Aż nie mogę w to uwierzyć , ze jest was już ponad 1000 osób. Niezmiernie się cieszę . Mam już napisaną połowę rozdziału. ( 4 strony) teraz złapała mnie wena i mam super pomysł ,ale o tym później .W rozdziale 9 będzie mało Klaroline , ale postaram się aby nie było nudno. Dziękuję wszystkim , a w szczególności Justii za regularne komentowanie moich postów.
Caroline Mikaelson.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
środa, 11 czerwca 2014
niedziela, 8 czerwca 2014
Rozdział 8.
CAROLINE
Staliśmy tak do siebie przytuleni przez cały czas i patrzyliśmy sobie w oczy,lecz jak każda piękna chwila , kiedyś musi się skończyć. Nagle usłyszałam jak dzwoni mój telefon.( co prawa miałam włączone wibracje , ale dla wampira były one tak słyszalne jak cała orkiestra dęta dla człowieka).Mimo to zignorowałam go i popatrzyłam na Klausa przepraszającym wzrokiem.Po chwili przyszedł sms . Również chciałam go zignorować lecz nieśmiertelny tylko westchnął i delikatnie odsunął mnie od siebie na odległość nie większą niż dziesięć centymetrów.
- Odbierz .
- Nie. Później oddzwonię. Nie chcę zepsuć fajnego wieczoru.
-Może to coś ważnego.
Chciałam mu powiedzieć , że to na pewno nic ważnego , ale przeczytanie sms'a i tak zajmie mniej czasu, więc wyjęłam komórkę z torebki i przeczytałam wiadomość.
"Caroline , co się z tobą dzieje. To ,że wyjechałaś na studia nie znaczy , że masz całkowicie stracić kontakt z własną matką . Oddzwoń Mama. "
Postanowiłam do niej zadzwonić jak tylko przyjadę do akademika. Przez cały ten czas Klaus przyglądał mi się z zainteresowaniem.
- Coś się stało ? - spytał.
- Nie.To nic takiego.- rzekłam swobodnym tonem.
- W takim razie chodźmy .
- Gdzie ?
-Kochana jesteśmy w Vegas . - powiedział radosnym tonem . -Jeszcze wielu rzeczy nie widziałaś.
Wyszliśmy z parku wsiedliśmy do uroczej białej bryczki z odkrytym dachem ,przyozdobionej czerwonymi różami, zaprzężonej w dwa czarne konie.Jeździliśmy po mieście i podziwialiśmy przepiękne miasto. Hybryda ciągle opowiadała o tym jak to miejsce wyglądało sto lat temu i ile się zmieniło przez ten czas. Po ulicach chodziło wielu dziwaków. A to i tak już wiele znaczy skoro myśli tak wampir.Ludzie byli poprzebierani za najróżniejsze dziwolągi. Za Kubusia Puchatka , kościotrupa, śmierć , a nawet nieudolną wersję wampira. Gdy to zobaczyliśmy oboje wybuchliśmy gromkim śmiechem. Chłopak , który był przeprany w ten kostium na nasz widok odrobinę się skulił i mina mu zrzedła. W końcu zatrzymaliśmy się przed restauracją o nazwie
"Black Jack". Najpierw wysiadł nieśmiertelny , a następnie mi pomógł, tak jak na starych filmach, np. "Duma i uprzedzenie" .Gdy już staliśmy na chodniku zahipnotyzował woźnicę aby nigdzie nie odjeżdżał i weszliśmy do restauracji.To zabawne!Zawsze gdy wchodzę do restauracji chce mi się śmieć z tych stereotypów ,np. że wampiry żywią się wyłącznie krwią.To nie prawda. Prawdą jest jedynie to , że krew jest niezbędna do przeżycia. Wampiry mogą jeść i pić wszystko to co człowiek. Po przemianie wszystko sto procent lepiej smakuje , ale nie syci.To tak jakby człowiek pił ciągle tylko wodę.Można ją pić ale samą wodą człowiek nie przeżyje. Tak samo jest z wampirem . Może pić i jeść to co człowiek , ale nie może zapomnieć o krwi , bo to jest głównym pożywieniem.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy jedząc lody.Nik ciągle mnie rozśmieszał . Czasem żartami a czasami minami jakie stroił.Nie pamiętam kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłam. Gdy zjedliśmy nasze desery i wypiliśmy kilka drinków znów udaliśmy się do bryczki i Klaus powiedział jakiś adres.Jadąc wpatrywaliśmy się w gwiazdy i wypatrywaliśmy gwiazdozbiorów. Po kilkunastu minutach zajechaliśmy na lotnisko. Znów pomógł mi wysiąść z powozu . Zanim jednak udaliśmy się do samolotu zatrzymałam się i pogłaskałam dużego czarnego ogiera z małą białą plamką na łebku. Przypomniały mi się czasy jak w dzieciństwie mama zabierała mnie na farmę do dziadków i tam jeździłam konno na kasztanowej klaczy. Z zamyślenia wyrwał mnie głos pierwotnego .
-Spodobało by ci się w średniowieczu.
- Ciągłe wojny, krew ,małżeństwo z przymusu, niewygodne sukienki oraz to że prawie wszystko było uznawane za herezję?
- Widzę , ze uważałaś na moich wykładach .-odparł rozbawiony.-Miałem na myśli to , że ciągle jeździłabyś konno jak za dawnych czasów u dziadków.
- Skąd to wiesz ? - przecież nie wypowiedziałam tych słów na głos . Chyba ,że...- Czytasz mi w myślach ?!
- Jeden z plusów bycia pierwotną hybrydą.
- Jak to możliwe?
-Kiedy nie często się żywisz i to w dodatku krwią z woreczka , a nie z żyły twój umysł jest jak otwarta księga.
- Czym się różni krew z żyły od woreczka?
- Tym , że w krwi prosto z ciała płynie jeszcze esencja życia , wszystkie myśli , emocje i przeżycia ofiary. Gdy pijesz krew z woreczka ta esencja praktycznie znika.
- Czy twoje rodzeństwo również ma takie zdolności?
- Tak ale tylko jeśli chodzi o ludzi, którzy nie piją werbeny.Mi wilkołaczy gen pozwolił na znacznie więcej. Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz kochana.
- Ciągle mi to powtarzasz .
- Bo to prawda. Robi się już późno. Musimy wracać.
Ujął moją rękę i splótł nasze palce. Dałam się poprowadzić do samolotu. Potem był już tylko start , zajęliśmy się opróżnianiem zapasów alkoholu z samolotu. Po kilku godzinach samolot wylądował na lotnisku.Po chwili Klaus zniknął w innym pomieszczenie i wrócił z piękną czerwoną różą.
-To dla ciebie. - wręczył mi kwiat.- Na pamiątkę dzisiejszego wieczoru.
- Klaus , nie musiałeś.
- Ale chciałem.
- Nigdy nie zapomnę tej nocy.Dziękuję. -powiedziałam ,pochylając głowę,wąchając kwiat i tym samym ukrywając rumieniec.
-Kobieta taka jak ty zasługuje aby codziennie ją obdarowywano.
Wyszliśmy z samolotu trzymając się za ręce. Samochód Klausa stał na parkingu przed lotniskiem . Jak zwykle otworzył mi drzwi do auta i po chwili zajął miejsce kierowcy obok mnie. Po niedługim czasie dotarliśmy pod mój akademik i Niklaus odprowadził mnie pod budynek .
- Dzięki Klaus za naprawdę fajny wieczór w miłym towarzystwie.- nie wiem czemu to powiedziałam , pewnie przez ten cały alkohol.Zawsze miałam raczej słabą głowę i łatwo się upijałam. Nawet jak na wampira.
-Cała przyjemność po mojej stronie- powiedział z zawadiackim uśmieszkiem na twarzy.
Wyglądał tak słodko , że po prostu nie wytrzymałam.Nim zdążyłam powstrzymać samą siebie .Pokonałam dzielące nas centymetry jednym krokiem, wspięłam się na palce i złożyłam na jego policzku delikatny pocałunek.Szybko dotarło do mnie co zrobiłam i cała oblałam się rumieńcem. Z wampirzą prędkością wbiegłam do budynku , nie mogąc powstrzymać uśmiechu jaki wystąpił na moich ustach. Weszłam do pokoju nie mogąc przestać i cały czas się śmiejąc ,zobaczyłam , że nie ma Rebeki. Wiedziałam , że nic jej nie jest i , że pewnie wyskoczyła na jakąś imprezę ,albo gdzieś ze Stefanem. Byłam po prostu zaskoczona , że jeszcze nie wróciła.Było już kilka minut po czwartej. Zresztą , byłam tak zmęczona , że od razu przebrałam się w piżamę i wstawiłam różę do flakonika i postawiłam go na nocnej szafce obok łóżka.Następnie zmyłam makijaż i położyłam się spać.
KLAUS
Nie mogłem w to uwierzyć. Takiego zakończenia randki się po Caroline nie spodziewałem. Pomyśleć , że jeszcze nie tak dawno temu tak mnie nienawidziła , że sama najchętniej by mi wbiła kołek z białego dębu prosto w serce. Jej pocałunek był jak muśnięcie skrzydeł motyla. Był delikatny lecz stanowczy jednocześnie. Ta dziewczyna z każdym dniem coraz bardziej mnie zadziwia. A na koniec ten rumieniec, boże jak ona się pięknie rumieni.Gdy odchodziła słyszałem jej myśli. Pomyślała" Co ja zrobiłam ! Co się z tobą dzieje Caroline Forbes"- karciła się w myślach.Dalej nie mogąc się jeszcze otrząsnąć , z tego co się wydarzyło wróciłem do auta i pojechałem prosto do domu.Ten wieczór był jednym z najlepszych w moim życiu. Jak zwykle w domu było pusto i cicho . Wziąłem zimny prysznic aby ochłonąć i położyłem się spać. Sen jednak nie nadchodził . Przez całą noc myślałem o tej jednej uroczej blondyneczce , która skradła mi serce.
CAROLINE
Obudziło mnie skrzypienie drzwi w moim pokoju.Pierwsza moja myśl była taka , że to jakiś włamywacz. Resztki snu minęły i szybko podniosłam głowę. Ujrzałam skradającą się blond Pierwotną. Wyglądała okropnie. Włosy miała potargane, szminkę rozmazaną , a jej sukienka miejscami była podarta.Była dopiero szósta rano. Nie trudno było się domyślić co robiła w nocy.
- Hej ,już nie śpisz. - powiedziała nieśmiało i usiadła na swoim łóżku.
-Tak . Gdzie byłaś ?!
-U Stefana. Wczoraj jego kumpel z pokoju gdzieś wyjechał i miał cały wolny pokój. Więc... oglądaliśmy razem filmy.
- Taa, jasne .Już ja widzę te wasze filmy.- powiedziałam i się uśmiechnęłam cwaniacko.
- Przestań . - powiedziała i rzuciła we mnie poduszką- Zresztą jak ci minął wieczór?
- Dobrze. - powiedziałam choć miałam ochotę powiedzieć , że cudownie , fantastycznie ,wręcz idealnie. Jedyne potwierdzenie , że to nie był tylko sen ,stało na nocnym stoliku w białym flakoniku.
Rebekah podążyła za moim wzrokiem i powiedziała.
- Widzę , że mój braciszek się postarał. Jednak potrafi być romantyczny.
-Bardziej niż ci się wydaje.
- Jak chce to potrafi.- powiedziała ze znużeniem-Jestem zmęczona . Teraz marzę jedynie o długim , spokojnym śnie.
- Myślałam ,że spałaś ze... u Stefana. - poprawiłam się szybko.
Bekah zrobiła zmieszaną minę .
- Oj tam wiesz. Całą noc ... oglądaliśmy filmy- wydukała.
- Spoko. Nie moja sprawa. Nie wtrącam się .- uniosłam ręce w obronnym geście.
- Dobra , zmieńmy temat. Jak tam wieczór? Powiesz mi coś więcej oprócz "Dobrze" ?
- Było fajnie. Zabrał mnie do Vegas. -nie wiedziałam jak ubrać to w słowa. -Zabrał mnie do kasyna jakiegoś kumpla .
- Vegas ?! - wykrzyknęła. - Mam nadzieję , że nie poznałaś Vipera.
- Nie , a czemu ?
- Bo to straszny palant. Największy playboy jakiego znam. Już po kilku godzinach zapomina jak masz na imię.
- Czyli ktoś taki jak Damon?
- Damon , to przy nim mnich . Damon nie dorasta mu do pięt.Jest jak strumyk w porównaniu do oceanu. Zresztą mniejsza z tym. I co było dalej? - dopytywała się.
Nie chciałam jej tego wszystkiego opowiadać .
- Czy mi się wydawało...- udałam zamyślenie - ale chyba chciało ci się spać.
- Tak , masz rację padam z nóg. - powiedziała sięgając po koszulę nocną i kierując się do łazienki. -Ale jutro wszystko mi opowiesz.- powiedziała zamykając drzwi.
Po chwili usłyszałam dźwięk spływającej wody.Było dość wcześnie ale wiedziałam , że mama już nie śpi i pewnie je teraz śniadanie. Postanowiłam do niej zadzwonić. Odebrała po trzecim dzwonku.
- Hej mamo.
- Caroline , no nareszcie . Co się z tobą dzieje.
- Nic .
- Ciągle do ciebie dzwonię. Już żałuję , że poszłaś na studia. Odkąd wyjechałaś nie dajesz żadnego znaku życia.
- Naprawdę wszystko w porządku.Nie ma się co martwić.- próbowałam ją uspokoić
- Jestem twoją matką , zawsze będę się o ciebie martwić. Porozmawiamy jak będziesz miała własną córkę.
- Wampiry nie mogą mieć dzieci.
- Nie musisz mi przypominać!
- O czym? O tym ,że jestem wampirem , czy o tym , że nie mogę mieć dzieci?- zirytowałam się.
- Jedno i drugie. Caroline posłuchaj...
- Nie mamo ! To ty posłuchaj! Jestem kim jestem i tego nie zmienisz , a jeśli nie możesz tego zaakceptować to po prostu powiedz i wyjadę daleko od ciebie , Mystic Falls i tego wszystkiego . - wykrzyczałam do słuchawki.
- Nie , jasne , że nie ! Jesteś moją córką i kocham cię taka jaką jesteś i zawsze będę cię kochać.Bez względu na to kim jesteś. Jestem ostatnio trochę nerwowa , bo w Mystic Falls znowu dochodzi do niewyjaśnionych morderstw . To prawdopodobnie wampiry , ale Salvator'ovie twierdzą , że to nie oni.
- Jeżeli chodzi o mnie to ja tego nie zrobiłam.
- No przecież wiem.Przepraszam , że tak na ciebie nakrzyczałam .
- Dobra , wybaczam i trochę cię rozumiem.
- Caroline, muszę kończyć , bo zaraz spóźnię się do pracy.
- Pa .
- Cześć i pamiętaj aby czasem zadzwonić do starej matki.
-Oj mamo przestań, nie jesteś taka stara. Będę dzwonić częściej . Obiecuję.Pa.- powiedziałam i się rozłączyłam .
Po chwili weszła Rebekah i położyła się do łóżka.Już prawie usypiała ale zadałam jej pytanie.
- Bekah?
- Hmm?
- Czy to prawda ,że wampiry mogą czytać w myślach ?
- Z tego co wiem to tylko pierwotni lub bardzo , ale to bardzo stare wampiry , które codziennie żywią się krwią ludzi prosto z żyły. A co? Klaus ci mówił?
- Tak. Czytał mi w myślach. Ty też możesz ?
- On jest hybrydą , ale ty tak rzadko się żywisz i w dodatku byle czym ,że czasami słyszę bardzo cichy szept twoich myśli.
- Kiedy?
- Na przykład na początku naszej znajomości , kiedy pomyślałaś , że nie jestem taką zimną suką , a nawet jestem fajna. To było całkiem miłe .
-Przepraszam, na prawdę uważam , że jesteś fajna.
- Spoko, nie tłumacz się . Też kiedyś myślałam , że jesteś pustą blondi, ale zmieniłam zdanie.
- Dzięki, chyba.- nie wiedziałam czy to obelga, czy to komplement ,że zmieniła zdanie.
- A teraz sorry , ale jestem wykończona i chce mi się spać. - Przewróciła się na drugi bok i zamknęła oczy. Nie minęła minuta , a słyszałam jej równomierny oddech. Spała. Ja też byłam zmęczona i również położyłam się jeszcze spać.
Staliśmy tak do siebie przytuleni przez cały czas i patrzyliśmy sobie w oczy,lecz jak każda piękna chwila , kiedyś musi się skończyć. Nagle usłyszałam jak dzwoni mój telefon.( co prawa miałam włączone wibracje , ale dla wampira były one tak słyszalne jak cała orkiestra dęta dla człowieka).Mimo to zignorowałam go i popatrzyłam na Klausa przepraszającym wzrokiem.Po chwili przyszedł sms . Również chciałam go zignorować lecz nieśmiertelny tylko westchnął i delikatnie odsunął mnie od siebie na odległość nie większą niż dziesięć centymetrów.
- Odbierz .
- Nie. Później oddzwonię. Nie chcę zepsuć fajnego wieczoru.
-Może to coś ważnego.
Chciałam mu powiedzieć , że to na pewno nic ważnego , ale przeczytanie sms'a i tak zajmie mniej czasu, więc wyjęłam komórkę z torebki i przeczytałam wiadomość.
"Caroline , co się z tobą dzieje. To ,że wyjechałaś na studia nie znaczy , że masz całkowicie stracić kontakt z własną matką . Oddzwoń Mama. "
Postanowiłam do niej zadzwonić jak tylko przyjadę do akademika. Przez cały ten czas Klaus przyglądał mi się z zainteresowaniem.
- Coś się stało ? - spytał.
- Nie.To nic takiego.- rzekłam swobodnym tonem.
- W takim razie chodźmy .
- Gdzie ?
-Kochana jesteśmy w Vegas . - powiedział radosnym tonem . -Jeszcze wielu rzeczy nie widziałaś.
Wyszliśmy z parku wsiedliśmy do uroczej białej bryczki z odkrytym dachem ,przyozdobionej czerwonymi różami, zaprzężonej w dwa czarne konie.Jeździliśmy po mieście i podziwialiśmy przepiękne miasto. Hybryda ciągle opowiadała o tym jak to miejsce wyglądało sto lat temu i ile się zmieniło przez ten czas. Po ulicach chodziło wielu dziwaków. A to i tak już wiele znaczy skoro myśli tak wampir.Ludzie byli poprzebierani za najróżniejsze dziwolągi. Za Kubusia Puchatka , kościotrupa, śmierć , a nawet nieudolną wersję wampira. Gdy to zobaczyliśmy oboje wybuchliśmy gromkim śmiechem. Chłopak , który był przeprany w ten kostium na nasz widok odrobinę się skulił i mina mu zrzedła. W końcu zatrzymaliśmy się przed restauracją o nazwie
"Black Jack". Najpierw wysiadł nieśmiertelny , a następnie mi pomógł, tak jak na starych filmach, np. "Duma i uprzedzenie" .Gdy już staliśmy na chodniku zahipnotyzował woźnicę aby nigdzie nie odjeżdżał i weszliśmy do restauracji.To zabawne!Zawsze gdy wchodzę do restauracji chce mi się śmieć z tych stereotypów ,np. że wampiry żywią się wyłącznie krwią.To nie prawda. Prawdą jest jedynie to , że krew jest niezbędna do przeżycia. Wampiry mogą jeść i pić wszystko to co człowiek. Po przemianie wszystko sto procent lepiej smakuje , ale nie syci.To tak jakby człowiek pił ciągle tylko wodę.Można ją pić ale samą wodą człowiek nie przeżyje. Tak samo jest z wampirem . Może pić i jeść to co człowiek , ale nie może zapomnieć o krwi , bo to jest głównym pożywieniem. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy jedząc lody.Nik ciągle mnie rozśmieszał . Czasem żartami a czasami minami jakie stroił.Nie pamiętam kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłam. Gdy zjedliśmy nasze desery i wypiliśmy kilka drinków znów udaliśmy się do bryczki i Klaus powiedział jakiś adres.Jadąc wpatrywaliśmy się w gwiazdy i wypatrywaliśmy gwiazdozbiorów. Po kilkunastu minutach zajechaliśmy na lotnisko. Znów pomógł mi wysiąść z powozu . Zanim jednak udaliśmy się do samolotu zatrzymałam się i pogłaskałam dużego czarnego ogiera z małą białą plamką na łebku. Przypomniały mi się czasy jak w dzieciństwie mama zabierała mnie na farmę do dziadków i tam jeździłam konno na kasztanowej klaczy. Z zamyślenia wyrwał mnie głos pierwotnego .
-Spodobało by ci się w średniowieczu.
- Ciągłe wojny, krew ,małżeństwo z przymusu, niewygodne sukienki oraz to że prawie wszystko było uznawane za herezję?
- Widzę , ze uważałaś na moich wykładach .-odparł rozbawiony.-Miałem na myśli to , że ciągle jeździłabyś konno jak za dawnych czasów u dziadków.
- Skąd to wiesz ? - przecież nie wypowiedziałam tych słów na głos . Chyba ,że...- Czytasz mi w myślach ?!
- Jeden z plusów bycia pierwotną hybrydą.
- Jak to możliwe?
-Kiedy nie często się żywisz i to w dodatku krwią z woreczka , a nie z żyły twój umysł jest jak otwarta księga.
- Czym się różni krew z żyły od woreczka?
- Tym , że w krwi prosto z ciała płynie jeszcze esencja życia , wszystkie myśli , emocje i przeżycia ofiary. Gdy pijesz krew z woreczka ta esencja praktycznie znika.
- Czy twoje rodzeństwo również ma takie zdolności?
- Tak ale tylko jeśli chodzi o ludzi, którzy nie piją werbeny.Mi wilkołaczy gen pozwolił na znacznie więcej. Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz kochana.
- Ciągle mi to powtarzasz .
- Bo to prawda. Robi się już późno. Musimy wracać.
Ujął moją rękę i splótł nasze palce. Dałam się poprowadzić do samolotu. Potem był już tylko start , zajęliśmy się opróżnianiem zapasów alkoholu z samolotu. Po kilku godzinach samolot wylądował na lotnisku.Po chwili Klaus zniknął w innym pomieszczenie i wrócił z piękną czerwoną różą.
-To dla ciebie. - wręczył mi kwiat.- Na pamiątkę dzisiejszego wieczoru.
- Klaus , nie musiałeś.
- Ale chciałem.
- Nigdy nie zapomnę tej nocy.Dziękuję. -powiedziałam ,pochylając głowę,wąchając kwiat i tym samym ukrywając rumieniec.
-Kobieta taka jak ty zasługuje aby codziennie ją obdarowywano.
Wyszliśmy z samolotu trzymając się za ręce. Samochód Klausa stał na parkingu przed lotniskiem . Jak zwykle otworzył mi drzwi do auta i po chwili zajął miejsce kierowcy obok mnie. Po niedługim czasie dotarliśmy pod mój akademik i Niklaus odprowadził mnie pod budynek .
- Dzięki Klaus za naprawdę fajny wieczór w miłym towarzystwie.- nie wiem czemu to powiedziałam , pewnie przez ten cały alkohol.Zawsze miałam raczej słabą głowę i łatwo się upijałam. Nawet jak na wampira.-Cała przyjemność po mojej stronie- powiedział z zawadiackim uśmieszkiem na twarzy.
Wyglądał tak słodko , że po prostu nie wytrzymałam.Nim zdążyłam powstrzymać samą siebie .Pokonałam dzielące nas centymetry jednym krokiem, wspięłam się na palce i złożyłam na jego policzku delikatny pocałunek.Szybko dotarło do mnie co zrobiłam i cała oblałam się rumieńcem. Z wampirzą prędkością wbiegłam do budynku , nie mogąc powstrzymać uśmiechu jaki wystąpił na moich ustach. Weszłam do pokoju nie mogąc przestać i cały czas się śmiejąc ,zobaczyłam , że nie ma Rebeki. Wiedziałam , że nic jej nie jest i , że pewnie wyskoczyła na jakąś imprezę ,albo gdzieś ze Stefanem. Byłam po prostu zaskoczona , że jeszcze nie wróciła.Było już kilka minut po czwartej. Zresztą , byłam tak zmęczona , że od razu przebrałam się w piżamę i wstawiłam różę do flakonika i postawiłam go na nocnej szafce obok łóżka.Następnie zmyłam makijaż i położyłam się spać.
KLAUS
Nie mogłem w to uwierzyć. Takiego zakończenia randki się po Caroline nie spodziewałem. Pomyśleć , że jeszcze nie tak dawno temu tak mnie nienawidziła , że sama najchętniej by mi wbiła kołek z białego dębu prosto w serce. Jej pocałunek był jak muśnięcie skrzydeł motyla. Był delikatny lecz stanowczy jednocześnie. Ta dziewczyna z każdym dniem coraz bardziej mnie zadziwia. A na koniec ten rumieniec, boże jak ona się pięknie rumieni.Gdy odchodziła słyszałem jej myśli. Pomyślała" Co ja zrobiłam ! Co się z tobą dzieje Caroline Forbes"- karciła się w myślach.Dalej nie mogąc się jeszcze otrząsnąć , z tego co się wydarzyło wróciłem do auta i pojechałem prosto do domu.Ten wieczór był jednym z najlepszych w moim życiu. Jak zwykle w domu było pusto i cicho . Wziąłem zimny prysznic aby ochłonąć i położyłem się spać. Sen jednak nie nadchodził . Przez całą noc myślałem o tej jednej uroczej blondyneczce , która skradła mi serce.
CAROLINE
Obudziło mnie skrzypienie drzwi w moim pokoju.Pierwsza moja myśl była taka , że to jakiś włamywacz. Resztki snu minęły i szybko podniosłam głowę. Ujrzałam skradającą się blond Pierwotną. Wyglądała okropnie. Włosy miała potargane, szminkę rozmazaną , a jej sukienka miejscami była podarta.Była dopiero szósta rano. Nie trudno było się domyślić co robiła w nocy.
- Hej ,już nie śpisz. - powiedziała nieśmiało i usiadła na swoim łóżku.
-Tak . Gdzie byłaś ?!
-U Stefana. Wczoraj jego kumpel z pokoju gdzieś wyjechał i miał cały wolny pokój. Więc... oglądaliśmy razem filmy.
- Taa, jasne .Już ja widzę te wasze filmy.- powiedziałam i się uśmiechnęłam cwaniacko.
- Przestań . - powiedziała i rzuciła we mnie poduszką- Zresztą jak ci minął wieczór?
- Dobrze. - powiedziałam choć miałam ochotę powiedzieć , że cudownie , fantastycznie ,wręcz idealnie. Jedyne potwierdzenie , że to nie był tylko sen ,stało na nocnym stoliku w białym flakoniku.
Rebekah podążyła za moim wzrokiem i powiedziała.
- Widzę , że mój braciszek się postarał. Jednak potrafi być romantyczny.
-Bardziej niż ci się wydaje.
- Jak chce to potrafi.- powiedziała ze znużeniem-Jestem zmęczona . Teraz marzę jedynie o długim , spokojnym śnie.
- Myślałam ,że spałaś ze... u Stefana. - poprawiłam się szybko.
Bekah zrobiła zmieszaną minę .
- Oj tam wiesz. Całą noc ... oglądaliśmy filmy- wydukała.
- Spoko. Nie moja sprawa. Nie wtrącam się .- uniosłam ręce w obronnym geście.
- Dobra , zmieńmy temat. Jak tam wieczór? Powiesz mi coś więcej oprócz "Dobrze" ?
- Było fajnie. Zabrał mnie do Vegas. -nie wiedziałam jak ubrać to w słowa. -Zabrał mnie do kasyna jakiegoś kumpla .
- Vegas ?! - wykrzyknęła. - Mam nadzieję , że nie poznałaś Vipera.
- Nie , a czemu ?
- Bo to straszny palant. Największy playboy jakiego znam. Już po kilku godzinach zapomina jak masz na imię.
- Czyli ktoś taki jak Damon?
- Damon , to przy nim mnich . Damon nie dorasta mu do pięt.Jest jak strumyk w porównaniu do oceanu. Zresztą mniejsza z tym. I co było dalej? - dopytywała się.
Nie chciałam jej tego wszystkiego opowiadać .
- Czy mi się wydawało...- udałam zamyślenie - ale chyba chciało ci się spać.
- Tak , masz rację padam z nóg. - powiedziała sięgając po koszulę nocną i kierując się do łazienki. -Ale jutro wszystko mi opowiesz.- powiedziała zamykając drzwi.
Po chwili usłyszałam dźwięk spływającej wody.Było dość wcześnie ale wiedziałam , że mama już nie śpi i pewnie je teraz śniadanie. Postanowiłam do niej zadzwonić. Odebrała po trzecim dzwonku.
- Hej mamo.
- Caroline , no nareszcie . Co się z tobą dzieje.
- Nic .
- Ciągle do ciebie dzwonię. Już żałuję , że poszłaś na studia. Odkąd wyjechałaś nie dajesz żadnego znaku życia.
- Naprawdę wszystko w porządku.Nie ma się co martwić.- próbowałam ją uspokoić
- Jestem twoją matką , zawsze będę się o ciebie martwić. Porozmawiamy jak będziesz miała własną córkę.
- Wampiry nie mogą mieć dzieci.
- Nie musisz mi przypominać!
- O czym? O tym ,że jestem wampirem , czy o tym , że nie mogę mieć dzieci?- zirytowałam się.
- Jedno i drugie. Caroline posłuchaj...
- Nie mamo ! To ty posłuchaj! Jestem kim jestem i tego nie zmienisz , a jeśli nie możesz tego zaakceptować to po prostu powiedz i wyjadę daleko od ciebie , Mystic Falls i tego wszystkiego . - wykrzyczałam do słuchawki.
- Nie , jasne , że nie ! Jesteś moją córką i kocham cię taka jaką jesteś i zawsze będę cię kochać.Bez względu na to kim jesteś. Jestem ostatnio trochę nerwowa , bo w Mystic Falls znowu dochodzi do niewyjaśnionych morderstw . To prawdopodobnie wampiry , ale Salvator'ovie twierdzą , że to nie oni.
- Jeżeli chodzi o mnie to ja tego nie zrobiłam.
- No przecież wiem.Przepraszam , że tak na ciebie nakrzyczałam .
- Dobra , wybaczam i trochę cię rozumiem.
- Caroline, muszę kończyć , bo zaraz spóźnię się do pracy.
- Pa .
- Cześć i pamiętaj aby czasem zadzwonić do starej matki.
-Oj mamo przestań, nie jesteś taka stara. Będę dzwonić częściej . Obiecuję.Pa.- powiedziałam i się rozłączyłam .
Po chwili weszła Rebekah i położyła się do łóżka.Już prawie usypiała ale zadałam jej pytanie.
- Bekah?
- Hmm?
- Czy to prawda ,że wampiry mogą czytać w myślach ?
- Z tego co wiem to tylko pierwotni lub bardzo , ale to bardzo stare wampiry , które codziennie żywią się krwią ludzi prosto z żyły. A co? Klaus ci mówił?
- Tak. Czytał mi w myślach. Ty też możesz ?
- On jest hybrydą , ale ty tak rzadko się żywisz i w dodatku byle czym ,że czasami słyszę bardzo cichy szept twoich myśli.
- Kiedy?
- Na przykład na początku naszej znajomości , kiedy pomyślałaś , że nie jestem taką zimną suką , a nawet jestem fajna. To było całkiem miłe .
-Przepraszam, na prawdę uważam , że jesteś fajna.
- Spoko, nie tłumacz się . Też kiedyś myślałam , że jesteś pustą blondi, ale zmieniłam zdanie.
- Dzięki, chyba.- nie wiedziałam czy to obelga, czy to komplement ,że zmieniła zdanie.
- A teraz sorry , ale jestem wykończona i chce mi się spać. - Przewróciła się na drugi bok i zamknęła oczy. Nie minęła minuta , a słyszałam jej równomierny oddech. Spała. Ja też byłam zmęczona i również położyłam się jeszcze spać.
niedziela, 1 czerwca 2014
Rozdział 7.
CAROLINE
Staliśmy przed ogromnym budynkiem. Cały był oblepiony kolorowymi neonami, światełkami itp. Na środku , nad wejściem był wielki napis Viper's Club. Przed wejściem stały dwie skąpo ubrane w seksowny strój króliczka dziewczyny .Wyglądały jakby wyszły prosto z playboya.
- Witamy u Vipera . Mamy nadzieję , że wyjdą państwo od nas zadowoleni. - odezwały się chórem.
Spojrzałam na Klausa , który spojrzał na nie obojętny wzrokiem.Nie wiem dlaczego ale ucieszyłam się w duchu z tego powodu. Mineliśmy je bez słowa i weszliśmy do środka.
Wnętrze całe było jasne i nowocześnie urządzone.Wszędzie stały stoły do gry w ruletkę , kości i inne gry kasynowe. Centralne miejsce na środku sali zajmował wielki stół do pokera przy którym siedziało kilku mężczyzn w średnim wieku w garniturach. Śmiali się , przeklinali (zapewne z powodu przegranej), palili cygara i zażarcie grali.Wszędzie chodziły kelnerki ubrane w taki sam strój co dziewczyny przy wejściu i serwowały purpurowe drinki ,z których unosiły się strużki białego dymu.Jedna z nich do mnie podeszła i zaoferowała mi trunek. Już wyciągałam rękę chcąc go wziąć ,gdy nagle hybryda gwałtownie złapała mnie za rękę. Posłałam mu pytające spojrzenie .Hybryda pochyliła się nade mną i wyszeptała mi do ucha.
- Kochana , nie pij niczego co wygląda podejrzanie i nad czym unosi się dym. W tym są narkotyki. To magiczny eliksir , żeby każdy kto tu wejdzie już nigdy tego miejsca nie opuścił , aby zawsze tu wracał i ciągle grał.Dlatego jest tu aż tyle starych ludzi.
Faktycznie . Wcześniej byłam tak oczarowana tym miejscem , że tego nie zauważyłam. Wszędzie siedzieli starzy i wychudzeni ludzie o przekrwawionych oczach. Wyglądali jakby coś ćpali albo jakby nie spali od miesięcy. Albo jedno i drugie - pomyślałam.
- Skąd o tym wiesz ? Może to są po prostu zwykłe drinki?
- Masz tutaj jakąś setkę dowodów- powiedział wskazując tłum - a poza tym to ja znalazłem wiedźmę , która miała przepis i która nadal" pracuję " tutaj i codziennie przygotowuje mikstury.
-Czekaj, powiedziałeś , że ci ludzie nigdy nie opuszczają tego miejsca . Więc jak oni żyją?! Bez snu nie da się przecież żyć!
- W miksturze jest kilka składników zastępujących sen , ale raz na rok wychodzą stąd i śpią kilka miesięcy.W ten sposób się regenerują , a po tych kilku miesiącach znowu tutaj wracają dzięki substancji uzależniającej tam zawartej.
- Chcesz mi powiedzieć ... Jak to możliwe?- zdziwiłam się. pierwszy raz o czymś takim słyszałam . Bonnie nigdy mi czegoś takiego nie mówiła . Przygotowałam się na długą wypowiedź Klausa na ten temat , ale się rozczarowałam.
-Magia.- uśmiechnął się zawadiacko. - Musisz się jeszcze wiele nauczyć mała wampirzyco.
- Mała ,czyżby? W tych szpilkach dorównuję ci wzrostem.
- Chciałabyś. Nawet w szpilkach jestem od ciebie wyższy. - chciałam się z nim spierać , ale nie było warto bo miał rację . W szpilkach był ode mnie wyższy o jakieś 4 centymetry a bez obcasów był wyższy ode mnie o głowę.
- Dobra niech ci będzie. Załóżmy , że masz rację ale wracając do tematu. Co się stanie gdyby jakiś zombie staruszek umarł tutaj na zawał?
- Zombie ?- spytał z niedowierzaniem po czym wybuchnął gromkim śmiechem. - Jak to wymyśliłaś?
- No wiesz. Pomyślałam sobie , że prawie nie śpią to tak jakby już nie żyli ale są praktycznie żywi bo oddychają i chodzą , czyli tak jak zombie.
- Coś w tym jest . Nigdy o tym nie myślałem w ten sposób .Twoja teoria w pewien sposób nie jest błędna.Jednak wracając do twojego pytania to chyba nigdy się nie zdarzyło żeby jakiś "zombie staruszek" tutaj umarł. A na pewno nie z przyczyn naturalnych. Viperowi są potrzebni dopóki mają pieniądze.Jak już wszystko przegrają są stąd wyrzucani. Tak jak w każdym kasynie w Las Vegas.
- To okropne! Kto jest aż tak głupi aby przegrać całą fortunę.
- Jeszcze wielu rzeczy w życiu nie widziałaś, kochana.
- No dobra , więc w co zagramy najpierw ? Bo przecież po to tu jesteśmy . - uśmiechnęłam się słodko.
- Tutaj jesteśmy tylko po to aby zamienić kasę na żetony .
- Jak to ?
- Najpierw chodź do kasy , później wszystko ci wytłumaczę.
- Okeej . - powiedziałam przeciągle nie bardzo to wszystko rozumiejąc.
Poszliśmy do punktu z okienkiem przy którym siedział facet w białej koszuli, czarnej kamizelce ,krawacie i spodniach od garnituru w tym samym kolorze.
- Dzień dobry w czym mogę pomóc?
- Chciałbym wymienić 600,000 $ .
- Ile ? - wybałuszyłam oczy na widok coraz to bardziej rosnącego stosiku żetonów .
- To na początek.- zwrócił się do mnie .
- Płaci pan gotówką czy kartą ?
-Czekiem , jeśli można.
- Oczywiście.
Stałam tylko i patrzyłam jak hybryda wypisuje czek na sumę pieniędzy jakiej w życiu nie widziałam. Następnie facet z okienka podaje mu stosik żetonów w specjalnym pojemniku.
-Idziemy ?
- Tak. - powiedziałam nadal oszołomiona.
- Więc co na początek ? Ruletka ?Poker?
- Ruletka . - wykrztusiłam
- Wspaniale. Świetny wybór. - pochwalił entuzjastycznie.
Szliśmy właśnie mijając kilka maszyn do gier . Zobaczyłam stolik do ruletki przy którym stał już niewielki tłumek. Myślałam , że to tam zmierzamy i gdy do niego dotarliśmy zatrzymałam się przy nim.
-Nie ,kochana. Tutaj przyszliśmy tylko po żetony. Nie będziemy tutaj grać.
- A gdzie?- zdziwiłam się.
- Chodź to zobaczysz. - ujął mnie za rękę i splótł moje palce ze swoimi. Jego dłoń była tak ciepła,przyjemna i gładka lecz jednocześnie twarda i stanowcza , że po prostu nie chciałam jej odtrącać.
Poprowadził mnie do windy i weszliśmy , a on zamiast nacisnąć jakiś guzik wyjął z kieszeni spodni złotą plakietkę , która wyglądała jak karta kredytowa i włożył ją w wąski otwór tuż pod guzikami na panelu windy.Zaraz potem winda ruszyła na górę.Splotłam ręce na piersi aby nadać mojemu wyglądowi wraz stanowczości i aby nie mógł znów ująć mojej dłoni . Następnie posłałam mu pytające spojrzenie.
- Nie patrz tak na mnie .
- To może mi to tak łaskawie wytłumaczysz ?.
KLAUS
- A co chcesz wiedzieć ?
-Wszystko .
- A co konkretnie ?
- Po co ci ta karta ?
- Aby uruchomić windę .
- Nie wystarczy nacisnąć guzik?
- Nie , bo jedziemy na wyjątkowe piętro, nie dla ludzi.
- To znaczy ? Czym ono się różni od innych?
- To piętro dla VIP - ów. Różni się tym , że wpuszczają na niego istoty nadprzyrodzone. Takie jak wampiry , wilkołaki i hybrydy.
- A zombie? - a ona znowu o tych zombie .
- Co ty masz z tymi zombie ? Nie ma czegoś takiego jak zombie to tylko hollywoodzki wymysł producentów! Wymyślony dla zysku.
- Skąd miałam to wiedzieć?! Jeszcze rok temu myślałam , że wampiry i wilkołaki to hollywoodzki wymysł, a później zostałam zmieniona w wampira a następnie moim chłopakiem został wilkołak , którego następnie przemieniłeś w hybrydę ! - wykrzyczała. Ech. Nadal zapominam jak jest młoda.
- Ach ! Nie zapominajmy o naszym kochanym Tylerze ! Gdzie to się ukrywa twoja kochana hybryda ?!
- To nie jest moja ukochana hybryda . Widzę , że masz stare informacje, bo nie jesteśmy razem od wakacji. - oburzyła się.
Na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech , a cała złość prysła.Ledwo nad sobą panowałem aby nie przytulić i ucałować. Najchętniej skakałbym z radości.Moja ukochana jest singielką . Nie chodzi już z tym całym idiotą Tylerem .
- Przepraszam , nie powinienem tak mówić rozumiem ,że jest ci ciężko. Wracając do naszej rozmowy o zombie to ciągle zapominam że nie masz przynajmniej 100 lat jak większość wampirów , które spotykam.
CAROLINE
- Przeprosiny przyjęte, a co do Tylera to nie jest mi ciężko . Nie układało nam się i tyle. Poza tym nie chcę teraz o nim gadać bo zepsuło by to cały wieczór. - uśmiechnęłam się słodko.Nie chcąc drążyć dalej tematu.
W tej chwili drzwi windy się otworzyły a mi ukazała się jeszcze większa sala niż poprzednio z mnóstwem stołów do ruletki, pokera i kości. W kącie stał bar.Było tutaj o wiele mniej osób niż na dole w tamtym kasynie.Większość nie wyglądała na nie mniej niż 30 lat.Jednak dało się odróżnić wampiry ( od których biła nonszalancja , obojętność i wyrafinowanie) , od wilkołaków( od których emanowała wściekłość i zaciekłość ). Obicia kanap i krzeseł były z czerwonej skóry. Na środku stała niewielka marmurowa fontanna . Na jej szczycie stał biały aniołek z rozłożonymi rączkami , a z jego nadgarstków na białe kamyczki skapywała czerwień.Jednak nie wyczułam krwi.
- Co to ?- wskazałam głową na fontannę.
-Viper chciał początkowo zamiast zabarwionej wody dać krew ale krew działała na wampiry rozpraszająco i nie mogły się skupić na hazardzie.Później zamiast krwi wlewał tam wino lecz wino zbytnio wietrzało i po mniej więcej godzinie robiło się niezdolne do spożycia.Tak więc się poddał i postanowił , że po prostu wleje tam zabarwioną wodę.
- Kim jest ten cały Viper?
- To mój najlepszy przyjaciel . Zawsze mi pomaga , poznaliśmy się ...- Klaus opowiedział mi całą historię o tym jak go poznał i jak jest dla niego ważny i ile dla niego zrobił. - i oto cała opowieść.
- Wow . Naprawdę go lubisz .- rzekłam zdziwiona.
- Tak , a co w tym dziwnego ?- spytał rozbawiony.
- Bo nie znam zbyt wielu osób które lubisz i którym ufasz. Chyba tylko twoje rodzeństwo.
- I ty .
- Co ?
- Ty jesteś osobą której ufam i którą lubię . Nawet bardzo.
- To dobrze ,bo ja ciebie też .-powiedziałam odruchowo,bez zastanowienia. Zaraz do mnie dotarła waga własnych słów i dodałam- Ja ciebie też lubię.- rzekłam niepewnie.Najgorsze było to , że naprawdę coraz bardziej lubiłam hybrydę.
Niklaus uśmiechnął się jeszcze bardziej na te słowa.
- Chodź zagramy w ruletkę.
Uśmiechnęłam się i dałam się poprowadzić w stronę najbliższego stołu przy którym stało dziewięć osób.Klaus wyjął żetony i zaczął je rozdzielać na dwa stosiki.
- Co robisz ? - spytałam a on spojrzał na mnie szelmowsko.
- Połowa moja , a połowa twoja. - rzekł, a ja w myślach przeliczyłam sobie tę sumę.
- 300,000 $ .?
- Tak.- podał mi żetony a ja je przyjęłam , bo wiedziałam , że kłutnia i protesty nie miały by sensu bo jak Klaus się na coś uprze to nic go nie powstrzyma.
Nagle dobiegł wszystkich zebranych wokół stolika głos faceta prowadzącego rozrywkę.
- Proszę obstawiać zaraz zaczynamy losowanie.
- Na co stawiasz ? - spytałam go
- 21, czyli dzień twoich urodzin ,a ty ?- postawił pokaźną sumkę.
- 5 .Moja szczęśliwa liczba. -postanowiłam nie zostać gorsza i postawiłam 70,000$ . Znałam się na żetonach bo kiedyś razem z Eleną poszłyśmy z ciekawości do o wiele mniejszego kasyna i przegrałyśmy całe nasze oszczędności.
Wszyscy postawili już na swoje liczby i zaczęło się kręcenie ruletki.
i gdy już myślałam , że wygram... wypadło 21.
- Coś chyba liczba cię zawodzi. - odparł układając swoją wygraną.
- Jeszcze raz 5 . - Obstawiłam tym razem 100,000.$
- Ja tym razem 9. - postawił połowę całej kwoty.
-Niech zgadnę . Dlatego , że to mój miesiąc ?
- Zgadza się.
- Zawsze stawiasz aż tyle ?
- Nie , tylko wtedy kiedy jestem pewny wygranej. Ruletka znów ruszyła i tym razem wypadło 5.
-Wygrałam . - nie dowierzałam.- Wygrałam!- powtórzyłam głośniej i zaczęłam się cieszyć. - A ty następnym razem nie bądź taki pewny siebie.
- Gratuluję , kochana. Czasami warto przegrać , żeby zobaczyć twój uśmiech.
- Nawet kiedy ceną jest zmiana nawyków żywieniowych ?
- Nawet wtedy.- powiedział zrezygnowanym tonem a mina mu zrzedła. - Nie odpuścisz mi ?
- Nie wiem ,zastanowię się.- rozweselił się na te słowa. - Znudziła mi się już trochę ruletka.Co powiesz na kości?
- Chętnie .
Poszliśmy do stołu z tą grą .
- Na co stawiasz ?- spytałam
-7
- Dlaczego ?
- Bo to moja szczęśliwa liczba.
Rzucił kostkami i wypadło 8.
- Było blisko .
- Tak, jeszcze raz .- znów obstawił 7 . - dmuchnij .
- Co ?
- Na szczęście.
- Ok . Ale ja jestem raczej pechowa. - dmuchnęłam w kostki . On rzucił je i wypadło 7.
- Nie dla mnie.
Graliśmy w kostki raz on rzucał , raz ja. O dziwo więcej razy wygrywaliśmy niż przegrywaliśmy. Zazwyczaj obstawialiśmy daty naszych urodzin, Liczba miejsc w których byliśmy ( u Klausa trzeba było podzielić tę liczbę , bo odwiedził chyba wszystkie miasta świata), i inne ważne liczby.
-Masz ochotę na dalszą grę , czy chcesz dalej zwiedzać uroki Vegas?
- Mam świetny humor i nie chcę go stracić przez kolejną przegraną , więc chodźmy gdzieś.
- Ok. Chcę ci pokazać jedno szczególne miejsce.
- Jakie? .
- Niezwykłe. Tyle ci powiem.
- Jesteś dziś wyjątkowo tajemniczy. - rzekłam szczerze.
- Gdybym ci powiedział to straciło by urok.
Udaliśmy się do kasy wymienić żetony na prawdziwe pieniądze , które zostały przelane na konto Mikaelsona.
- Po raz pierwszy od wieków wyszedłem z kasyna na plusie.
-Miałeś szczęście .
- Miałem ciebie. Ty jesteś moim szczęściem.
- Przestań .
- Przestań co ?
- Przestań mi prawić komplementy bo przez ciebie jestem cała czerwona !
- Ale ja uwielbiam twoje rumieńce.
Wyszliśmy z budynku i udaliśmy się do parku. Wokół było mnóstwo pięknych drzew. Po jednej stronie biegły rozłożyste dęby przewlekane gdzieniegdzie klonami, po drugiej zaś stały cudowne świerki, sosny i modrzewie.Nad nami księżyc w pełni wraz z gwiazdami oświetlał nam drogę .Między drzewami były poprzetykane co kilka metrów latarnie. Było prawie tak jasno jak w dzień.Ścieżka była cała z czarnych kamieni.
- Tu jest wspaniale. - powiedziałam.
- Nie widziałaś jeszcze najlepszego.
Poprowadził mnie jeszcze kawałek , aż moim oczom ukazała się wspaniała fontanna. Nie to nie była zwykła fontanna . Była ogromna. Strumienie wody ciągle się zmieniały , jakby tańczyły.


- Wow. To niesamowite.
- To moje ulubione miejsce w Las Vegas. Często tu przychodziłem po inspirację do moich obrazów.
- Jak odkryłeś to miejsce ?
- Kiedyś nie mogłem spać i spacerowałem w taką noc jak ta. Od razu wiedziałem , że spodoba ci się to miejsce.
- Wygląda jak z bajki. Chyba każdemu by się spodobało. Tak w ogóle to nie wiedziałam , że Lubisz takie miejsca. Zupełnie do ciebie nie pasuje.
- A co myślałaś? Że lubię tylko śmierć , krew i strach?
- Mniej więcej. - powiedziałam cicho lekko zawstydzona , że hybryda tak dobrze odgadł moje myśli.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz , kochana.- opuściliśmy to piękne miejsce i poszliśmy w głąb parku.
- Chętnie się dowiem kilku ciekawych rzeczy.
- Innym razem . Na dziś koniec z pytaniami. Zadałaś mi ich wystarczająco dużo w samolocie.
Przechodziliśmy właśnie obok czarnoskórego starszego faceta z saksofonem , który właśnie grał jakąś wolną melodię.
- Mogę prosić do tańca ? -Nik wyciągnął do mnie rękę.
- Tutaj ? - zdziwiłam się .
- A dlaczego nie?Ostatnio mi odmówiłaś.
- Ale nikt nie tańczy.
- To co. Nie daj się prosić w nieskończoność.
Pomyślałam , że nikogo tu nie ma , a poza tym i tak nikt mnie tu nie zna. Ujęłam rękę nieśmiertelnego . Splotłam dłonie na jego karku , o on obie dłonie położył na mojej talii i już po chwili wolno się obracaliśmy.Nasze ciała przylegały do siebie całkowicie. Jeszcze tydzień temu ta bliskość by mnie krępowała, ale teraz czułam się jakbym znała Klausa od wieków. Spojrzałam mu w oczy . Jego źrenice były rozszerzone.
KLAUS
Nigdy nie pomyślałbym , że kiedykolwiek będę trzymał Caroline tak blisko. Tańczyliśmy w ciszy. Nie potrzebowaliśmy słów. Nasze ciała mówiły za nas. Czułem delikatne dreszcze na skórze mojej ukochanej. Gdyby była człowiekiem pomyślałbym , że jest jej zimno ale teraz wiedziałem , że powód jest inny. Czyżby drżała z mojego powodu? Nie to nie możliwe . Chociaż? Przecież powiedziała , że mnie lubi i to bardzo.Jakby w odpowiedzi nagle poczułem jak opiera głowę na mojej klatce piersiowej . Spojrzałem w dół ,miała zamknięte oczy.
- Wiesz co Klaus? Myliłam się co do ciebie. Jednak nie jesteś taki zły jak się ciebie pozna.
ONA powiedziała , że nie jestem taki zły? A jednak ! Przekonała się do mnie . Mam u niej szansę . Chciałem skakać z radości. Gdy już myślałem , że jestem stracony. Gdy straciłem najmniejszą nadzieję , ona mówi mi takie piękne słowa.
- To chyba najmilsze słowa jakie od ciebie usłyszałem.
- Po prostu jestem szczera.
-Tym bardziej się cieszę.
Nagle muzyka ucichła , najwyraźniej facet postanowił iść do domu.Właśnie wkładał saksofon do futerału. Moja najdroższa poderwała głowę. A ja wprost nie mogłem się nie uśmiechnąć .

Dziewczyna odwzajemniła uśmiech. Kilka niesfornych kosmyków wysunęło jej się na oczy. Oczy! Takie prześliczne ,teraz takie rozmarzone. Wyciągnąłem rękę i odgarnąłem te kilka kosmyków za ucho.Pomimo braku muzyki nadal się obejmowaliśmy. Po prostu tak staliśmy i na siebie patrzyliśmy. Najlepsze było to ,że ta bliskość jej nie przeszkadzała.
I oto mamy rozdział 7 . Jak wam się podoba ? Sami oceniajcie.Trochę nudny ale starałam się jak mogłam. :)
Staliśmy przed ogromnym budynkiem. Cały był oblepiony kolorowymi neonami, światełkami itp. Na środku , nad wejściem był wielki napis Viper's Club. Przed wejściem stały dwie skąpo ubrane w seksowny strój króliczka dziewczyny .Wyglądały jakby wyszły prosto z playboya.
- Witamy u Vipera . Mamy nadzieję , że wyjdą państwo od nas zadowoleni. - odezwały się chórem.
Spojrzałam na Klausa , który spojrzał na nie obojętny wzrokiem.Nie wiem dlaczego ale ucieszyłam się w duchu z tego powodu. Mineliśmy je bez słowa i weszliśmy do środka.
Wnętrze całe było jasne i nowocześnie urządzone.Wszędzie stały stoły do gry w ruletkę , kości i inne gry kasynowe. Centralne miejsce na środku sali zajmował wielki stół do pokera przy którym siedziało kilku mężczyzn w średnim wieku w garniturach. Śmiali się , przeklinali (zapewne z powodu przegranej), palili cygara i zażarcie grali.Wszędzie chodziły kelnerki ubrane w taki sam strój co dziewczyny przy wejściu i serwowały purpurowe drinki ,z których unosiły się strużki białego dymu.Jedna z nich do mnie podeszła i zaoferowała mi trunek. Już wyciągałam rękę chcąc go wziąć ,gdy nagle hybryda gwałtownie złapała mnie za rękę. Posłałam mu pytające spojrzenie .Hybryda pochyliła się nade mną i wyszeptała mi do ucha.
- Kochana , nie pij niczego co wygląda podejrzanie i nad czym unosi się dym. W tym są narkotyki. To magiczny eliksir , żeby każdy kto tu wejdzie już nigdy tego miejsca nie opuścił , aby zawsze tu wracał i ciągle grał.Dlatego jest tu aż tyle starych ludzi.
Faktycznie . Wcześniej byłam tak oczarowana tym miejscem , że tego nie zauważyłam. Wszędzie siedzieli starzy i wychudzeni ludzie o przekrwawionych oczach. Wyglądali jakby coś ćpali albo jakby nie spali od miesięcy. Albo jedno i drugie - pomyślałam.
- Skąd o tym wiesz ? Może to są po prostu zwykłe drinki?
- Masz tutaj jakąś setkę dowodów- powiedział wskazując tłum - a poza tym to ja znalazłem wiedźmę , która miała przepis i która nadal" pracuję " tutaj i codziennie przygotowuje mikstury.
-Czekaj, powiedziałeś , że ci ludzie nigdy nie opuszczają tego miejsca . Więc jak oni żyją?! Bez snu nie da się przecież żyć!
- W miksturze jest kilka składników zastępujących sen , ale raz na rok wychodzą stąd i śpią kilka miesięcy.W ten sposób się regenerują , a po tych kilku miesiącach znowu tutaj wracają dzięki substancji uzależniającej tam zawartej.
- Chcesz mi powiedzieć ... Jak to możliwe?- zdziwiłam się. pierwszy raz o czymś takim słyszałam . Bonnie nigdy mi czegoś takiego nie mówiła . Przygotowałam się na długą wypowiedź Klausa na ten temat , ale się rozczarowałam.
-Magia.- uśmiechnął się zawadiacko. - Musisz się jeszcze wiele nauczyć mała wampirzyco.
- Mała ,czyżby? W tych szpilkach dorównuję ci wzrostem.
- Chciałabyś. Nawet w szpilkach jestem od ciebie wyższy. - chciałam się z nim spierać , ale nie było warto bo miał rację . W szpilkach był ode mnie wyższy o jakieś 4 centymetry a bez obcasów był wyższy ode mnie o głowę.
- Dobra niech ci będzie. Załóżmy , że masz rację ale wracając do tematu. Co się stanie gdyby jakiś zombie staruszek umarł tutaj na zawał?
![]() |
| "Zombie ?" |
- No wiesz. Pomyślałam sobie , że prawie nie śpią to tak jakby już nie żyli ale są praktycznie żywi bo oddychają i chodzą , czyli tak jak zombie.
- Coś w tym jest . Nigdy o tym nie myślałem w ten sposób .Twoja teoria w pewien sposób nie jest błędna.Jednak wracając do twojego pytania to chyba nigdy się nie zdarzyło żeby jakiś "zombie staruszek" tutaj umarł. A na pewno nie z przyczyn naturalnych. Viperowi są potrzebni dopóki mają pieniądze.Jak już wszystko przegrają są stąd wyrzucani. Tak jak w każdym kasynie w Las Vegas.
- To okropne! Kto jest aż tak głupi aby przegrać całą fortunę.
- Jeszcze wielu rzeczy w życiu nie widziałaś, kochana.
- No dobra , więc w co zagramy najpierw ? Bo przecież po to tu jesteśmy . - uśmiechnęłam się słodko.
- Tutaj jesteśmy tylko po to aby zamienić kasę na żetony .
- Jak to ?
- Najpierw chodź do kasy , później wszystko ci wytłumaczę.
- Okeej . - powiedziałam przeciągle nie bardzo to wszystko rozumiejąc.
Poszliśmy do punktu z okienkiem przy którym siedział facet w białej koszuli, czarnej kamizelce ,krawacie i spodniach od garnituru w tym samym kolorze.
- Dzień dobry w czym mogę pomóc?
- Chciałbym wymienić 600,000 $ .
- Ile ? - wybałuszyłam oczy na widok coraz to bardziej rosnącego stosiku żetonów .
- To na początek.- zwrócił się do mnie .
- Płaci pan gotówką czy kartą ?
-Czekiem , jeśli można.
- Oczywiście.
Stałam tylko i patrzyłam jak hybryda wypisuje czek na sumę pieniędzy jakiej w życiu nie widziałam. Następnie facet z okienka podaje mu stosik żetonów w specjalnym pojemniku.
-Idziemy ?
- Tak. - powiedziałam nadal oszołomiona.
- Więc co na początek ? Ruletka ?Poker?
- Ruletka . - wykrztusiłam
- Wspaniale. Świetny wybór. - pochwalił entuzjastycznie.
Szliśmy właśnie mijając kilka maszyn do gier . Zobaczyłam stolik do ruletki przy którym stał już niewielki tłumek. Myślałam , że to tam zmierzamy i gdy do niego dotarliśmy zatrzymałam się przy nim.
-Nie ,kochana. Tutaj przyszliśmy tylko po żetony. Nie będziemy tutaj grać.
- A gdzie?- zdziwiłam się.
- Chodź to zobaczysz. - ujął mnie za rękę i splótł moje palce ze swoimi. Jego dłoń była tak ciepła,przyjemna i gładka lecz jednocześnie twarda i stanowcza , że po prostu nie chciałam jej odtrącać.
Poprowadził mnie do windy i weszliśmy , a on zamiast nacisnąć jakiś guzik wyjął z kieszeni spodni złotą plakietkę , która wyglądała jak karta kredytowa i włożył ją w wąski otwór tuż pod guzikami na panelu windy.Zaraz potem winda ruszyła na górę.Splotłam ręce na piersi aby nadać mojemu wyglądowi wraz stanowczości i aby nie mógł znów ująć mojej dłoni . Następnie posłałam mu pytające spojrzenie.
- Nie patrz tak na mnie .
- To może mi to tak łaskawie wytłumaczysz ?.
KLAUS
- A co chcesz wiedzieć ?
-Wszystko .
- A co konkretnie ?
- Po co ci ta karta ?
- Aby uruchomić windę .
- Nie wystarczy nacisnąć guzik?
- Nie , bo jedziemy na wyjątkowe piętro, nie dla ludzi.
- To znaczy ? Czym ono się różni od innych?
- To piętro dla VIP - ów. Różni się tym , że wpuszczają na niego istoty nadprzyrodzone. Takie jak wampiry , wilkołaki i hybrydy.
- A zombie? - a ona znowu o tych zombie .
- Co ty masz z tymi zombie ? Nie ma czegoś takiego jak zombie to tylko hollywoodzki wymysł producentów! Wymyślony dla zysku.
- Skąd miałam to wiedzieć?! Jeszcze rok temu myślałam , że wampiry i wilkołaki to hollywoodzki wymysł, a później zostałam zmieniona w wampira a następnie moim chłopakiem został wilkołak , którego następnie przemieniłeś w hybrydę ! - wykrzyczała. Ech. Nadal zapominam jak jest młoda.
- Ach ! Nie zapominajmy o naszym kochanym Tylerze ! Gdzie to się ukrywa twoja kochana hybryda ?!
- To nie jest moja ukochana hybryda . Widzę , że masz stare informacje, bo nie jesteśmy razem od wakacji. - oburzyła się.
Na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech , a cała złość prysła.Ledwo nad sobą panowałem aby nie przytulić i ucałować. Najchętniej skakałbym z radości.Moja ukochana jest singielką . Nie chodzi już z tym całym idiotą Tylerem .
- Przepraszam , nie powinienem tak mówić rozumiem ,że jest ci ciężko. Wracając do naszej rozmowy o zombie to ciągle zapominam że nie masz przynajmniej 100 lat jak większość wampirów , które spotykam.
CAROLINE
- Przeprosiny przyjęte, a co do Tylera to nie jest mi ciężko . Nie układało nam się i tyle. Poza tym nie chcę teraz o nim gadać bo zepsuło by to cały wieczór. - uśmiechnęłam się słodko.Nie chcąc drążyć dalej tematu.
W tej chwili drzwi windy się otworzyły a mi ukazała się jeszcze większa sala niż poprzednio z mnóstwem stołów do ruletki, pokera i kości. W kącie stał bar.Było tutaj o wiele mniej osób niż na dole w tamtym kasynie.Większość nie wyglądała na nie mniej niż 30 lat.Jednak dało się odróżnić wampiry ( od których biła nonszalancja , obojętność i wyrafinowanie) , od wilkołaków( od których emanowała wściekłość i zaciekłość ). Obicia kanap i krzeseł były z czerwonej skóry. Na środku stała niewielka marmurowa fontanna . Na jej szczycie stał biały aniołek z rozłożonymi rączkami , a z jego nadgarstków na białe kamyczki skapywała czerwień.Jednak nie wyczułam krwi.
- Co to ?- wskazałam głową na fontannę.
-Viper chciał początkowo zamiast zabarwionej wody dać krew ale krew działała na wampiry rozpraszająco i nie mogły się skupić na hazardzie.Później zamiast krwi wlewał tam wino lecz wino zbytnio wietrzało i po mniej więcej godzinie robiło się niezdolne do spożycia.Tak więc się poddał i postanowił , że po prostu wleje tam zabarwioną wodę.
- Kim jest ten cały Viper?
- To mój najlepszy przyjaciel . Zawsze mi pomaga , poznaliśmy się ...- Klaus opowiedział mi całą historię o tym jak go poznał i jak jest dla niego ważny i ile dla niego zrobił. - i oto cała opowieść.
- Wow . Naprawdę go lubisz .- rzekłam zdziwiona.
- Tak , a co w tym dziwnego ?- spytał rozbawiony.
- Bo nie znam zbyt wielu osób które lubisz i którym ufasz. Chyba tylko twoje rodzeństwo.
- I ty .
- Co ?
- Ty jesteś osobą której ufam i którą lubię . Nawet bardzo.
- To dobrze ,bo ja ciebie też .-powiedziałam odruchowo,bez zastanowienia. Zaraz do mnie dotarła waga własnych słów i dodałam- Ja ciebie też lubię.- rzekłam niepewnie.Najgorsze było to , że naprawdę coraz bardziej lubiłam hybrydę.
Niklaus uśmiechnął się jeszcze bardziej na te słowa.
- Chodź zagramy w ruletkę.
Uśmiechnęłam się i dałam się poprowadzić w stronę najbliższego stołu przy którym stało dziewięć osób.Klaus wyjął żetony i zaczął je rozdzielać na dwa stosiki.
- Co robisz ? - spytałam a on spojrzał na mnie szelmowsko.
- Połowa moja , a połowa twoja. - rzekł, a ja w myślach przeliczyłam sobie tę sumę.
- 300,000 $ .?
- Tak.- podał mi żetony a ja je przyjęłam , bo wiedziałam , że kłutnia i protesty nie miały by sensu bo jak Klaus się na coś uprze to nic go nie powstrzyma.
Nagle dobiegł wszystkich zebranych wokół stolika głos faceta prowadzącego rozrywkę.
- Proszę obstawiać zaraz zaczynamy losowanie.
- Na co stawiasz ? - spytałam go
- 21, czyli dzień twoich urodzin ,a ty ?- postawił pokaźną sumkę.
- 5 .Moja szczęśliwa liczba. -postanowiłam nie zostać gorsza i postawiłam 70,000$ . Znałam się na żetonach bo kiedyś razem z Eleną poszłyśmy z ciekawości do o wiele mniejszego kasyna i przegrałyśmy całe nasze oszczędności.
Wszyscy postawili już na swoje liczby i zaczęło się kręcenie ruletki.
i gdy już myślałam , że wygram... wypadło 21.
- Coś chyba liczba cię zawodzi. - odparł układając swoją wygraną.
- Jeszcze raz 5 . - Obstawiłam tym razem 100,000.$
- Ja tym razem 9. - postawił połowę całej kwoty.
-Niech zgadnę . Dlatego , że to mój miesiąc ?
- Zgadza się.
- Zawsze stawiasz aż tyle ?
- Nie , tylko wtedy kiedy jestem pewny wygranej. Ruletka znów ruszyła i tym razem wypadło 5.
-Wygrałam . - nie dowierzałam.- Wygrałam!- powtórzyłam głośniej i zaczęłam się cieszyć. - A ty następnym razem nie bądź taki pewny siebie.
- Gratuluję , kochana. Czasami warto przegrać , żeby zobaczyć twój uśmiech.
- Nawet kiedy ceną jest zmiana nawyków żywieniowych ?
- Nawet wtedy.- powiedział zrezygnowanym tonem a mina mu zrzedła. - Nie odpuścisz mi ?
- Nie wiem ,zastanowię się.- rozweselił się na te słowa. - Znudziła mi się już trochę ruletka.Co powiesz na kości?
- Chętnie .
Poszliśmy do stołu z tą grą .
- Na co stawiasz ?- spytałam
-7
- Dlaczego ?
- Bo to moja szczęśliwa liczba.
Rzucił kostkami i wypadło 8.
- Było blisko .
- Tak, jeszcze raz .- znów obstawił 7 . - dmuchnij .
- Co ?
- Na szczęście.
- Ok . Ale ja jestem raczej pechowa. - dmuchnęłam w kostki . On rzucił je i wypadło 7.
- Nie dla mnie.
Graliśmy w kostki raz on rzucał , raz ja. O dziwo więcej razy wygrywaliśmy niż przegrywaliśmy. Zazwyczaj obstawialiśmy daty naszych urodzin, Liczba miejsc w których byliśmy ( u Klausa trzeba było podzielić tę liczbę , bo odwiedził chyba wszystkie miasta świata), i inne ważne liczby.
-Masz ochotę na dalszą grę , czy chcesz dalej zwiedzać uroki Vegas?
- Mam świetny humor i nie chcę go stracić przez kolejną przegraną , więc chodźmy gdzieś.
- Ok. Chcę ci pokazać jedno szczególne miejsce.
- Jakie? .
- Niezwykłe. Tyle ci powiem.
- Jesteś dziś wyjątkowo tajemniczy. - rzekłam szczerze.
- Gdybym ci powiedział to straciło by urok.
Udaliśmy się do kasy wymienić żetony na prawdziwe pieniądze , które zostały przelane na konto Mikaelsona.
- Po raz pierwszy od wieków wyszedłem z kasyna na plusie.
-Miałeś szczęście .
- Miałem ciebie. Ty jesteś moim szczęściem.
- Przestań .
- Przestań co ?
- Przestań mi prawić komplementy bo przez ciebie jestem cała czerwona !
- Ale ja uwielbiam twoje rumieńce.
Wyszliśmy z budynku i udaliśmy się do parku. Wokół było mnóstwo pięknych drzew. Po jednej stronie biegły rozłożyste dęby przewlekane gdzieniegdzie klonami, po drugiej zaś stały cudowne świerki, sosny i modrzewie.Nad nami księżyc w pełni wraz z gwiazdami oświetlał nam drogę .Między drzewami były poprzetykane co kilka metrów latarnie. Było prawie tak jasno jak w dzień.Ścieżka była cała z czarnych kamieni.
- Tu jest wspaniale. - powiedziałam.
- Nie widziałaś jeszcze najlepszego.
Poprowadził mnie jeszcze kawałek , aż moim oczom ukazała się wspaniała fontanna. Nie to nie była zwykła fontanna . Była ogromna. Strumienie wody ciągle się zmieniały , jakby tańczyły.
- Wow. To niesamowite.
- To moje ulubione miejsce w Las Vegas. Często tu przychodziłem po inspirację do moich obrazów.
- Jak odkryłeś to miejsce ?
- Kiedyś nie mogłem spać i spacerowałem w taką noc jak ta. Od razu wiedziałem , że spodoba ci się to miejsce.
- Wygląda jak z bajki. Chyba każdemu by się spodobało. Tak w ogóle to nie wiedziałam , że Lubisz takie miejsca. Zupełnie do ciebie nie pasuje.
- A co myślałaś? Że lubię tylko śmierć , krew i strach?
- Mniej więcej. - powiedziałam cicho lekko zawstydzona , że hybryda tak dobrze odgadł moje myśli.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz , kochana.- opuściliśmy to piękne miejsce i poszliśmy w głąb parku.
- Chętnie się dowiem kilku ciekawych rzeczy.
- Innym razem . Na dziś koniec z pytaniami. Zadałaś mi ich wystarczająco dużo w samolocie.
Przechodziliśmy właśnie obok czarnoskórego starszego faceta z saksofonem , który właśnie grał jakąś wolną melodię.
- Mogę prosić do tańca ? -Nik wyciągnął do mnie rękę.
- Tutaj ? - zdziwiłam się .
- A dlaczego nie?Ostatnio mi odmówiłaś.
- Ale nikt nie tańczy.
- To co. Nie daj się prosić w nieskończoność.
Pomyślałam , że nikogo tu nie ma , a poza tym i tak nikt mnie tu nie zna. Ujęłam rękę nieśmiertelnego . Splotłam dłonie na jego karku , o on obie dłonie położył na mojej talii i już po chwili wolno się obracaliśmy.Nasze ciała przylegały do siebie całkowicie. Jeszcze tydzień temu ta bliskość by mnie krępowała, ale teraz czułam się jakbym znała Klausa od wieków. Spojrzałam mu w oczy . Jego źrenice były rozszerzone.
KLAUS
Nigdy nie pomyślałbym , że kiedykolwiek będę trzymał Caroline tak blisko. Tańczyliśmy w ciszy. Nie potrzebowaliśmy słów. Nasze ciała mówiły za nas. Czułem delikatne dreszcze na skórze mojej ukochanej. Gdyby była człowiekiem pomyślałbym , że jest jej zimno ale teraz wiedziałem , że powód jest inny. Czyżby drżała z mojego powodu? Nie to nie możliwe . Chociaż? Przecież powiedziała , że mnie lubi i to bardzo.Jakby w odpowiedzi nagle poczułem jak opiera głowę na mojej klatce piersiowej . Spojrzałem w dół ,miała zamknięte oczy.
- Wiesz co Klaus? Myliłam się co do ciebie. Jednak nie jesteś taki zły jak się ciebie pozna.
ONA powiedziała , że nie jestem taki zły? A jednak ! Przekonała się do mnie . Mam u niej szansę . Chciałem skakać z radości. Gdy już myślałem , że jestem stracony. Gdy straciłem najmniejszą nadzieję , ona mówi mi takie piękne słowa.
- To chyba najmilsze słowa jakie od ciebie usłyszałem.
- Po prostu jestem szczera.
-Tym bardziej się cieszę.
Nagle muzyka ucichła , najwyraźniej facet postanowił iść do domu.Właśnie wkładał saksofon do futerału. Moja najdroższa poderwała głowę. A ja wprost nie mogłem się nie uśmiechnąć .

Dziewczyna odwzajemniła uśmiech. Kilka niesfornych kosmyków wysunęło jej się na oczy. Oczy! Takie prześliczne ,teraz takie rozmarzone. Wyciągnąłem rękę i odgarnąłem te kilka kosmyków za ucho.Pomimo braku muzyki nadal się obejmowaliśmy. Po prostu tak staliśmy i na siebie patrzyliśmy. Najlepsze było to ,że ta bliskość jej nie przeszkadzała.
I oto mamy rozdział 7 . Jak wam się podoba ? Sami oceniajcie.Trochę nudny ale starałam się jak mogłam. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
