcześniej Rebeka. Nie wiedziałam co mam zrobić. Musiałam się przeprowadzić do Klausa a myśl ,że mógłby czytać wszystkie, nawet najdziwniejsze moje myśli była nie do przyjęcia.
-Ale nie więcej niż kilka łyków. Później choćby nie wiem co masz mnie od niej odsunąć ,jasne?
-Jak słońce.Smacznego.-uśmiechnęła się radośnie.
-Nie dobijaj mnie.
-Oj, nie marudź tylko gryź.
Wolnym krokiem podeszłam do kobiety i ujęłam delikatnie jej nadgarstek .Widziałam pulsującą w żyłach krew.Przejechałam opuszkiem palca do delikatnej skórze i powoli podstawiłam nadgarstek do ust czując kwiatową woń. W tym czasie Pierwotna uważnie mi się przyglądała ,kontrolując sytuację. Po kilku sekundach moje kły się wysunęły a twarz zmieniła ukazując moją ciemną, wampirzą stronę. Przytknęłam zęby do miejsca, w którym najlepiej wyczuwałam życiodajny płyn i starając się najdelikatniej jak tylko mogłam nakłułam je czując na kłach kropelki krwi. To było coś niesamowitego, tak dawno nie piłam jej z człowieka, zbyt długo. Straciłam wszelkie panowanie nad sobą.Wgryzłam się mocniej pociągając coraz to większe i intensywniejsze łyki. Nagle poczułam szarpanie na ramieniu i z trudem oderwałam się od biednej dziewczyny.
-Normalnie dałabym ci ją zabić, ale sama tego chciałaś .Spokojnie, oddychaj głęboko.
Oparłam się o zimną ceglaną ścianę i posłuchałam jej rady co dało dobry efekt, choć przez to czułam zapach krwi ale przynajmniej mogłam logicznie myśleć.
Pierwotna powiedziała coś o zapominaniu do dziewczyny ale nie słuchałam uważnie tego co mówi .Teraz w mojej głowie rozbrzmiewały jedynie myśli o tej cudownej chwili ,która minęła zaledwie minutę temu oraz o tym jak będzie wyglądał mój pobyt w domu hybrydy.
Nagle znalazła się przy mnie Rebekah i pochyliła się nade mną .Nawet nie zauważyłam kiedy osunęłam się na ziemię.
-Mam pytanie.-powiedziałam a blondynka pokiwała zachęcająco głową- Jak często... jak często będę musiała się żywić.
-Dla pewności najlepiej byłoby codziennie ale myślę ,że co dwa dni wystarczy.
Jeszcze raz oparłam głowę o ścianę i przymknęłam oczy.
KLAUS
Chodziłem po klubie już dobre dziesięć minut i nadal nie mogłem znaleźć ani Caroline , ani Rebeki. Mógłbym przysiąc ,że odwróciłem się zaledwie na sekundę i po chwili już nie widziałem przy barze obu blondynek. Co więcej. Młody Salvatore też nie miał o niczym pojęcia. Nagle do moich nozdrzy dotarła upajająca woń krwi i fiołków. Mój wzrok padł na wejście i mimowolnie odetchnąłem z ulgą. Była tam.Cała i zdrowa. Obok niej szła uśmiechnięta Rebekah. Gdy do nich podchodziłem wyczułem delikatny, metaliczny zapach krwi. A więc już wiadome było dlaczego siostrzyczka jest taka zadowolona. Z pełnym żołondkiem każdy by był.
-Jak rozumiem Caroline wprowadziła cię już w szczegóły mieszkaniowe. -powiedziałem bez ogródek.
Jak na komendę obie damy od razu odwróciły się w moją stronę.
-Przyznam Nik ,że to bardzo sprytne z twojej strony. Ale jak wiesz Caroline ma mnie po swojej stronie. A ty zbyt często mnie nie doceniasz.
-Więc wybierasz jej stronę niż własnego brata?-i nagle mnie.olśniło-Ach już rozumiem. Kobieca solidarność.-uśmiechnąłem się. -Nigdy nie zapomnę z jaką zaciekłością brałaś udział w tych wszystkich pochodach feministycznych ,walczących o prawa wyborcze na początku XX wieku.
-Nazywaj to jak chcesz ale my kobiety musimy trzymać się razem.-puściła perskie oko do Caroline ,która do tej pory stała cicho ,jedynie przyglądając się naszej rozmowie.
-A już myślałem, że ci przeszło.
-Niedoczekanie twoje bracie.
-Hej, hej... Spokojnie.- wtrąciła się Caroline stojąc między nami. Położyła jedną rękę na moim torsie a drugą na ramieniu Rebeki. To nawet zabawne,że myślała, że może rozdzielić dwóch członków Pierwotnej rodziny. Dopiero ciepło jej ręki ostudziło trochę mój zapał do wojaczki. Nagle zdałem sobie sprawę z tego jak pięknie dziś wyglądała.
-Jezu, kłucicie się jak stare dobre małżeństwo. Czasami widząc Elenę i Jeremiego albo Stefana i Damona cieszę się ,że jestem jedynaczką. -powiedziała ciężko wzdychając.
-Jak rozumiem Caroline wprowadziła cię już w szczegóły mieszkaniowe. -powiedziałem bez ogródek.
Jak na komendę obie damy od razu odwróciły się w moją stronę.
-Przyznam Nik ,że to bardzo sprytne z twojej strony. Ale jak wiesz Caroline ma mnie po swojej stronie. A ty zbyt często mnie nie doceniasz.
-Więc wybierasz jej stronę niż własnego brata?-i nagle mnie.olśniło-Ach już rozumiem. Kobieca solidarność.-uśmiechnąłem się. -Nigdy nie zapomnę z jaką zaciekłością brałaś udział w tych wszystkich pochodach feministycznych ,walczących o prawa wyborcze na początku XX wieku.
-Nazywaj to jak chcesz ale my kobiety musimy trzymać się razem.-puściła perskie oko do Caroline ,która do tej pory stała cicho ,jedynie przyglądając się naszej rozmowie.
-A już myślałem, że ci przeszło.
-Niedoczekanie twoje bracie.
-Hej, hej... Spokojnie.- wtrąciła się Caroline stojąc między nami. Położyła jedną rękę na moim torsie a drugą na ramieniu Rebeki. To nawet zabawne,że myślała, że może rozdzielić dwóch członków Pierwotnej rodziny. Dopiero ciepło jej ręki ostudziło trochę mój zapał do wojaczki. Nagle zdałem sobie sprawę z tego jak pięknie dziś wyglądała.
-Jezu, kłucicie się jak stare dobre małżeństwo. Czasami widząc Elenę i Jeremiego albo Stefana i Damona cieszę się ,że jestem jedynaczką. -powiedziała ciężko wzdychając.
-Ja się z nikim nie kłócę!-powiedziała Rebeka-Ja tylko przekonuję mego brata, że mam rację.
-Czy ty zawsze musisz być taka uparta?-powiedziłem od niechcenia przybliżając się o centymetr by ręka blond piękności przylgnęła jeszcze bardziej do mego torsu.
-A ty taki wkurzający?!-odpysknęła siostrzyczka.
-Czy wy niepotraficie już ze sobą normalnie porozmawiać?-powiedziała urocza blondyneczka wpatrujc się tym razem w moje oczy.-Idę po drinki ,wracam za pięć minut. Nie pozabijajcie się w tym czasie.-powiedziała głosem typowym dla matki karcącej dziecko.
Zabrała rękę z mojej klatki piersiowej i dodała unosząc palec wskazujący i patrząc mi w oczy.
-Mówię poważnie.-zabrzmiałoby to groźnie pomimo jej drobnego ciała gdyby nie drwiący uśmiech błądzący na ustach i wesołe ogniki w oczach.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, pani.-spuściłem głowę w parodii ukłonu.
-Daruj sobie -powiedziała na odchodne znikając w tańczącym tłumie i idąc po schodach do baru.
Przybrałem maskę obojętności i spojrzałem na siostrę. Paytrzyła na mnie cały czas zaciekawiona by po chwili wybuchnąć.
-Oj weź przestań!
-Nie wiem o co ci chodzi tym razem.-starałem się być jak najbardziej spokojny.
-Widzę jak na nią patrzysz. Przestań udawać ,że jest ci obojętna, a już tym bardziej, że nie cieszysz się z faktu ,że będzie u ciebie mieszkać.
-Wiem ,że wyznałeś jej miłość.-coś w mojej minie musiało być niezwykłego bo jej usta wyrażały satysfakcję.
-Skąd ty to możesz wiedzieć?
-Sama mi o tym powiedziała.
-Już jestem.-dobiegł nas wesoły głosik.-te kolejki to istna masakra, całe szczęście ,że nikt nam niczego nie może odmówić ,sami wiecie. Później barman się pytał o dowód a ja mu na to ,że...-nagle umilkła i przekrzywiła lekko głowę. -stało się coś? Bo Klaus ma minę jakby zobaczył ducha.
Potrząsnąłem lekko głową i wygiąłem wargi w lekki półuśmiech.
-Nie, nic się nie stało. -powiedziałem odbierając szklaneczkę z whisky,którą mi podała.
-W takim razie: Do dna.-uniosła drinka w toaście i całego go wypiła.
Kiedy odstawiła naczynie na stolik pociągnąłem ją na parkiet. Była lekko zmieszana lecz po chwili poddała się rytmowi tańca ,wirowaliśmy pewnie. Caroline co jakiś czas gięła się w zmysłowych pozach. Ta dziewczyna wprost doprowadzała mnie do szaleństwa. Obróciłem ją gwałtownie i przycisnąłem jej plecy do mojej klatki piersiowej. Nie przewidziałem jednak ,że jej pośladki znajdą się równie blisko mnie. W ten oto sposób torturowałem samego siebie. Objąłem ją mocno w talii ,splatając dłonie na jej brzuchu aby mi nie uciekła. O dziwo nie protestowała ,a nawet wyciągnęła rękę obejmując mój kark. Pochyliłem głowę ,a gdy szeptałem. Delikatnie ocierałem ustami o jej ucho.
-Czy już mówiłem jak niemądrze postąpiłaś przychodząc tutaj mając za ochronę jedynie moją siostrę ?
-Coś wspominałeś.-usłyszałem jej zdławiony głos.
-Nie licząc się z konsekwencjami swego czynu.- kontynuowałem.
-Jak widzisz nic mi się nie stało ,jestem cała i zdrowa.
-Ale mogło.
-Klaus, nie chcę się sprzeczać o coś co się nie wydarzyło.- jakby na potwierdzenie swych słów kilka razy przesunęła ręką w górę i w dół po moim karku, a była to czynność tak delikatna ,że wprawiła mnie w lekkie dreszcze.
Zmrużyłem oczy wciągając nozdrzami jej słodką kwiatową woń i napawałem się nią do chwili aż muzyka nie ucichła i nie zaczęły lecieć wolniejsze nuty. Niechętnie rozluźniłem stalowy uścisk i wyprostowałem przygotowując się na to ,że dziewczyna wyrwie się z mych objęć i popędzi w siną dal. Jednak i tym razem mój słodki kwiatuszek mnie zdumiał.
Zamiast uciec ,odwróciła się twarzą do mnie zarzucając mi ręce na ramiona.
-Nawet nie wiesz kochana, jaki jestem uradowany twoją reakcją.
-Nie wiem o czym mówisz. Chciałam jedynie jeszcze trochę potańczyć. -jakby na zawołanie z głośników popłynęła wolna, stonowana piosenka.Uśmiechnąłem się czarująco i objąłem ją w talii ,skracając odległość między nami do minimum.
-Skoro tak ładnie prosisz. Prawdziwy gentleman nigdy nie odmawia damie.
-Nie jestem damą.
-Ani ja gentlemanem.
CAROLINE
W jednej chwili z nim tańczyłam bawiąc się króciutkimi loczkami na jego karku a w drugiej już pochylał głowę do pocałunku. Nie wiedziałam jak delikatnie odmówić i się wykręcić.
-Klaus...
-Nie martw się, kochana. Nie zrobiłbym niczego wbrew twej woli. Pamiętasz co ci kiedyś powiedziałem?
-Co?
-Zaczekam ,aż sama do mnie przyjdziesz.- uśmiechnął się łobuzersko ,a mnie zalała fala wspomnień oraz pamiętnego,cudownie namiętnego pocałunku w szyję.
-Ach, tak. Byłeś wtedy nie mniej pewny siebie niż teraz.-powiedziałam chcąc odgonić ogarniające mnie zewsząd pożądanie.
-No cóż. Nie mam nic na swoją obronę.
W tym momencie muzyka się skończyła.
-Choćmy lepiej poszukać Rebeki.
-Zapewne już się niecierpliwi i szykuje mi solidną reprymendę.
-A niby za co?
-Za uprowadzenie i przetrzymanie na parkiecie jej ulubionej przyjaciółki od babskich plot.
-Yhm. Gdybyś był człowiekiem pewnie już szykowałaby dla ciebie szubienicę.
-To nie byłoby w stylu Rebeki. Ona wolałaby najpierw torturować.
-Zupełnie jak jej brat.
Idąc cały czas się za nią rozglądaliśmy, dopóki nie znaleźliśmy się przy naszym stoliku. Stał przy nim jakiś chłopak o pustym wzroku. Nagle spytał.
-Ty jesteś Caroline?
Klaus momentalnie znalazł się przy mnie jakby chcąc chronić przed całym światem.
-Tak, a kim jesteś? -spytałam podejrzliwie.
-Spokojnie ,kochana. Jest zahipnotyzowany.
-Jakaś blondynka kazała mi to przekazać tobie.- powiedział wyciągając z kieszeni serwetkę i nie zwracając na Klausa najmniejszej uwagi.
Delikatnie rozłożyłam ją jakby miała zaraz wybuchnąć, oczywiście pod czujnym okiem hybrydy. Na przedmiocie widniał napis zrobiony czerwoną szminką. Ktoś najwyraźniej się śpieszył.
"Caroline wybacz ,że to piszę i przekazuję w ten sposób ale widziałam,że tańczysz i nie chciałam wam przeszkadzać. Nie wiem jak to ująć w słowa więc powiem w prost. Mogłabyś nie wracać dziś na noc do naszego pokoju? Z góry dzięki, obiecuję, że jakoś ci to wynagrodzę. Rebekah"
-Niech zgadnę, moja mała siostra przeprasza ,że pięć minut temu wyszła stąd razem z rozprówaczem.
-Prawie. Właśnie zostałam bez dachu nad głową. Czytaj. -podałam mu kartkę.
Uważnie czytał kolejne wersy tekstu aż pod koniec szeroko się uśmiechnął. Złożył wiadomość i mi oddał.
-Zastanawiam się co zamierzasz uczynić w takiej sytuacji Caroline.
-Szczerze?-kiwnął potakująco głową- Iść do hotelu.
-Albo możesz przenocować u mnie.
-Chyba jednak wolę hotel.
-Daj spokój Caroline. Przyśpieszysz przeprowadzkę zaledwie o kilka godzin.
W jego słowach było sporo racji ,ale nie mogłam mu tak łatwo ulec.
-Idę do hotelu czy ci się to podoba czy nie.
-Nie podoba!
-Trudno.Twój problem. -Zabrałam torebkę i skierowałam się do wyjścia. Przy drzwiach stanął mi na drodze zupełnie odmieniony Klaus.
-Pozwól ,że cię odwiozę.-powiedział z tajemniczym uśmieszkiem na ustach.
W sumie co mi szkodzi.
-Okey. Na to mogę się zgodzić.-uśmiechnęłam się lekko.
Poprowadził mnie do czarnego BMW od strony pasażera ,a sam zajął miejsce kierowcy. Przez kilka minut jechaliśmy w ciepłej atmosferze.
-To tutaj, skręć w lewo.
Lecz zamiast tego on wcisnął pedał gazu do końca posyłając mi przelotne spojrzenie lazurowych oczu, które było czymś pomiędzy rozbawieniem i zirytowaniem
-Najpierw proponujesz mi podwózkę, a gdy jesteśmy na miejscu po prostu jedziesz dalej.
-Czy ty naprawdę sądziłaś ,że pozwolę ci samej spędzić noc w jakimś hotelu?
-Tak!
-Nigdy w życiu! Zapomnij!
-Dlaczego?!
-Tyler i inni idioci tylko czekają abym cię zostawił w jakimś spokojnym, małym hoteliku.
-Boże... A mówią ,że to ja jestem pesymistką.-z westchnieniem opadłam na oparcie fotela.
-Uwierz mi. Jesteś największą optymistką jaką znam. Caroline odpuść chociaż raz. Jest już późno. Oszczędź siły na jutrzejszy dzień. Przydadzą ci się. Pomogę ci jutro z przeprowadzką jeśli chcesz.
-Poradziłabym sobie-w tym momencie spojrzał na mnie w ten swój specyficzny sposób.-Ale znając życie zechcesz mi pomóc.
-A ty nie będziesz w stanie mi odmówić.-posłał mi cudowny uśmiech.
-Niestety masz rację.
-Czekaj chyba nie dosłyszałem. Mogłabyś powtórzyć?
-Niedoczekanie twoje. Prędzej umrę ze starości niż wymówię te słowa po raz drugi. -zaśmiałam się i spostrzegłam, że właśnie auto podjeżdża pod dom hybrydy.
-Jak chcesz. Jesteśmy na miejscu.
Wjechał do garażu ,a następnie pomógł mi wysiąść z samochodu.
Później poprowadził do domu otwierając drzwi i przepuszczając przodem. Następne co ujrzałam to obrazy po obu stronach korytarza, które poprzednio tak mnie zaciekawiły.
-Ładne kopie. Sam je namalowałeś?
-Tak właściwie to są orginały.-powiedział z dłońmi za plecami.
- Niemożliwe. Przecież choćby ten obraz ,"Dama z łasiczką" jest jednym z najcenniejszych skarbów kulturowych.
-To jest orginał, a obraz ,który masz w podręczniku jest moim dziełem.
-Twoim?!
-Czyżbyś wątpiła w mój talent? To cios dla mej dumy, Caroline.
-A myślałam, że twej dumy nie da się zranić.-uśmiechnęłam się i ruszyłam dalej.
-Chodź ,zaprowadzę cię do twojego pokoju-zrównał się ze mną, idąc ramie w ramię.
-Myślałam, że będę tam gdzie ostatnio.
-To moja sypialnia, oczywiście jeśli chcesz możesz ją ze mną dzielić.
- Myślę, że masz inne równie urocze sypialnie.
-Jeśli zmienisz zdanie daj mi znać.
-Obiecuję ,że będziesz pierwszą osobą,która się o tym dowie. -słowa rzucone na wiatr, stały się swego rodzaju obietnicą ,która zawisła między nami. Resztę korytarza pokonaliśmy w ciszy.
-Tutaj będziesz spać.-Otworzył drzwi a mi się ukazał pokój ze dwa razy większy niż ten w akademiku. Był piękny. Na środku potężne łoże z ciemnego drewna,które okalał śnieżnobiały baldachim. Toaletka z wiśniowego drewna stała pod oknem, a w kominku wesoło buchał ogień. Poza szafkami nocnymi po obu stronach łóżka, stolikiem i dwoma krzesłami oraz fotelami w pokoju nie było żadnych mebli.Pomieszczenie było urządzone bogato, gustownie i stylowo.
-Mam nadzieję,że ci się podoba ,tamte drzwi -wskazał na ciemne drzwi ze srebrną gałką- prowadzą do łazienki, a tamte do garderoby.-uśmiechnął się.-Gdybyś czegoś potrzebowała moja sypialnia jest obok.
Podeszłam do niego. Nadal stał niedbale oparty o futrynę drzwi.
-Dziękuję ,Klaus. Za dzisiejszy wieczór, pomoc i ochronę. To dla mnie naprawdę wiele znaczy.-wspięłam się na palce i przyłożyłam drżące wargi do gorącego policzka Klausa i opadłam na pięty nim zdążyłam się porwać pożądaniu.
-Dla ciebie wszystko ,kiedyś powiedziałaś, że się zastanowisz nad naszą wspólną przyszłością. Czy już podjęłaś decyzję? -wzrok miał umęczony jakby ta myśl nękała go po nocach.
-Och, Klaus. Wiem co do ciebie czuję ale z drugiej strony jest...
-Tak wiem. Przeszłość, krew i śmierć.
-Mniej więcej. Nie patrz tak na mnie. Nie jestem Eleną. Potrzebuję kilku dni, nie kilkunastu czy kilkudziesięciu. Kilku.- ostatnie słowo wyszeptałam.
Pokiwał twierdząco głową na znak zgody.
-Jesteś wyjątkowa, mógłbym czekać na ciebie wieczność. Choć mam nadzieję, że nie będziesz dla mnie tak surowa.
-Mówisz jakbym była katem a ty niewolnikiem.
-Jesteś panią mego serca. Moim życiem i sensem istnienia.-westchnął i wyprostował się. Górował nade mną o głowę-Jeżeli czegoś ci brak to mów.
-Tak właściwie... A z resztą nie ważne. -rzekłam nieśmiało.
-Powiedz.- czułość po prostu biła z jego oczu.
-Ale to błahostka. Naprawdę.-uśmiechnęłam się lekko.
-A ja nalegam Caroline.
-Chodzi tylko o to,że nie mam w czym dziś spać.
-Zaraz ci coś przyniosę. -uśmiechnął się uroczo ukazując dołeczki w policzkach.
Wyszedł i po chwili wrócił z czarnym T-shirtem. -Mam nadzieję, że będzie odpowiedni.
-Jak najbardziej.
Chwilę przyglądał mi się badawczym wzrokiem.
-Pójdę już. Słodkich snów, Caroline.
-Dobranoc ,Klaus.
Wyszedł a ja w głębi serca już wiedziałam jaką odpowiedź mu dam za kilka dni zanim jeszcze drzwi się za nim zamknęły. Zabrałam podkoszulek i udałam się do łazienki.
Nalałam sobie wody do wanny i wlałam trochę cudownie pachnącego mydła w płynie. Wyjęłam z szafki ręcznik i rozebrałam się do naga. Gorąca woda okalała moje ciało przyjemniej niż jedwab.
Nie wiem ile tak siedziałam. W każdym bądź razie woda zdąrzyła już dawno wystygnąć. Cały czas rozmyślałam o Klausie. O czułych słówkach jakie mi prawił, o jego słodkich dołeczkach, pięknych oczach, silnym ciele...
Z drugiej strony każdy chłopak na początku jest słodki, uroczy i mówi że cię kocha. Nie liczą się słowa lecz czyny...
Choć czy to właśnie nie czyny Klausa tyle razy uratowały mi życie? Przecież ilekroć ktoś mnie ugryzł on rzucał wszystko i leciał mnie ratować. Pomimo tego,że sam dwa razy stał się przyczyną mych ugryzeń.
Miałam dość tych rozmyślań.
Wyszłam z wanny i osuszyłam się miękkim ręcznikiem. Naciągnęłam bluzkę czując zapach mięty ,tak bardzo przypominającej mi teraz Klausa. Podkoszulka sięgała mi ledwie za pośladki ,a rękawy prawie do łokcia. Wyszłam z łazienki doznając szoku.
Na fotelu przed kominkiem siedział Klaus. W ręce trzymał szklaneczkę z burbonem ,a w drugiej woreczek krwi.
-Pomyślałem,że jesteś głodna .
Obrzucił mnie łakomym spojrzeniem od stóp do głowy. Nagle poczułam się przy nim całkowicie naga. Mimowolnie dłonie powędrowały do bluzki aby jak najbardziej opuścić ją w dół. Dopiero wtedy jego wzrok powrócił do mej twarzy.
-Nie, dzięki. Już dziś jadłam.Nie jestem głodna.- powiedziałam bez zastanowienia oblizując dolną wargę. Niemal natychmiast Pierwotny odwzajemnił czynność.
-Tak myślałem. Pytanie pozostaje jedno. Kogo?
******************************************
Hejka :)
Przybywam do was z nowym rozdziałem. Na wstępie przepraszam ale nawał nauki. Drugą sprawą jest Kol. Bardzo chcielibyście aby tutaj się pojawił, ponieważ kolejny raz dostałam komentarz z nim związany. Niestety nie będzie tutaj paringu Daviny i Kola ponieważ jak zauważyliście Davina jest z Mike'm. A nie chcę za bardzo mieszać. Rozpisałam się więc w skrócie. Przepraszam za błędy ,jestem chora, piszę na telefonie ,poprawię jak wrócę. O Davinie i Kolu może zrobię miniaturkę. Za kilka dni ulepszę rozdział dodając gify, kolory ,linki i poprawiając błędy. Mam nadzieję ,że nie przesłodziłam z Klaroline.
Kocham was. Wasza blogerka. <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)
