piątek, 18 lipca 2014

SPAM

Witajcie :D
Zauważyłam ,że sporo osób komentujących mojego bloga pod opiniom dodaje link do swojego własnego bloga. Dlatego aby nie spamować utworzyłam tą podstronę abyście swobodnie mogli tutaj dodawać namiary na swojego bloga wiedząc ,że te komentarze nie zostaną usunięte. Ja również z chęcią poczytam wasze blogi ponieważ teraz z racji wakacji nie mam co robić i mi się nudzi. Więc zapraszam was do podzielenia się waszymi opowiadaniami i historiami blogowymi.



sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 13 "Wspólna nauka"


CAROLINE

Dzień zaczął się dla mnie wyjątkowo wcześnie i wyjątkowo radośnie. Jak nigdy zerwałam się z łóżka z entuzjazmem i szerokim uśmiechem na ustach. Spojrzałam na sąsiednie łóżko. Bekah spała w najlepsze zakopana pod kołdrą. Nie wiem dokładnie czemu byłam taka szczęśliwa. Czy to z powodu pięknego słonecznego dnia czy może dlatego , że Rebekah opowie mi dziś o tych wszystkich ciekawych osobach spotkanych na przestrzeni wieków. 
Poszłam do łazienki i doprowadziłam się do porządku.Uczesałam włosy,nałożyłam na twarz podkład , na rzęsy tusz , a na oczy eyeliner. Aby podkreślić delikatnie usta użyłam malinowego błyszczyka.Na koniec użyłam moich ulubionych perfum .Ubrałam się w czarną skórkową spódnicę i prostą ,kremową bluzkę z rękawem 3/4.Na nogi założyłam klasyczne czarne balerinki.Po wyjściu z łazienki zauważyłam Rebekę siedzącą na łóżku i patrzącą na mnie z niedowierzaniem. 
- Stało się coś? - spytałam. 
- Właśnie miałam cię spytać o to samo. Zwykle potrzeba było całego poligonu wojskowego żeby cię zwlec z łóżka a dziś nie dość , że sama wstałaś to w dodatku cała promieniejesz. 
- Oj nie przesadzaj. Piękna dziś pogoda. Słońce świeci , ptaszki ćwierkają , a kwiatki kwitną czego chcieć więcej? - rzekłam z entuzjazmem. 
- No dobra...- powiedziała powoli i spojrzała na mnie podejrzliwie.- Kim jesteś i co zrobiłaś z moją współlokatorką? - wskazała na mnie palcem. 
- Ha! Ha! Ha! -powiedziałam bez cienia entuzjazmu.-Skończyłaś?! 
-Jesteś chora? Już wiem! Pewnie znowu wilk cię ugryzł!
- Raczej bym pamiętała.Czy tak trudno uwierzyć , że dobrze zaczynam dzień? Halo? Bekah to ja ...Caro... -próbowałam ukryć uśmiech.   
- Dobra! Powiedzmy , że ci wierzę.-obydwie się zaśmiałyśmy. 
-O której zaczynasz zajęcia? 
- O dziewiątej. 
Spojrzałam na zegarek , który wskazywał 8:11. 
-Mamy jeszcze niecałą godzinę więc co powiesz na śniadanie. 
-Brzmi świetnie . Pójdę się ubrać i ci pomogę . 
-Ok. Co powiesz na naleśniki? 
-Super. Uwielbiam naleśniki. - powiedziała wchodząc do łazienki z kosmetyczką i stosikiem przygotowanych wcześniej ubrań.
W tym czasie ja przygotowałam ciasto i rozgrzałam olej na patelni.Jak każdy pokój akademicki był wyposażony w niewielką lodówkę , kuchenkę , mały blat i zlew. 
W chwili gdy weszła Bekah ja właśnie kończyłam smażyć ostatniego naleśnika. 
-Miałaś na mnie zaczekać aż wyjdę a wtedy bym ci pomogła.- powiedziała oburzona. 
-Wiesz , która godzina? - wskazałam głową na zegarek stojący na komodzie.Była 8:40.
- Już ta?O cholera!
- Jak chcesz mi pomóc to możesz umyć miskę .- wskazałam na zlew. 
Wampirzyca zajęła się zmywaniem a ja w tym czasie wyłożyłam usmażone i przełożone dżemem jagodowym naleśniki na dwa białe talerze. Na koniec troszeczkę posypałam je cukrem pudrem. Następnie do dwóch wysokich szklanek wlałam krew grupy A Rh+. 
Już po chwili zasiadłyśmy do jedzenia.Naleśniki wyszły mi wprost idealnie.Dokładnie taki jakie lubię w środku puszyste, a z brzegu chrupiące. Za to krew miała słodko kwaśny smak. 
-Mmm,Care. Te naleśniki są cudowne.Dawno takich nie jadłam. Nawet nie wiedziałam , że umiesz gotować. 
-No wiesz . Jak się ma matkę która całe dnie spędza w pracy to tak jest. Po pewnym czasie kanapki robią się nudne.Za  to ojciec już dawno mnie opuścił . W dodatku umarł jakieś pół roku temu. 
-Pewnie było ci ciężko. Jeśli cię to pocieszy to moi rodzice też nie są idealni. Ojciec bez wahania nas zabił tym samym zamieniając nas w wampiry. Tylko po to by przez następne 1000 lat nas ścigać w celu zgładzenia . Matka, Ester nawet po śmierci nie daje nam spokoju. Często pojawia się w snach. Ale nie byle jakich snach. Gdy już wpływa do naszych snów to sprawuje nam takie koszmary , że czasami przez tydzień nie mogę się pozbierać. 
-A myślałam , że to ja mam okropnych rodziców. 
-Taa, są wprost cudowni. Nie chcę nic mówić ale jak zaraz nie wyjdziemy z domu to znowu się spóźnimy. 
Spojrzałam na zegarek. Zostało nam 5 minut do zajęć. Włożyłam puste talerze do zlewu i szybko umyłam. 
-No chodź już . - popędzała mnie Bekah. 
-Ok. Tylko nie zapomnij , że dziś dajesz mi te korki z historii. -powiedziałam uśmiechając się i zamykając drzwi od pokoju. 
-Jasne .Nie zapomnę. 

REBEKAH.

Pędziłam właśnie na pierwszą lekcję gdy nagle poczółam czyjeś stalowe ręce oplatające mój brzuch. Momentalnie odwróciłam głowę w tamtym kierunku. 
-Stefan! -rzuciłam się na szyję mojemu chłopakowi po to by następnie obdarować do namiętnym pocałunkiem. 
-To ja nie przeszkadzam. -powiedziała Caro , która zaczęła się powoli oddalać w kierunku uczelni. -Do zobaczenia później Bekah. 
Nic nie odpowiedziałam bo Stef zamknął mi usta pocałunkiem. 
-Kochanie ja też z chęcią bym tak stała nawet wieczność ale niestety szara rzeczywistość każe nam iść na zajęcia. 
-Nic z tego.-uśmiechnął się łobuzersko.
-Jak to? 
-Porywam cię. 
-Gdzie? 
-Jak ci powiem to już nie będzie porwanie. -uśmiech nie znikał z jego twarzy. 
-No dobra .Niech ci będzie. Jeden dzień chyba nie zrobi mi różnicy w nauce. 
-Wspominałem o kilku dniach? 
-Ilu ?
-7. 
-Tydzień?! To za dużo!
-No dobra co powiesz na kompromis? 4 dni?
-A co mi tam . Małe wakacje jeszcze nikomu nie zaszkodziły. 
-Takie podejście kocham w tobie najbardziej. 
-Muszę spakować kilka rzeczy. 
-Jasne. Ja już jestem spakowany. Pójdę po samochód a ty w tym czasie się spakujesz. Co ty na to? Za kwadrans u ciebie będę. 
-Kwadrans?! Nie wyrobię się w 15 minut. 
-Kobiety -mrugnął pod nosem idąc w stronę parkingu.
-Słyszałam! -krzyknęłam za nim. 
Ludzkim tempem udałam się do pokoju w głowie snując domysły dotyczące wyjazdu.W pokoju użyłam wszelkich zalet wampiryzmu podczas pakowania. Wzięłam małą podręczna walizeczkę. Ponieważ Ostatnio było ciepło więc wzięłam sporo przewiewnych sukienek, krótkie spódniczki i w ciul dużo bluzek na ramiączkach. 
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. 
-Skarbie wspominałem , że jedziemy tylko na cztery DNI a nie LATA? -powiedział dobitnie spoglądając na moją walizkę. 
-Nie wiem gdzie mnie zabierasz więc muszę być przygotowana na każdą możliwość.
-Mam nadzieję ,że znajdzie się gdzieś tam jakiś strój kąpielowy. -po chwili na jego ustach zagościł chytry uśmieszek-Choć jak dla mnie to możesz pływać toples. 
-Aha czyli będzie tam basen?-spytałam przebiegle.
-Tego nie powiedziałem.
-Ale będzie mi potrzebny strój kąpielowy. Czyli , że będzie tam woda. 
-Kochanie daj spokój za kilka godzin wszystkiego się dowiesz.
-Niech ci będzie.-ugięłam się pod jego zielonymi oczami. 
-Gotowa? 
-Prawie -wyjęłam z komody czerwony dwuczęściowy strój kąpielowy i wrzuciłam go do walizki. -Już!
Salvatore zabrał moją walizkę i już po chwili wrzucił ją do bagażnika swojego czerwonego, zabytkowego auta. 
Przez całą drogę poddawałam go torturom czyli szeptałam mu czułe słówka do ucha, głaskałam go po kolanie , a on uparcie nie chciał mi zdradzić dokąd mnie zabiera.    
Wreszcie po kilku godzinach drogi dotarliśmy do małego,uroczego,drewnianego domku na skraju jeziora .Tuż obok było spore jezioro z malutkim wodospadem. 
-I jak ci się podoba? 
-Jeszcze się pytasz?-spytałam na niego ze zdziwieniem .-Tu jest cudownie. 
-Wiedziałem ,że ci się spodoba.
Oprowadził mnie po domku , nie takim małym jak mi się na pierwszy  rzut oka wydawało. Pokazał mi okolicę i opowiedział o tym , że ten dom jest w jego rodzinie od wieków. Co dziwne domek wyglądał na zupełnie nowy. Na tę uwagę się zaśmiał i wyjaśnił ,że mieszkał w nim jego wuj Zach ,ale później przeprowadził się do Mistic Falls ,a następnie zabił go Damon. Było to jakieś dwa  lata temu i już przebolał stratę. Po udanym spacerze po lesie poszłam się rozpakować . Gdy skończyłam było już późno i przypomniałam sobie  jednej bardzo ważnej rzeczy. Mianowicie o tym , że miałam pomóc Caroline w nauce. 
-Stało się coś?-spytał czule chłopak i w jednej sekundzie znalazł się przy mnie.
-Miałam dziś dać Caroline coś w rodzaju korepetycji. 
-Z czego? 
-Z historii a z czego by inaczej. Tylko od wampira dowiesz się tego czego nie znajdziesz w książce . 
-To zadzwoń do Klausa. Przecież jest od ciebie starszy. Więcej ją nauczy. A poza tym ma wprawę w nauczaniu. Robi to od niecałych dwóch miesięcy. 
-Już widzę jak mi pomaga.-prychnęłam.
-Może warto przynajmniej spróbować?
-Masz rację .Kto pyta nie błądzi.-rzekłam po chwili zastanowienia i wyjęłam telefon z kieszeni. 

KLAUS

Oglądałem mistrzostwa świata w piłkę nożną i popijałem piwo gdy zadzwonił telefon.Spojrzałem na wyświetlacz. "REBEKAH" .Oczywiście. Moja upierdliwa młodsza siostrzyczka zawsze dzwoni w najmniej odpowiednim czasie. Lepiej aby miała dobry powód. 
-Rebekah.-powiedziałem z udawaną radością. -Jak zwykle masz idealne wyczucie czasu. 
-Witaj mój ukochany, najmądrzejszy i najwspanialszy bracie.
-Czego chcesz? -zawsze mi zbytnio słodziła jak czegoś chciała.
-Wspominałam ,że jesteś wielce przystojny? 
-Do rzeczy .Oglądam mecz. 
-No więc ...-powiedziała niepewnie. 
-Szybciej! Jestem zajęty. 
- Obiecałam Caroline, że ją dziś pouczę trochę z historii. Poopowiadam trochę jak to kiedyś było. Wiesz nic trudnego.Trochę o sztuce, trochę o pisarzach, malarzach i innych znanych osobach.Tylko że.. Sprawy się trochę pokomplikowały i całkowicie o tym zapomniałam.Teraz jestem daleko od Dark Hill razem ze Stefanem i wrócę dopiero za cztery dni. 
-Co ja mam z tym wspólnego? 
-Pomógłbyś mi i dał Caroline korepetycje? Wiesz to nic trudnego powiesz trochę o obrazach , muzyce...Zawsze się tym interesowałeś i to w dodatku o wiele bardziej niż ja. Ja mogłabym jej godzinami opowiadać o modzie w tamtych czasach. Doskonale pamiętam jakie wzory i kolory były modne w danym wieku.-mówiła z prędkością światła.- Więc jak? Pomożesz mi?-spytała nieśmiało. 
Dwa razy nie trzeba było się pytać. Sam na sam z Caroline w pustym pokoju przez kilka godzin.
-Pomogę ci. Kiedy mam się u niej zjawić? 
-Tak szczerze to już... -rzekła niepewnie. -jesteś spóźniony. 
-Dobra. Już jadę. 
-Dzięki Nik. Jesteś najlepszym bratem pod słońcem. 
-No przecież się zgodziłem .Nie musisz mi już tak słodzić. 
-Mówię szczerze.-wybuchła śmiechem. 
-Dobra kończę bo przecież już jestem spóźniony.Cześć.
-Dzięki.Pa.Mam u ciebie dług wdzięczności.- powiedziała i się rozłączyła. 
Wyłączyłem mecz , który nagle stał się mało interesujący i poszedłem do łazienki poprawić wygląd. Na koniec spryskałem się perfumami znanej marki. Następnie zszedłem do piwnicy w której miałem niewielką winiarnię.Wyjąłem z niej Cabernet Sauvignon. (wino francuskie) 
Chwyciłem klucze do auta oraz kurtkę po czym wybiegłem z domu 
Już po chwili byłem w akademiku pod drzwiami ukochanej.

CAROLINE

Zaraz po szkole poszłam do sklepu i zrobiłam małe zakupy. Kupiłam dwa łososie ,kilka produktów potrzebnych do przyrządzenia ryb, oraz dwie butelki wina.Jedno niemieckie a drugie włoskie.Nie znam się na winach ale mam nadzieję , że będzie jej smakować.Zdałam się na sprzedawcę , który ze stoickim spokojem wysłuchiwał mnie i tłumaczył które wino podać najpierw. Mam nadzieję ,że będą warte swojej ceny i ,że sprzedawca mnie nie naciągnął. Chciałam jej podziękować za pomoc w nauce i po prostu spędzić z nią miło trochę czasu. Nawet nie zauważyłam kiedy się z nią zaprzyjaźniłam. Na chwilę obecną była mi bliższa niż Elena czy Bonnie kiedykolwiek. Od czasu kiedy rozmawiałyśmy o rodzicach stała mi się jeszcze bliższa . Coś w rodzaju zaginionej siostry. 
Gdy tylko wróciłam do domu zaczęłam przygotowywać ryby według przepisu mojej mamy. Co  prawda rzadko gotowała i praktycznie więcej jej nie było w domu niż była ale jak już gotowała to lepiej niż ktokolwiek kogo znam.Każde jej danie było dziełem sztuki.
Spojrzałam na zegarek. Było już późno a Rebekah nadal się nie zjawiła.
Odkąd zostawiłam Bekę na parkingu ze Stefanem w ogóle nie widziałam jej w szkole. Mało tego . Powinna skończyć zajęcia już dawno temu a jeszcze jej nie ma. W dodatku nie odbiera moich telefonów. Początkowo byłam wściekła , że nie odbiera moich telefonów bo myślałam , że mnie po prostu olewa. Ale teraz zaczynam się o nią martwić. A co jeśli ktoś ją zaatakował? Wiem , że jest prawie ,że nie do zabicia ale zawsze ktoś mógł ją złapać i teraz torturować. 
Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. 
 -Witaj Caroline.-po drugiej stronie stał Klaus. W ręce trzymał jakieś na prawdę stare wino.Poznałam to bo było zapieczętowane woskiem , a etykieta na butelce odrobinę zżółkła.  
-Jeśli przyszedłeś do Rebeki to wiedz , że jej  nie ma. 
-Wiem dzwoniła do mnie. Mogę wejść?
-Jak to dzwoniła do ciebie? A ode mnie to nie raczy odebrać! -po chwili wahania wpuściłam go do środka. -Gdzie ona jest?
-Powiedzmy ,że zajęta z młodym Salvatorem.
-Kolejna przyjaciółka olewa mnie dla jednego z braci.-powiedziałam mając na myśli Elenę , która nieraz wymigiwała się od spotkania przez Damona. -Super !Po prostu super! A co ty tak właściwie tu robisz Klaus? - spojrzałam na niego wyczekująco.
-Zastępuję siostrę. Podobno miła ci pomóc w nauce.- Uśmiechnął się uroczo. Czekaj! Caroline ! Czy ty właśnie pomyślałaś , że Klaus jest uroczy?! Ogarnij się dziewczyno! 
-Nie musisz . Pomoże mi jak wróci. 
-Oj daj spokój , kochana.Mogę ci pomóc o wiele bardziej niż moja siostra. Ona przez setki lat nie robiła oprócz latania na zakupy oraz bale. A poza tym połowę XIX wieku przeleżała w trumnie ze sztyletem w sercu. 
-No dobra .Rozgość się.Jesteś głodny? spytałam . Skoro nie ma Beki to jedzenie przecież nie może się zmarnować. 
-Trochę a co? Trzymasz w szafie uroczą studentkę na wszelki wypadek. -zakpił.
-Uważaj bo do twojej porcji dodam werbenę. -powiedziałam podchodząc do kuchenki i wykładając łososia w sosie cytrynowym na dwa talerze.
-Pomóc ci jakoś? -poczułam ciepły oddech na karku. 
Odwróciłam się co okazało się ogromnym błędem gdyż wpadłam na jego tors.Uśmiechał się w ten najseksowniejszy , łobuzerski sposób.Moje ciało przeszedł dziwnie przyjemny dreszcz. Poczułam jego zniewalająco seksowny i niezwykle męski zapach. Starałam się myśleć racjonalnie . 
- Możesz otworzyć wino jeśli chcesz mi pomóc.- Wskazałam na włoskie wino. 
Odszedł dwa metry i chwycił wino z zadowoleniem. 
-Prosecco. Ostatni raz piłem je we Włoszech jakieś 300 lat temu. Gdzie kieliszki? 
-W szafce koło ciebie. -wskazałam ręką. A następnie zaniosłam gotowe dania do stołu. -Korkociąg znajdziesz w szufladzie pod blatem. 
W odpowiedzi Klaus uśmiechnął się przebiegle i jedną ręką wyjął korek z butelki a następnie napełnił kieliszki. Ja do tej pory tak całkowicie nie mogę się przyzwyczaić do swojej siły i używam otwieracza do piwa albo korkociągu do butelek. 
Po chwili już siedzieliśmy przy małym drewnianym stoliku i rozmawialiśmy jak to się mówi o wszystkim i o niczym . Po skończonym posiłku byłam najedzona (choć wiadomo nie zaspokoiło to mojego prawdziwego głodu ponieważ w rybie nie było nawet odrobiny krwi) , a butelka po winie była pusta. 
-Muszę przyznać łosoś był wyśmienity. Dawno takiego nie jadłem . Musisz mi dać namiary na kucharkę . 
-Dzięki . Starałam się jak mogłam. - powiedziałam nieśmiało i spuściłam głowę chcąc ukryć rumieńce oblewające moje policzki. 
- Ty to ugotowałaś? - spytał zaintrygowany. - Za każdym razem odkąd cię spotkałem coraz bardziej mnie zaskakujesz panno Forbes. 
-Przestań bo czuję się jak na jednym z twoich wykładów. - nie potrafiłam ukryć uśmiechu. 
- A skoro mowa o wykładach to co chcesz wiedzieć o przeszłości? Rebekah poprosiła mnie abym ją zastąpił więc pytaj. 
- To może na początek ... Znałeś jakiś sławnych ludzi? Szekspir, Da Vinci ,Mickiewicz...?-wymieniałam.
-Znałem ich wszystkich.
-Taa! Żartujesz! -oniemiałam. -Czy to prawda ,że Da Vinci był gejem? 
-Tak, owszem. Swego czasu przystawiał się do mnie ale w końcu powiedziałem mu , że jestem całkowitym heteroseksualistą i się ode mnie od czepił . Pozostaliśmy dobrymi przyjaciółmi do czasu jego śmierci. 
Momentalnie wyobraziłam sobie Pierwotnego z tym wielkim poetą... Nie wytrzymałam . Z resztą O czym ty myślisz Caroline ! -skarciłam się w myślach. 
- Muszę się napić . - wstałam  od stołu. - Chcesz wina? 
-Tak, dziękuję. - Po chwili pojawił się obok mnie i wziął ode mnie butelkę zapewne widząc moje nieudolne próby otworzenia jej. - Ja to zrobię a ty usiądź. - włożyłam brudne talerze do zlewu i usiadłam na moim złożonym łóżku , które teraz pełniło rolę kanapy. Domyślałam się , że mój gość ma sporo ciekawych i zapewne kontrowersyjnych ciekawostek w zanadrzu. Po chwili usiadł koło mnie i podał mi kieliszek czerwonego wina. 
-Jaki był Szekspir? - spytałam.
-Trochę nieokrzesany , chwilami wredny i humorzasty ale dla przyjaciół miły ,pomocny i zawsze mogłem na niego liczyć w każdej chwili. 
- A Picasso? Jego też znałeś? 
- Szczerze mówiąc to słabo. Jak zapewne wiesz malował on abstrakcję . Wtedy był to nowy styl malarski powszechnie gnębiony. Jego obrazy nie byłe wpuszczane do galerii ponieważ nie podobały się właścicielom budynku.Tak więc malarze abstrakcji pokazywali swoje dzieła na ulicy. Kilka razy widziałem go na jednej z takich ulic i nawet kupiłem kilka jego obrazów można by powiedzieć ,że za bezcen. Rebekah początkowo śmiała się , że po co mi takie śmieci. Mówiła ,że wyrzuciłem pieniądze w błoto . Kilkaset lat później to ja się z niej śmiałem gdy te same obrazy uzyskały wartość kilkunastu milionów dolarów.Teraz pewnie będą jeszcze droższe ale nie zamierzam ich nigdy sprzedawać choćby  tylko z tego powodu aby denerwować siostrzyczkę.Kiedyś nawet zagroziła ,że jak go nie sprzedam to sama go porwie na maleńkie kawałeczki. 
- I co zrobiłeś? - spytałam co chwilę pijąc wino a on co chwila dolewał sobie i mi. 
-To co zwykle. Zasztyletowałem ją na 50 lat.
-Za co?!
-Groziła mi. Musiałem jej pokazać ,że mi się nie rozkazuje. 
-Jesteś niemożliwy. -przewróciłam oczami. -A co z Drakulą? Prawda czy mit? 
-Trochę prawdy trochę mitu. Drakula miał przydomek Palikov ponieważ był znany z krwawych rzezi. Wziął za żonę pyskatą i rozpieszczoną Anastazję . Było to małżeństwo zawarte tylko w celu politycznym. Kilka lat później spotkał Katarzynę w której się zakochał i miał z nią piątkę dzieci. Przeciwnicy Drakuli postanowili się na nim zemścić i w pierwszej kolejności zabili jego kochankę , a żona nie chcąc dostać się w ich ręce skoczyła z wierzy. Trochę głupie jak dla mnie gdyż tamci mogliby ją wziąć w niewolę a tak wybrała pewną śmierć. No cóż nie należała do najmądrzejszych to fakt. Drakula poprosił mnie abym zmienił go w wampira... 
-A więc to prawda! -wykrzyknęłam radośnie przerywając mu opowieść. -On na serio był wampirem! 
-Tak, ale nie długo . Przez jego krwawe czyny zaczął zwracać na siebie uwagę. Ludzie zaczęli plotkować. Powstawały legendy. Kazałem mu wyjechać, porzucić zemstę i się ukryć ale on nie chciał słuchać więc musiałem go zabić. Tak oto sławny hrabia Drakula przeszedł do legend. 
- Wow, Zawsze myślałam ,że hrabia Drakula jest tylko książkową postacią. 
-W każdej legendzie jest ziarenko prawdy. - podczas jego opowiadania dopiliśmy drugą butelkę wina. - A teraz coś specjalnego. -wstał i podszedł do stolika na którym stała przyniesiona przez niego tajemnicza butelka. Następnie  wyjął korek aby trunek trochę pooddychał i wyjął z szafki dwa czyste kieliszki. Od razu w moje nozdrza uderzył przepiękny bukiet bzu , zielonych winogron i innych cudownych roślin. 
Już po chwili Klaus siedział obok mnie, a ja trzymałam kieliszek napełniony dosyć gęstym bursztynowym płynem.
- Napij się i powiedz mi co czujesz. - nakazał i upił łyka ze swojego kieliszka. 
Gdy tylko wino znalazło się w moich ustach poczułam ...nawet nie wiem jak to opisać . Szczęście , rozkosz, niewyobrażalną radość. Nigdy w życiu nie piłam czegoś takiego. 
-Sądząc po twojej minie stwierdzam ,że ci smakuje. - odparł ze śmiechem i opróżnił kieliszek, a następnie nalał sobie dolewkę przepysznego trunku.
-Jakby wszystkie owoce świata zawarte były w jednej butelce. -powiedziałam rozmarzona. 
-Trzymam w piwnicy kilka win na szczególne okazje. 
- Szczególne okazje? A co to za okazja? 
- Wspominanie starych dobrych czasów. 
- Klaus? 
-Hmm? 
- Ile lat ma to wino? 
"Uwierz mi . To jedno z ..."
-Jakieś dwieście. - odparł beznamiętnie.- Może trochę więcej. 
-To chyba najstarsze wino na świecie. 
-Uwierz mi .-rzekł ze śmiechem- To jedno z najmłodszych win jakie mam w mojej kolekcji. 
-Aż się boję zapytać ile lat ma najstarsze- powiedziałam z udawanym przejęciem. 
- Dokładnie tyle lat co ja.W średniowieczu panował zwyczaj , że za każdym razem gdy rodziło się dziecko zostawiało się jedną butelkę wina tylko po to aby po śmierci tego człowieka wypić tą butelkę. Całe moje rodzeństwo wypiło swoje butelki trunku w dniu przemiany w wampira a ja swoją zachowałem. 
-Czekasz na koniec Świata? Bo na śmierć nie możesz raczej liczyć.
-Nie wierzę w koniec świata. -spojrzał na zegarek. -Późno już. Muszę się zbierać.
 Odprowadziłam go do wyjścia.
- Do zobaczenia jutro Caroline. Pamiętaj o moich zajęciach. 
-Postaram się nie spóźnić. 
- Taa , jasne .Już to widzę. To będzie sensacja. Napiszą o tobie w gazetce szkolnej.Już widzę nagłówki  Caroline Forbes : Przyszła na czas. -wyciągnął rękę i gestykulował każde słowo jakby był redaktorem gazety. Naśmiewał się ze mnie więc postanowiłam go ukarać .Wyciągnęłam palec i szybkim ruchem wbiłam mu w brzuch. - Ała , a to za co? 
"Oj no dobrze przepraszam."
-Dobrze wiesz za co!- próbowałam być zła albo chociaż udawać oburzoną jednak z marnym skutkiem. 
-Oj no dobrze. Przepraszam. 

- Powiedzmy ,że ci wybaczam.- ugięłam się pod jego pięknymi, niebieskimi oczami. Co jak co mogłam się na niego złościć latami ale musiałam to przyznać. Klaus ma zniewalające oczy.
-Dobranoc, kochana. - chwycił z wieszaka skórzaną kurtkę i założył ją na siebie. 
-Dobranoc Klaus. - Działając pod wpływem trzech butelek wina i tym samym nie myśląc w pełni racjonalnie ( a przynajmniej tak to sobie później tłumaczyłam) . Stanęłam na palcach i pocałowałam Klausa w policzek. Patrzył się na mnie tymi swoimi pięknymi oczami , a ja  hardo nie pozwoliłam sobie na nieśmiałość i na spuszczenie wzroku. Dzielnie wytrzymywałam jego spojrzenie. - Dziękuję za korepetycje. 
Po chwili która wydawała mi się trwać wieczność a w rzeczywistości trwała zaledwie kilka sekund Pierwotny pochylił głowę i musnął mój policzek swoimi pełnymi rozgrzanymi wargami.

Jednak zaraz po tym jak je oderwał od mojego policzka przystawił je do mojego ucha i wyszeptał.
- Dziękuję za cudowną kolację. Słodkich snów , kochana. - przy ostatnim słowie głos mu się zmienił ze zwykłego szeptu w bardziej intymny , jakby mówił do kochanki. 
Następnie wyprostował się i wyszedł zamykając za sobą drzwi. 
Stałam tak jeszcze przez chwilę i myślałam nad tym co się przed chwilą wydarzyło. Jego pocałunek był niezwykły. Był jednocześnie delikatny i niewinny jednak  równocześnie gorący i seksowny. Miał coś w sobie takiego ,że aż zakręciło mi się w głowie. 
Co się z tobą dzieje Caroline?! Ciągle to samo pytanie chodziło mi po głowie. Weź się dziewczyno w końcu ogarnij!  

  
   
  
 Witam wszystkich bardzo serdecznie w ten jakże piękny , pochmurny deszczowy dzień. 
A tak szczerze . Czy tylko ja mam dość tej ulewy? Nie wiem jak u was ale u mnie leje jak z cebra przez co w nocy nie mogłam spać i pisałam ten oto rozdział. Co o nim sądzicie? Wreszcie akcja powoli się rozkręca. Mam nadzieję ,że zbytnio was nie zanudziłam. Tak na marginesie to jest  chyba mój najdłuższy rozdział. A tak w ogóle to zauważyliście jaki Beka i Caro muszą mieć wielki pokój w tym akademiku? Aha i jeszcze jedno. Chciałam was bardzo przeprosić za to ,że do ich pokoju ciągle dodaję jakieś nowe meble ,ale wczoraj wpadłam na pomysł aby Caro coś ugotowała. 
Jeszcze jedno. Zaczęłam nazywać rozdziały. Na razie tak na próbę . Nie wiem co z tego wyniknie ale z czasem się dowiemy. 
Z góry przepraszam za wszelkie usterki i błędy. Nie wiem czy mówiłam ale to jest mój pierwszy blog i nie mam wprawy. Nawet nie wiem czy go skończę bo tak na prawdę to czasami mam wątpliwości czy go nie usunąć i nie zająć się nauką.  
Ale się rozpisałam więc teraz krótko. 
Życzę wszystkim słońca , ciepła , udanych wakacji oraz dla tych którzy mają poprawki w sierpniu aby je celująco zdali. 
Do zobaczenia za tydzień . Caroline Mikaelson :) 
CZYTASZ = SKOMENTUJ
   

czwartek, 10 lipca 2014

Zmiany.

Jak wam się podobają zmiany dotyczące wyglądu bloga? Który jest lepszy ? Ten czy wcześniejszy? Piszcie SZCZERE opinie. 

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 12.

CAROLINE

Weszłam do sali jak zwykle spóźniona. Zauważyłam Tony'ego siedzącego w kącie sali.Był wyraźnie znudzony , jakby zaraz miał usnąć. Niedbale opierał głowę na zgiętej w łokciu ręce.
Na mój widok uniósł smętny wzrok i patrzył się na mnie uważnie do chwili gdy usiadłam w ławce. Jakby przez te parę metrów mogłoby mi się coś stać . 
Kilka godzin później. 
Na serio to był najnudniejszy wykład jaki w życiu słyszałam. Już nawet matka daje mi ciekawsze kazania gdy wracam późno do domu kompletnie zalana po udanej imprezie . W dodatku przez całą lekcję czułam niewyobrażalny ból w gardle spowodowany głodem . Jakby tysiące szpilek wbijało mi się w szyję. Zaczekałam aż zadzwoni dzwonek na lekcję, tak aż cała szkoła wejdzie do swoich klas i będę sama w damskiej toalecie. 
Weszłam do ubikacji i jak na moje nieszczęście jakaś para zawzięcie oblegała całą toaletę . Nie wyglądało na to , że prędko z niej wyjdą. No ludzie!! Mogliby przejść w jakieś ustronne miejsce , gdzie nikomu by nie przeszkadzali. Akademik, hotel, ale błagam tylko nie tu , gdy w dodatku dokucza mi ogromny głód. Ledwo się powstrzymywałam , aby samej nie rzucić się im do gardeł. 

Nie miałam wyjścia. Musiałam skorzystać z jedynej możliwej opcji. Ostrożnie uchyliłam drzwi od męskiej toalety i z ulgą stwierdziłam , że jest pusta.Ze zdziwieniem stwierdziłam , że jest nawet czysto.Zawsze gdy składałam Tylerowi niezapowiedzianą wizytę miał zarówno w pokoju jak i w łazience kompletny bałagan.A tak w ogóle to odkąd z nim zerwałam codziennie wysyłał do mnie wiadomości z przeprosinami oraz z prośbą abym do niego wróciła.Dał mi spokój dopiero kilka dni temu. Chyba wreszcie do niego dotarło, że to koniec.Ale mniejsza z tym. Weszłam do jednej z kabin tak na wszelki wypadek jakby ktoś tu wtargnął i zobaczył mnie z woreczkiem przy buzi. Pośpiesznie wyciągnęłam z torby opakowanie z krwią , które zabrałam z samego rana z akademika Następnie oderwałam zębami zamknięcie woreczka. Poczułam jak moja twarz się zmienia, na skórze występują małe , fioletowe żyłki, natomiast oczy stają się przekrwawione, prawie , że czerwone.Od razu na sam metaliczny zapach krwi wysunęły mi się kły. Wbiłam je w opakowanie i aż jęknęłam czując tą błogą przyjemność , zaspokajającą mój głód.Pozwoliłam by życiodajny płyn wolno spływał po przełyku.Chciałam aby ta chwila trwała wiecznie. Nagle drzwi kabiny się otworzyły a ja z wrażenia o mało nie upuściłam woreczka, aż zachłysnęłam się gęstą cieczą.. Na przeciwko mnie stał Klaus i patrzył się na mnie z rozbawioną miną. W ręce trzymał skórzany notes. 
- Klaus ! Co ty tutaj robisz?!
" Ja ? "
- Ja? Właśnie miałem ci zadać to samo pytanie. 
- Nie nauczyli cię , że trzeba pukać , jak się wchodzi? 
- A ciebie nie nauczyli czytać, kochana? - odpowiedział pytaniem na pytanie coraz bardziej rozbawiony. - To męska toaleta, nie wiem czy zauważyłaś. 
Cholera! Miał rację. Ale nie dam za wygraną. Nie będzie miał tej satysfakcji. Poczułam jak oblewam się rumieńcem.
-Nie zmieniaj tematu. Skąd wiedziałeś , że tu jestem? 
- Nie wiedziałem. Właśnie szedłem na moje zajęcia i gdy przechodziłem obok poczułem zapach krwi.Szczerze mówiąc nie spodziewałem się ciebie. Myślałem, że to Rebekah , albo rozpruwacz wrócił do swej prawdziwej natury. 
- Rozczarowany? 
- Zaskoczony, lecz w pozytywnym sensie.  
- Nie powinieneś być teraz na zajęciach? 
- A ty? 
- Ja właśnie idę.-powiedziałam wyrzucając puste opakowanie do kosza. Nawet nie zauważyłam kiedy opróżniłam cały woreczek.
 Już chciałam wychodzić kiedy poczułam jak czyjaś silna dłoń łapie mnie za nadgarstek. Mimowolnie zwróciłam pytająco twarz w stronę hybrydy. 
- Caroline , czekaj. 
- O co chodzi? - spytałam.
W odpowiedzi Klaus wyciągnął rękę i potarł kciukiem kącik moich ust.Stałam sparaliżowana , nie wiedząc jak zareagować. Dotyk nieśmiertelnego wyzwolił we mnie dziwnie przyjemne dreszcze.  
-Ubrudziłaś się. - uśmiechnął się lekko.       
- Dzięki. - odwzajemniłam uśmiech. 
Zapadła grobowa cisza, którą przerwałam. 
- Muszę lecieć na zajęcia. Jestem już spóźniona.  
- Jakoś mnie to nie dziwi, kochana. - powiedział otwierając drzwi wyjściowe. 
Pośpiesznie wyszłam udając się do mojej sali. Po drodze przeklinałam los , że to właśnie na niego musiałam wpaść. Już wolałabym wpaść na dyrektora. Jego przynajmniej mogłabym zahipnotyzować aby zapomniał , że mnie tutaj widział. 
 Miesiąc później.
Przez cztery tygodnie nic się nie działo. Żadnych pogróżek , ataków, nic. Wreszcie Klaus mi odpuścił i odprawił swoich ochroniarzy z powrotem tam skąd przyszli czyli do Nowego Orleanu jak się dowiedziałam od Alexa. Chłopcy okazali się całkiem fajnymi kumplami. Nawet z Mike'em udało mi się jakoś dogadać. Dowiedziałam się , że dziadek Tony'ego pochodzi z Rosji co by tłumaczyło jego twardą głowę do alkoholu.Pamiętam kiedy urządziliśmy sobie zawody na picie. Przegrałam. Kiedy ja ledwo słaniałam się na nogach on wyglądał na lekko wstawionego. Widząc studenckie dyskoteki coraz bardziej podobał mu się pomysł pójścia do collage'u . Jednak gdy tylko Klaus udzielił im pozwolenia na wyjazd do NO, od razu z niego skorzystali. Tłumacząc się , że nie wiadomo kiedy Klaus znowu zmieni zdanie i tym razem usidli ich tu na stałe. Powiedzieli mi , że stęsknili się już za rodziną i przyjaciółmi dlatego wracają. 

KLAUS.    

Przez cały czas Marcel bez przerwy zmieniał miejsce zamieszkania. Przez co trudno było go namierzyć. Za każdym razem gdy udało mi się go namierzyć był gdzie indziej. Co prawda Davina informowała mnie na bieżąco o jego położeniu, ale za ka każdym razem gdy dotarłem na miejsce lub gdy wysyłałem tam hybrydy było już za późno. Ostatnio byłem nawet bardzo blisko przechwycenia go jednak gdy dotarłem do portu ... On siedział już na statku i był na tyle daleko bym nie mógł go dosięgnąć. Widziałem jeszcze jak mi machał i szczerzył się jakby wygrał główną nagrodę w Lotto. 
Umieściłem co najmniej jedną hybrydę w największych miastach świata. Pradze, Paryżu, Rzymie, Tokio a nawet w Moskwie i Madrycie. 
Ale to i tak jak na razie nie przyniosło efektu. Jak na razie cieszyłem się tylko z tego , że mojej , słodkiej Caroline już nic nie grozi. Może ten psychol się wreszcie opamiętał i zostawił ją w spokoju. Jednak z miłą chęcią urwałbym mu główkę oraz wyrwał serce z klatki piersiowej. 
Siedziałem właśnie w samolocie do Dark Hill. Wracałem właśnie z dalszych nieudanych poszukiwań. Postanowiłem odpocząć. Zamknąłem oczy a następnie odpłynąłem w świat marzeń. Powróciłem do chwili gdy zaledwie miesiąc temu przyłapałem ją w męskiej toalecie z woreczkiem krwi przy ustach. Te jej rozszerzone ze strachu źrenice gdy wtargnąłem i otworzyłem drzwi. Jeden kosmyk włosów opadł jej na oczy , aż mnie korciło aby wyciągnąć rękę i odgarnąć go z jej czoła. Ale wiedziałem , że nie mogę sobie na to pozwolić. Jeszcze nie ! Może kiedyś się do mnie przekona. Kto wie.  
Najgorsze jest to , że jest taka uparta.Gdy od miesiąca nic jej nie zagrażało dosłownie wymusiła na mnie abym odesłał hybrydy do domu. Powód? Oni też mają swoje życie , a ona przecież tak doskonale potrafi SAMA o siebie zadbać! Taa. Już to widzę . Tą jej samodzielność.Dlaczego ta dziewczyna nie da sobie pomóc?! Gdyby się przeniosła do mnie byłaby o 1000 razy bezpieczniejsza . Ale nie. Zawsze musi postawić na swoim! Dlaczego kobieta mojego życia nie jest ugodową , nieśmiałą , tchórzliwą wampirzycą?! Że też musiałem zakochać się właśnie w niej. W najseksowniejszej, najsprytniejszej , kłótliwej wampirzycy. Jednak muszę przyznać , że z kim jak z kim ale z nią mógłbym się kłócić godzinami i przy tym nie być na nią zły dłużej niż 5 minut.Poleciałbym w kosmos jakbym wiedział ,że to zapewni jej bezpieczeństwo. Przez chwilę pomyślałem nawet , że to może Marcel chciał ją skrzywdzić , ale potem pomyślałem , że na pewno nie. Bo przecież Marcel nawet nie widział jej na oczy. Nic mu nie zrobiła. Chyba , że...chciałby odegrać się na mnie. Chciałby ją skrzywdzić po to abym ja cierpiał. Co jeśli rzeczywiście odkrył , że kocham Caroline. Co jeśli gdzieś w Dark Hill ma szpiega , który obserwuje każdy mój ruch. Zaledwie miesiąc temu Caroline dostała kopertę z pogróżkami w którym były jej zdjęcia robione z ukrycia. Co jeśli ja też jestem obserwowany!Muszę znaleźć sprawcę za wszelką cenę. Znaleźć i zabić!
Moje rozmyślania przerwała stewardessa, która do mnie podeszła i zaczęła mną lekko potrząsać.
- Halo. Proszę pana, niech się pan zbudzi! 
-Tak . O co chodzi? - spytałem otwierając oczy. 
- Już dolecieliśmy . Jesteśmy na miejscu. Witam w Dark Hill.        
- A tak. Już. - nawet nie zauważyłem jak szybko zleciał mi czas. Wyszedłem z samolotu i już po chwili siedziałem w moim samochodzie , który przed wyjazdem zostawiłem na parkingu obok lotniska. 
Zanim jednak wróciłem do domu postanowiłem coś "zjeść". Kilka dni temu na szczęście minął zakład zawarty z blond pięknością i mogłem z czystym sumieniem wrócić do mojej diety. Wysiadłem z auta i poszedłem poszukać jakiegoś smakowitego kąska. Po chwili namierzyłem niewysoką rudą dziewczynę z długimi włosami. Siedziała na ławce i karmiła ptaki. Podszedłem do niej i bez żadnych zbędnych słów zahipnotyzowałem ją. 
- A teraz pójdziesz ze mną i nie będziesz krzyczeć.-źrenice dziewczyny się na przemian zmniejszały i powiększały. Bez jakichkolwiek komplikacji wykonała moje polecenie. 
Zaprowadziłem ją do jednej z wąskich uliczek i wepchnąłem w lukę między kartonami. Dzięki temu byłem pewien , że nikt nas nie zobaczy, a już na pewno nie usłyszy.Oparłem ofiarę o ceglaną ścianę i przybliżyłem usta do szyi dziewczyny. W jednej chwili zatopiłem w niej kły. 

CAROLINE

Właśnie wracałam z kawiarni pijąc wyśmienitą latte . Było już dosyć późno. Wystarczająco by zrobiło się ciemno. Chcąc jak najszybciej dotrzeć do domu i jak najbardziej skrócić sobie drogę skręciłam w jedną z tych ciemnych, strasznych , mrocznych uliczek. Nie mam się przecież czego bać. Od miesiąca oprawca nie dawał znaku życie. Właśnie przechodziłam obok dużego kontenera na śmieci, gdy tuż obok niego między pudłami dostrzegłam cień jakiejś postaci. Gdyby nie wyraźny odór krwi , jaki wyczuwałam. Pomyślałabym , że to zwykła całująca się para. Jednak gdy przyjrzałam się bliżej parze , dostrzegłam coś znajomego w tym mężczyźnie. Te same potargane blond włosy, ta sama umięśniona sylwetka oraz ten sam mocny zapach mięty i lasu.Wszędzie go rozpoznam. W jednej chwili złapałam go za tył skórzanej kurtki i odrzuciłam go na przeciwległą ścianę. Pierwotny od razu syknął na mnie zdezorientowany.
- Co jest kur... -zaczął , lecz gdy mnie zobaczył powiedział.- Witaj Caroline . Co za miła niespodzianka. Chciałabyś się dołączyć? - wskazał na dziewczynę , która ledwo żyła. -Nie musiałaś być od razu taka agresywna. Z chęcią się podzielę. - uśmiechnął się zachęcająco.
Gdy to powiedział miałam ochotę go z policzkować. Jednak się opanowałam. 
- Czyś ty zwariował?! Omal jej nie zabiłeś! 
- O co ci chodzi? Nasza umowa wygasła . Miałem się żywić zwierzątkami przez miesiąc. Ten okres już minął , kochana. 
- Wiem , ale to nie powód abyś zabijał połowę miasta. 
- Przecież nikogo nie zabiłem. 
- Ale mogłeś!
-Ale nie zabiłem. - powiedział dobitnie. 
- A tak w ogóle to Bekah mówiła , że wracasz dopiero za tydzień. 
-Załatwiłem wszystko trochę wcześniej. Co prawda nie osiągnąłem celu , ale przepustka nadana mi przez Elijah'e już wygasła i musiałem wracać. A co? Nie cieszysz się , że mnie widzisz? 
-A jaki miałeś cel? -zignorowałam jego ostatnie pytanie. 
- Tajemnica, kochana. Powiedzmy , że to interesy.- rzekł tajemniczo.  
- Czyli pojechałeś kogoś zabić?- domyśliłam się sprytnie. 
- Można to też tak nazwać, jednak ja wolę mówić , że to interesy. 
W tym samym momencie dostrzegłam , że dziewczyna , którą przed chwilą karmił się Klaus coraz bardziej słabnie i zaczyna mdleć. Szybkim krokiem do niej podeszłam nadgryzając wolny nadgarstek i nakazując jaj picie.
Gdy już wiedziałam , że wystarczy oderwałam go od niej. 
- A teraz zapomnisz co tutaj się wydarzyło, zapomnisz że kiedykolwiek nas widziałaś. Pobiegniesz do domu i zaraz coś zjesz, a następnie położysz się spać. - zahipnotyzowałam ją.Dziewczyna od razu rzuciła się do biegu i już po kilku minutach zniknęła z pola widzenia.  
 - Oj , Caroline.- usłyszałam głos pierwotnego. - Zamiast wysyłać ją do domu powinnaś wgryźć się w szyję i pić aż do ostatniej kropelki. Kiedy ostatnio piłaś prosto z żyły? 
- A może ja nie chcę pić prosto z żyły?! Może ja nie chcę zabijać! 
- Nie musisz nikogo zabijać.- rzekł spokojnym tonem. - Kiedy wszystkie normalne nowo narodzone wampiry uczą się kontroli ty całkowicie zrezygnowałaś z ludzi.Mógłbym cię tego nauczyć.Jeszcze nie jest za późno na naukę samokontroli. 
- Nie chcę tego. - szepnęłam niepewnie.
- Chcesz i przestań oszukiwać zarówno siebie jak i wszystkich dookoła . - powiedział podchodząc coraz bliżej mnie. - Pamiętam jak piłaś moją krew. Widziałem głód w twoich oczach. Ale nie taki zwyczajny. Wyglądałaś jak pijak na odwyku któremu ktoś dał kieliszek wódki. Czułaś się spełniona i ciągle ci było mało. Tak naprawdę to z trudem oderwałem nadgarstek od twych ust. Jeszcze chwila , a całkowicie byś mnie wysuszyła. - stał teraz przy mnie niebezpiecznie blisko. -Ale jak chcesz.Oszukuj się dalej. Ale wiedz.- wyszeptał mi do ucha. -Mnie nie oszukasz. - rzekł po czym zniknął w ciemnościach nocy.
Zdezorientowana, stałam tam jeszcze przez chwilę po czym w wampirzym tempie dotarłam do akademika.Po prostu wbiegłam do pokoju.
W pomieszczeniu ujrzałam Rebekę , która siedziała na łóżku i oglądała jakieś czasopismo o modzie . Z całej siły rzuciłam torebkę na łóżko. Byłam wściekła. Jak cholera! Wszystko przez tego idiotę Klausa. A najgorsze jest w tym wszystkim to , że chyba ma odrobinę racji. Nienawidzę gdy on ma rację. A jeszcze bardziej nienawidzę przyznawać się o tym przed samą sobą. Z całej siły uderzyłam w ścianę, tak , że odpadł kawałek tynku. Rebeka widząc moje poczynania podbiegła do mnie i złapała mnie za nadgarstki. 
-Hej! Spokojnie. Wyluzuj się i powiedz mi co się stało. 
- Co się stało?! - spytałam z goryczą. - Klaus się stał! 
- Jak to ? Jest już w mieście? 
- Tak . Spotkałam go jak wysysał jakąś dziewczynę. 
-Oj , nie przejmuj się nim. Nik już taki jest. Ja żyjąc z nim już 1000 lat po prostu się przyzwyczaiłam.- przytuliła mnie. 
-Ale to jeszcze nie wszystko .-wyżaliłam się gdy już się od siebie oderwałyśmy i siadłyśmy na swoich łóżkach naprzeciwko siebie. - W dodatku prawił mi kazanie. 
- O , a to ciekawe. NIk zwykle bywał małomówny. Był bardziej obserwatorem niż uczestnikiem. W towarzystwie często potakiwał i śmiał się wraz z innymi . Czasami tylko wtrącał jakieś krótkie uwagi A o czym cię pouczał? - zapytała ciekawa. 
- O tym , że powinnam zmienić dietę krwi . Z woreczka na tę w temperaturze ciała. Mało tego! - wybuchnęłam- Twierdził , że wie ode mnie lepiej co czuję! Jakby moje emocje były wypisane na czole. Ech!! Czy on musi być taki irytujący?! 
- Cały Klaus. Niezmienny od setek lat. 
Powoli zaczęła się uspokajać, a złość powoli ulatywać. Gdy już się opanowałam rzekłam.
- Rebekah? 
- Hmm?
- Miałabym do ciebie prośbę. 
- Jaką? 
-Pomogłabyś mi się uczyć ? No wiesz . Poopowiadałabyś mi jak to było na przestrzeni lat . Jakie style panowały. Jacy byli najsławniejsi malarze, pisarze po prostu artyści. Jakie sukienki nosiłaś itp. 
- A jasne. - odparła bez chwili wahania - Nie ma sprawy. Dzisiaj? 
- Wolałabym jutro. Jestem trochę zmęczona. 
-Ok. Przygotuj się na dłuugi dzień. A jakie epoki cię interesują ? 
- Od średniowiecza wzwyż. 
- Czyli mam rozumieć , że mam ci opowiedzieć cały mój życiorys?- spytała rozbawiona.
-Na to wygląda.- zawtórowałam jej śmiechem. 
Wyjęłam z komody piżamę oraz ręcznik a następnie złapałam kosmetyczkę po czym wkroczyłam do łazienki.Po długim orzeźwiającym prysznicu mogłam wreszcie zapomnieć o całym dniu i jak tylko położyłam się do łóżka , od razu odpłynęłam w objęcia Morfeusza.         
            


Hejka :) Przybywam do was z nowym rozdziałem . Mam nadzieję , że wam się spodoba. Tak trochę pisany na szybko. Z rana zaczęłam go pisać , a teraz skończyłam. Liczę na szczere opinie. 
A teraz Taki mały spojler dotyczący następnego rozdziału. 
Powiem wam tyle , że planuję zrobić sporo Klaroline. W dodatku znowu będę musiała zagłębiać się w internet i robić sobie powtórkę z historii aby wyłapać jakieś ciekawe fakty jak to np było z męskimi pończochami. 
Jeszcze jedna sprawa . Mam do was pytanie. 
Czy dawać tytuł do każdego rozdziału?  Czy zostawić tak jak jest czyli Rozdział 12 i tylko tyle? Czy np. Rozdział 12. Męska toaleta. 
PS. Z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy.