piątek, 17 października 2014

Rozdział 21 "Tęczowy jednorożec"

REBEKAH

Pod akademik podjechaliśmy jakoś w środku nocy.Wyjechaliśmy dosyć późno bo musiałam się spakować, a ta cholerna walizka jak zwykle nie chciała się zasunąć.
-No to jesteśmy na miejscu. -powiedział Stefan.
-Niestety. Czas wracać do rzeczywistości.
Wysiedliśmy z samochodu i wampir otworzył bagażnik.Pomógł mi wyjąć walizkę i nalegał aby ją zanieść. Jakbym potrzebowała pomocy. Chyba zapomina ,że mam tysiąc lat i choć nie wyglądam to jestem od niego o wiele silniejsza.
-Jak sądzisz? W jak duże tarapaty zdążyli się wplątać podczas naszej nieobecności? -spytał, a ja się zaśmiałam.
-Nie mam bladego pojęcia ale biorąc pod uwagę lekkomyślność mojego brata oraz szaleństwo Caroline wnioskuję, że w dość duże.
-Pewnie masz rację.
-Jak zwykle.
-Jaka ty skromna.
-Po prostu szczera.-cmoknęłam go w policzek.
-Kocham cię.-powiedział przyciągając mnie bliżej, moje serce oblało dziwnie przyjemne gorąco. Za każdym razem gdy wypowiadał te dwa magiczne słowa uczucie to powracało.
-Ja ciebie też.-wyszeptałam zanim blondyn złączył swoje usta z moimi w delikatnym acz namiętnym pocałunku.Po chwili się wyprostował i wolną ręką objął mnie w talii.
-Wiesz ,że nie możemy odkładać tego w nieskończoność?- rzekł mając na myśli problemy , które zapewne się nagromadziły podczas naszej nieobecności.
-Wiem.-westchnęłam- Chodźmy. Chcę to mieć już za sobą.
Ruszyliśmy w stronę akademika .Wsiedliśmy do windy i rozstaliśmy się dopiero na moim piętrze. Wcześniej nie obyłoby się bez długich i romantycznych pocałunków na dobranoc.
Patrzyłam się na niego dopóki winda całkowicie się nie zamknęła i nie odjechał. Następnie szybkim krokiem udałam się korytarzem do mojego pokoju.Już chwytałam za klamkę i chciałam otwierać gdy naglę jakaś potężna siła odepchnęła mnie z taką siłą ,że poleciałam na przeciwległą ścianę ,łamiąc przy okazji krzesło, które tam stało. Ta siła. Co to do cholery było?!

CAROLINE

Obudził mnie głośny huk. Wczoraj spędziłam cały dzień w miłym towarzystwie Klausa i byłam tak padnięta ,że nie miałam siły na nic. Zegarek wskazywał środek nocy. Zwlekłam się z łóżka , ciekawa zaistniałym hałasem. I gdy już chwytałam za klamkę zmroziło mnie przerażenie. A co jeśli ktoś chciał się dostać do mojego pokoju i mnie porwać? Albo co gorsza , zabić?!
Wytężyłam swoje zmysły i usłyszałam całą wiązankę przekleństw. Znów złapałam za klamkę i z ulgą otworzyłam drzwi.
-Rebeka! To ty.- mocno uścisnęłam wampirzycę.
-No jasne,że ja. A kogo się spodziewałaś?!
-Wiesz ,ostatnio sporo się u mnie wydarzyło.
-Słyszałam. A powiesz mi teraz,dlaczego nie mogę wejść do pokoju ? Tylko stoimy tutaj na korytarzu jak  idiotki.
-Znasz Davinę?
-Tę wiedźmę?!
-Tak. Jest całkiem miła. Czemu tak krzyczysz?
-Nienawidzę jej.
-Dlaczego?
-Po prostu. Nienawidzę takich idiotek, które myślą ,że są lepsze od innych bo mają trochę mocy. Jestem Pierwotną , a traktuje mnie jak śmiecia.
-Ty też kiedyś zachowywałaś się jak to określiłaś" idiotka, która myśli ,że jest lepsza od innych bo ma trochę mocy" Nie wiem o co wam poszło ale dla mnie Davina była miła.
-Więc co ta wiedźma zrobiła ,że nie mogę wejść do pokoju?- spytała Pierwotna ale widziałam po jej wyrazie twarzy ,że ledwie hamuje wściekłość.
-Założyła blokadę na nasz pokój aby Tyler się tu nie dostał.- wyjaśniłam.
-Co? Dlaczego? Jaki Tyler?Ten kurdupel z Mistic Falls?
-Huh.-westchnęłam ciężko.-Tak, ten Tyler.To po pierwsze a po drugie to zaraz wszystko ci wyjaśnię ale nie tutaj. Czekaj chwilę.-wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam odpowiedni numer. Po chwili usłyszałam męski,zaspany głos co bardzo mnie zaskoczyło.
-Halo! Nie wiem kim jesteś ale radzę ci zakupić zegarek i nie dzwonić o tak późnej porze bo...-przerwałam mu.
-Mike?! Skąd masz telefon Daviny?
- Blondi? Czego chcesz?
-Z resztą nie ważne.-mruknęłam pod nosem.-Daj mi w tej chwili Davinę do telefonu albo źle się to dla ciebie skończy.
-Grozisz mi?-spytał już bardziej ożywiony.
-Jak nie chcesz mieć wściekłej Pierwotnej na karku to radzę ci słuchać!-krzyknęła Rebekah czym pewnie zbudziła połowę akademika.
Jednak jej wysiłki nie poszły na marne bo usłyszałam jak chłopak coś szepta, a następnie w telefonie odezwał się zaspany głos czarownicy.
-Halo?Caroline?
-Tak to ja. Słuchaj Davina ,wiem ,że jest późno ale czy mogłabyś teraz do mnie przyjechać?
-A po co?
-To dosyć ważne. Rebeka przyjechała i jest lekko poddenerwowana bo nie może wejść do pokoju.
-Niech zgadnę ta suka w tej chwili już rzuca czym popadnie.-usłyszałam rozbawiony głos brunetki.
-Słyszałam!-krzyknęła Bekah do telefonu.
-I bardzo dobrze.- powiedziała czarownica nie przestając się śmiać.
-Wy dwie się szczerze nienawidzicie co?- powiedziałam wiedząc, że obie dziewczyny doskonale mnie usłyszą. -To za ile możesz przyjechać. -spytałam do telefonu.
-A nie mogłabym załatwić tego jutro?
W tym momencie podbiegła do mnie Rebekah i wyrwała mi telefon.
-Jak zaraz tutaj nie przyjedziesz to pojadę do ciebie i nakopię ci do tego twojego czarodziejskiego tyłka.
-Aż cała drżę ze strachu.-powiedziała sarkastycznie brunetka.-Słuchaj ,przyjadę ale tylko dla tego,że Caroline mnie prosi.
-No przecież wiem ,że nie dla mnie.
-Będę za kwadrans.
Następnie Rebekah się rozłączyła i oddała mi telefon. Po mniej więcej dwudziestu minutach przyjechała Davina. Jej włosy były lekko potargane ,a na sobie miała czarne rurki ,żółtą bluzkę i jasnoniebieską jeansową kurtkę.
-No wreszcie co tak długo!- warknęła na nią Bekah.
-Caroline jesteś pewna ,że chcesz ją wpuścić do środka? -spytała całkowicie ignorując Pierwotną.-później nie będzie odwrotu.
-Tak, jestem pewna. Nie wiem o co wam poszło ,że się tak nienawidzicie ale nie chcę tego wiedzieć.Jestem zmęczona idę spać.-powiedziałam wchodząc do środka. Aż dziwne ,że nikogo nie obudziłyśmy naszymi wrzaskami.
-Więc skoro już tu jesteś to może wreszcie mnie zaprosisz?! -warknęła zirytowana.
-Wejdź jeśli musisz.-powiedziała brunetka.-Jest środek nocy ,wracam do łóżka .
-Czyjego?-spytałam przypominając sobie męski głos w telefonie.
Dziewczyna nieco się zarumieniła ale odpowiedziała pewniejszym głosem.
-Nieważne lecę, pa .-szybkim krokiem wyszła z pokoju w stronę wyjścia.
Teraz już spokojnie Pierwotna mogła wejść targając za sobą ogromną walizkę.
-Mogę wiedzieć co się działo podczas mojej nieobecności?!-powiedziała.
-Nic nadzwyczajnego.-powiedziałam lekkim tonem.-Próbowali mnie zabić.Znowu! Klaus wyznał mi miłość, wczoraj a właściwie kilka godzin temu odbył się ten festyn dobroczynny ,o którym ci mówiłam i...
-Czekaj co?! Klaus, mój brat? Powiedział ci ,że cię kocha?
-No tak.-spuściłam głowę , zakrywając tym samym twarz.Nie mogłam powstrzymać tych cholernych rumieńców.
-W sumie to nie powinnam się dziwić.-podniosła głowę w zamyśleniu- Klaus już od jakiegoś czasu zaczął się inaczej zachowywać.
-To znaczy jak?-spytałam.
-Po prostu inaczej. Nagle przestał nas sztyletować i stał się w miarę znośny. A poza tym widziałam jak na ciebie patrzył. Jakby zobaczył jakieś bóstwo.
-Teraz to sobie ze mnie żartujesz.
-Nie, mówię całkowicie poważnie.Nie można cię było obrazić bo zaraz się rzucał z kłami do gardła. A sama  wiesz jak to cholerstwo piecze.A właśnie wracając do tematu. Mówiłaś ,że ktoś cię zaatakował. Kto to był?
-Tyler.

-Ten kundel z Mistic Falls?
Chciałam warknąć, aby go nie wyzywała ale w ostatniej chwili dotarło do mnie ,że ten dupek w pełni zasługuje na każdą obelgę.
-Tak ,ten sam.
-Spokojnie. Jestem pewna ,że Nik już go szuka i znając życie nie zajmie mu to wiele czasu.Jeszcze jedno malutkie pytanie.Czy mi się zdawało czy w telefonie słyszałam głos Mike'a ? Co on tutaj robi i dlaczego miał telefon wiedźmy?
-To długa historia-westchnęłam -Ale postaram ci się ją jakoś streścić. Więc jak już wiesz Tyler mnie zaatakował, nie był sam jego hybrydy albo wilkołaki całą mnie pogryzły. Uratował mnie Klaus i przyniósł tutaj, byłam nieprzytomna przez kilka dni.Jak się obudziłam to przyjechali Mike,Tony i Alex. Od tamtej pory nic nadzwyczajnego się nie stało. Co do Mike i Daviny to nie wiem co się dzieje między nimi. Teraz już znasz całą historię.
-Wow.Nie ma mnie kilka dni ,a dzieje się więcej niż przez ostatnie dziesięć lat. Dlaczego zawsze jest coś ciekawego wtedy kiedy mnie nie ma. -Usiadła na łóżku i podparła łokcie na kolanach. -A ja myślałam ,że będziesz na mnie wściekła za to,że wyjechałam bez uprzedzenia i zapomniałam dać ci tych durnych korków z historii.
Pomyślałam o tym jak odległe teraz się wydawały tamte czasy. A przecież to było nie dalej niż tydzień temu.
-Powiedziałaś ,że mój brat wyznał mi miłość. A ty?
-Co ja?!-spytałam obawiając się pytania , które wisiało nad nami w powietrzu.
-Kochasz Nik'a?
-Szczerze?-wampirzyca przytaknęła głową.-Sama nie wiem. Raz jestem wściekła na niego za przeszłość, a z drugiej strony mam ochotę się na niego rzucić i wykrzyczeć,że go kocham.A wiesz co jest najlepsze? Że nie mam bladego pojęcia dlaczego tobie to mówię. Dawniej takie rzeczy mówiłam Elenie albo Bonnie. To im i tylko im się spowiadałam z takich rzeczy.
-Chyba po prostu zaczęłaś mnie lubić.-lekko się uśmiechnęła.
-Już dawno zaczęłam cię lubić. Jesteś moją przyjaciółką Rebeko Mikaelson.-zaśmiałam się rzucając w nią poduszką.
-W takim razie co powiesz na zakupy? Jutro. Co ty na to?
-Brzmi świetnie. A wieczorem wyskoczymy na jakąś imprezkę.
-Extra.-powiedziała entuzjastycznie.-Jestem już zmęczona, w końcu jest środek nocy.Idę szybo się umyć i kładę się spać.-podeszła do komody i wyjęła z niej różową ,satynową koszulę nocną z koronką oraz ręcznik. Za to z walizki wyjęła kosmetyczkę i poszła do łazienki.
Zgasiłam światło i położyłam się z powrotem do łóżka. Jedyne światło ,które oświetlało pokój wydobywało się zza drzwi łazienki. Nawet nie zauważyłam kiedy zmorzył mnie głęboki sen.
Następnego dnia.
-No wstawaj wreszcie .Już od dobrych dziesięciu minut próbuję cię dobudzić.
Otworzyłam leniwie oczy. Nade mną stała Rebeka , całkowicie ubrana i ze świeżym makijażem na twarzy.Miała na sobie czarny sweter z małym dekoltem,białe rurki ,a na nogach czarne szpilki z paseczkiem. Jako dodatek założyła złoty wisiorek w kształcie frędzli oraz bransoletkę z czarnymi kamieniami. Spojrzałam na zegarek ,było już grubo po południu. Jak to możliwe żebym spała aż tak długo? Wyciągnęłam wzdłuż ciała obie ręce rozciągając się w imitacji porannej gimnastyki. Następnie wstałam i ubrałam się w różową luźną bluzkę na ramiączkach ,czarne rurki oraz granatowy żakiet.Następnie podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej jeden woreczek krwi A Rh- i usiadłam przy stole naprzeciwko Rebeki.
-Jak było nad jeziorem?-spytałam.
Od razu na jej twarzy zagościł wyraz rozmarzenia i miłości.
-Och wręcz cudownie. Stefan jest taki cudowny. Zabrał mnie w jedno z najwspanialszych miejsc jakie w życiu widziałam. Był tam nawet malutki wodospad. Mało tego. Jest pierwszym facetem, który zrobił mi śniadanie do łóżka bez potrzeby hipnotyzowania go. Czyż to nie urocze?- spytała rozweselona ale natychmiast uśmiech zszedł z jej twarzy.-Och, przepraszam. Ja ci opowiadam jakie to mam wspaniałe życie ze swoim chłopakiem, a zapomniałam ,że ciebie kilka dni temu ugryzł twój były.
-Nie był sam. Nie musisz byś smutna z mojego powodu. Rozumiem ,że jesteś szczęśliwa ze Stefanem. To nic złego być szczęśliwym. Cieszę się twoim szczęściem.-powiedziałam popijając krew z woreczka.
-Na pewno?
-Tak.Nie jestem Eleną .
-Zdążyłam zauważyć.-powiedziała kwaśno.- A teraz kończ szybko tą krew bo jedziemy na zakupy.
Dokończyłam posiłek i udałam się do wyjścia , po drodze wkładając czarne szpilki i zarzucając czarną torbę na ramie , w której miałam wszystkie potrzebne rzeczy.
-Jestem gotowa.
-Fajnie. Zbierajmy się zanim wykupią nam najlepsze kiecki.
Wyszłyśmy z budynku i poszłyśmy na parking. Już chciałam skręcać w stronę mojego autka kiedy Bekah pokręciła przecząco głową wskazując swoje ferrari. Bez słowa sprzeciwu wsiadłam do auta i włączyłam radio. Akurat leciała moja ulubiona piosenka. Jechałyśmy przez kilkanaście minut w milczeniu napawając się muzyką ale nagle zauważyłam znak mówiący "Żegnamy Dark Hill" Na ten widok zmarszczyłam lekko brwi.
-Rebeka? Chyba pomyliłaś drogę. Właśnie wyjechałyśmy z miasta.
-No chyba nie myślałaś ,ze będziemy robić zakupy w tym obskurnym mieście.
-Szczerze to przeszło mi to przez myśl. Gdzie my tak właściwie jedziemy?
-Do Portland. Tam przynajmniej są jakieś sensowne sklepy.
-Tak ,ale w Hill też są sklepy z ubraniami.
-Może znalazł by się jeden , w którym kupiłabym coś co bym włożyła.Oj , daj spokój! Do Portland mamy jakąś godzinę drogi.Co ci szkodzi ze mną jechać.
-Nie zrozum mnie źle. Nie to,że nie chcę. Jestem trochę zaskoczona ,że dla zwykłej imprezy wybierasz się tak daleko po zwykłą sukienkę.
-O Boże .-westchnęła.- Czy tak trudno zrozumieć ,że chcę spędzić trochę czasu z moją najlepszą, jedyną przyjaciółką robiąc zakupy?Caroline usiądź wygodnie i wsłuchaj się w muzykę.-powiedziała zwiększając głośność radia.-Wyluzuj.
Postanowiłam dłużej się z nią nie spierać. Miała rację . Za dużo myślę. Reszta drogi upłynęła nam w przyjemnym milczeniu.
Godzinę później.
-Jesteśmy na miejscu. -powiedziała Pierwotna parkując przed ogromnym Centrum Handlowym.-Tutaj są moje ulubione sklepy.
Wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się dookoła. Nigdy nie byłam w Portland. Sporo słyszałam o tym mieście ale nigdy nie miałam okazji go zwiedzić.
-Wow.-wyszeptałam.Wszędzie były wspaniałe widoki. Choć dookoła tłum ludzi śpieszył się zapewne do pracy lub szkoły
-Co masz taką minę jakbyś była tutaj pierwszy raz. -powiedziała Bekah. Ale nie kąśliwie lub wrednie.Ona na prawdę się zdziwiła.
-Bo jestem.
-No tak. Ciągle zapominam jak młoda jesteś.Choć czas wybrać kreację na dzisiejszy wieczór.
-Mówisz jakby to był jakiś wielki bal.
-Uwierz mi.Już tak długo nie byłam na żadnym balu ,że z chęcią zadowolę się zwykłą potańcówką zakrapianą wódką. -weszłyśmy do budynku i moim oczom ukazały się rzędy sklepu a pośrodku nich ruchome schody prowadzące na wyższe piętra sklepu.
-Mówisz jakbyś była zdesperowana.
-Bo jestem! W latach dwudziestych wszyscy się bawili praktycznie non stop, A teraz...? Ech ,szkoda gadać.
-Mi się podobają moje czasy.
-Bo nie żyłaś w moich. O patrz!-powiedziała zatrzymując się przy jednej z wystaw sklepowych. -Ta sukienka jest boska!Muszę ją mieć! -i nie oglądając się na mnie ,szybkim krokiem wmaszerowała do sklepu.

Weszłam za nią do pomieszczenia lecz już jej nie było. Najprawdopodobniej zniknęła w przymierzalni. Zaczęłam rozglądać się po sklepie szukając czegoś dla siebie. Wtedy ujrzałam ją. Była taka cudowna i olśniewająca. Sukienka stworzona dla mnie.Cała błękitna z naszytą na to koronką .W talii dobrze opięta dzięki czemu podkreślała talię. Była taka wyrafinowana, elegancka ,piękna i... zupełnie nie na tą okazję. Spojrzałam na metkę .Coż...Cenę też miała piękną. Musiałabym pracować na nią chyba z dziesięć lat. Ale przymierzyć nie zaszkodzi. Wzięłam z wieszaka odpowiedni rozmiar i udałam się do przymierzalni. Jak tylko delikatny ,śliski materiał dotknął mojej skóry poczułam się jak w niebie. Była lekka jak piórko.Idealnie na mnie pasowała jakby była skrojona specjalnie dla mnie.Obróciłam się do lustra i z wrażenia zaparło mi dech w piersiach. O mój Boże...! Wyglądam, wyglądam fantastycznie. Jak jakaś księżniczka z bajki. Zupełnie jak kopciuszek. Tylko księcia brakuje. Nie wiem czemu od razu na myśl przyszedł mi Klaus. Ostatnio za dużo o nim myślę. Nagle usłyszałam pukanie w drzwiach mojej przebieralni.
-Zajęte! -krzyknęłam.
-Caroline?-usłyszałam głos Pierwotnej.-Otwórz to powiesz mi jak wyglądam.

 Byłam kompletnie ubrana więc od razu jej otworzyłam. Stała z ogromnym uśmiechem na ustach .Miała na sobie śliczną  czarno-kremową sukienkę z czarnymi koralikami w pasie ułożonymi w piękny wzór i podkreślając wcięcie w talii .Ponieważ nie miała ramiączek jej góra koloru czarnego była opięta natomiast od pasa w dół kremowy luźny materiał pięknie się układał .
-Wyglądasz pięknie.-powiedziałam szczerze.
-I vice versa. Musisz kupić tą sukienkę. Teraz tylko pozostało znaleźć coś na imprezę. -powiedziała i zaczęła się rozglądać po sklepie.Ja w tym czasie zamknęłam drzwi i przebrałam się w swoje ubrania. Gdy wyszłam Rebekah też już była w swoich ubraniach i czekała na mnie przy kasie.
-Nic tu nie ma ciekawego. Same suknie wieczorowe. Idziemy dalej. Tylko kupię te sukienki.
-Nie,ja swojej nie kupuję.
-Dlaczego? Nie podoba si się?
-Nie,wręcz przeciwnie .Jest piękna ale...
-Nie ma żadnego ale!-schyliła się nade mną i szepnęła mi do ucha- I tak nie zamierzałam za nie płacić.
Chciałam zaprotestować ale Rebekah już hipnotyzowała sprzedawczynię. Tym razem odpuściłam. W końcu jestem wampirem a tak rzadko korzystam z uroków bycia nim.
-No to teraz idziemy szukać coś krótkiego i sexownego dla ciebie oraz coś długiego oraz wykwintnego dla mnie.-powiedziała gdy wyszłyśmy ze sklepu kierując się do następnych sklepów.
-A mam pytanie. Po co nam te eleganckie sukienki?
-Skoro już musisz mieć jakiś powód to powiedzmy ,że te sukienki są na bal jesienny. Może być?
-Przecież do balu zostało jeszcze jakieś dwa miesiące.
-Jesteś wampirem ,boisz się ,że przytyjesz?
-Krzycz głośniej o tym kim jesteśmy a na pewno wylądujemy w jakiejś rzece z kołkiem w sercu.A przynajmniej ja,bo ty jesteś cholerną Pierwotną.
-Masz coś do Pierwotnych?- spytała patrząc na mnie z wysoko uniesionymi brwiami.
-Nie ,ale nawet nie wiesz ile bym dała aby być praktycznie niezniszczalna.
-Nawet nie wiesz ile razy próbowałam się zabić. Z czasem nieśmiertelność traci swoje uroki. Już nic nie jest w stanie cię zaskoczyć. Patrzysz na jakieś miejsce i przypominasz sobie jak ono wyglądało sto, dwieście lat temu.
-Ale w zamian za to nigdy się nie zestarzejesz , zawsze będziesz mieć idealną figurę i nie musisz obawiać się różnych chorób.
-Zawsze są wady i zalety.-powiedziała rzeczowo po czym skierowała się do elegancko urządzonego sklepu-Wejdźmy tutaj. Ta sukienka wygląda interesująco.Podoba mi się- Podeszła do wieszaka z Cudowną czarno złotą sukienką z koronką, która była z przodu krótsza ,a z tyłu dłuższa. Sukienka jakiej pozazdrościły by jej światowej sławy gwiazdy. Na złotym satynowym podszyciu idealnie wyeksponowana była czarna koronka . Już wyobrażałam sobie jak pięknie będą wyglądać jej szczupłe, długie nogi. Nie miała zbyt dużego dekoltu w przeciwieństwie do jej poprzedniej sukienki ta pod tym względem wyglądała skromnie lecz zastępowały je nogi.Gdy długość kreacji przechodziła z małej z przodu w długą z tyłu, nie opadała byle jak , wręcz przeciwnie .Elegancko i wytwornie układała się falami tworząc przecudne zjawisko.
Gdy tylko wyszła z przymierzalni od razu wiedziałam ,że ją kupi.Ta sukienka była dla niej stworzona.
-I jak? Może być?
-Dziewczyno czy ty się widzisz?Stefan padnie z wrażenia jak cię w tym zobaczy.
-Myślisz?
-No pewnie ,że tak. Bekah, ty musisz wziąć tę kieckę.
-A ty mierzyłaś jakąś sukienkę?
-Jeszcze nie . -powiedziałam rozglądając się po sklepie.-A co sądzisz o tej? -spytałam wskazując granatową sukieneczkę z biało-srebrnym paseczkiem i białymi koronkowymi wstawkami na ramionach. Była skromna i słodka. Sięgała przed kolano i miała wycięcie na plecach z jednym małym guziczkiem zapinanym u góry.
-Urocza.Idź ją przymierz a ja porozglądam się za jakimiś butami do moich sukni.
Jak powiedziała tak zrobiłam. Po kilku minutach wyszłam z przymierzalni z nową sukienką na wieszaku, która nie była wcale taka droga jak mi się początkowo wydawało. Rebekah siedziała na jednej z kanap ustawionych w rogach sklepu .W ręce trzymała dwie torby z nazwą sklepu.Domyślałam się ,że Pierwotna zapłaciła za ubrania w taki sam sposób jak poprzednio. Podeszłam do kasjerki i wręczyłam jej sukienkę, wyjmując z torebki portfel.
-Coś jeszcze dla pani?To wszystko?
-Tak.
-Należy się pięćdziesiąt dziewięć dolarów i dziewięćdziesiąt dziewięć centów.
No jasne bo sukienka za sześćdziesiąt dolców jest już za droga -pomyślałam.Wyjęłam kartę kredytową i wstukałam kod pin. Kobieta zapakowała kreację i podała mi ją
-Dziękujemy , zapraszamy ponownie.-usłyszałam standardową formułkę a następnie udałam się do drzwi wyjściowych , przy których  stała już Rebekah .
-Nie wiem jak ty ale ja zaliczam zakupy do udanych.-Powiedziała podekscytowana kierując się do wyjścia.
-Ja też. Już nie mogę się doczekać aż założę tę nową granatową sukienkę.
-Nie wiem jak ty ale ja trochę zgłodniałam. Co powiesz na tego brunecika? -spytała figlarnym tonem.
-Przecież wiesz ,że ja nie...
-No dobra to przynajmniej na mnie nie naciskaj. Ja w przeciwieństwie do ciebie trzymam się tradycji. -chyba wyraz mojej twarzy mówił jej wszystko bo szybko dodała- No przecież nikogo nie zabiję, a przynajmniej postaram się tego nie robić. Jak chcesz to możesz iść ze mną i mnie przypilnować -chwila ciszy po czym dodała sarkastycznie- mamo.
-No dobra , nich ci będzie...Córko. -powiedziałam po czym obie wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem.- Coś mi się wydaje ,że nasze drogi jeszcze nie raz się skrzyżują Caroline.
Patrzyłam jak Rebekah podchodzi do chłopaka i go hipnotyzuje aby szedł za nią i się nie odzywał a następnie weszła do jakiegoś ciemnego zaułka między budynkami . Podążyłam za nią aby być pewna ,że chłopakowi na pewno nic się nie stanie.
-Tylko bądź delikatna. -powiedziałam.
-Masz za miękkie serce jak na wampira.-powiedziała zanim wgryzła się w tętnicę mężczyzny. Piła szybko i łapczywie i już miałam zamiar ją odciągnąć kiedy wreszcie się od niego oderwała.
-No i widzisz? Nic złego się nie stało.-nadgryzła nadgarstek podając go człowiekowi wlewając w niego kilka łyków ciepłej krwi.
-Tak ale i tak nie lubię patrzeć jak to robisz.
-Oj tam, a ja nie lubię patrzeć jak ty pijesz tylko i wyłącznie te woreczkowe świństwo i tego nie komentuję. Nie czepiaj się mnie ,Caro.To ja nie będę się czepiać ciebie. Wracajmy do domu ,jest już ciemno , a zanim zajedziemy do domu będzie już całkiem późno. Muszę się jeszcze ubrać.
-No dobra wracajmy.
Przez całą drogę Rebeka opowiadała mi o swoim wyjeździe ze Stefanem. Z jednej strony jej zazdrościłam ale nie chłopaka oczywiście bo Stefa traktowałam bardziej jak starszego brata jednak zazdrościłam jej ,że ma takiego cudownego, kochającego chłopaka , który nigdy by jej nie zdradził w przeciwieństwie do Tylera. podróż upłynęła nam w ekspresowym tempie. W pokoju wypakowałyśmy zakupy do szafy . następnie wzięłam nową ,granatową sukienkę oraz kosmetyczkę do łazienki i wróciłam do pokoju po ręcznik , który jak zwykle zapomniałam.
Po szybkim prysznicu , wysuszyłam włosy , zrobiłam makijaż oraz się ubrałam .gdy wyszłam z łazienki moje miejsce zajęła Rebekah. W tym czasie przeszukałam całą szafę nie mogąc znaleźć odpowiednich butów.
-Nie no. Chyba się załamię. -Usiadłam na łóżku wzdychając.
-Co się stało? -spytała Beka , która akurat wyszła z łazienki . Wyglądała jak rasowa modelka.
-Nie mam odpowiednich butów. Wszystkie moje szpilki do tego nie pasują.
-Jaki masz rozmiar ?
-Trzydzieści sześć.
-Oo, to dobrze się składa bo mam coś w sam raz dla ciebie. -powiedziała podchodząc do szafy i wyjmując z niej zielone pudełko, w którym były cudowne srebrne szpilki , połyskujące lekkim blaskiem . Miały przyczepione na obcasie kilka malutkich diamencików, które wyglądały jakby były prawdziwe, a może i z resztą były? To Rebekah. Po niej wszystkiego można było się spodziewać.
-O Boże! Są cudowne!
-Myślę ,że będą ci pasować. Załóż .Mamy ten sam rozmiar.
Wsuwając stopy w te cudeńka  poczułam delikatną, miękką skórkę , którą były obszyte .
-I jak?
-Pasują idealnie i są prześliczne.
-Dzięki ,ale jeśli chcemy jeszcze zdążyć na imprezę to musimy się zbierać. Tutaj nie daleko otworzyli nowy klub .
Zabrałam torebkę i razem z Rebeką wyszłyśmy z pokoju zamykając drzwi. Na dworze było już ciemno i jedyne światło jakie padało na ulicę pochodziło z latarni i księżyca , który przypominał dzisiaj francuskiego rogalika. Po kilkunastu minutach doszłyśmy do ciekawie wyglądającego na pierwszy rzut oka klubu. Przed wejściem stało dwóch łysych mięśniaków ubranych w czarne T-shirty i czarne skórzane kurtki. O ironio zabawne ,że oni wyglądali na silniejszych od nas gdy tak na prawdę mogłybyśmy ich powalić jedną ręką. Usłyszałam jak jeden z nich szturcha drugiego i mówi do niego :
-Ty stary patrz jakie dziuńki idą.-Gdy to usłyszałyśmy obie z Beką cicho się zaśmiałyśmy.
-Hej chłopcy , wpuścicie nas?- spytała Rebekah słodkim głosem.
-No sam nie wiem.-droczył się jeden z nich. -Co o tym sądzisz , Ian?
-Hmm...Trudne pytanie. -podrapał się po brodzie. A co z tego będziemy mieli?
-No dobra. Bycie grzeczną mi się znudziło-powiedziała Pierwotna a ja spojrzałam na nią pytająco.
-Co masz na myśli ślicznotko? -spytał jak się okazało Ian uśmiechając się przy tym cwaniacko.
-Sam zobaczysz , będzie ciekawie-podeszła do Iana i zahipnotyzowała.-Nie ruszaj się i bądź cicho.
Chłopak przybrał pusty wyraz twarzy ,a z jego twarzy zniknęły wszelkie oznaki emocji.Drugi z nich ,zaczął się rozglądać na boki.
-Co ty mu zrobiłaś?
-Oj ,nie przejmuj się. Obiecuję zrobić to szybko. -zahipnotyzowała go tak samo jak tamtego i kazała im zapomnieć ,że kiedykolwiek nas widzieli , następnie weszłyśmy do środka ,z którego wydobywały się dźwięki szybkiej piosenki.Wnętrze było lekko oświetlone , jednak dało się zobaczyć twarze ludzi ze szczegółami. Po prawej stronie stały szerokie schody prowadzące na wyższe piętro , na którym stał bar i stoliki . Wszędzie unosił się dym i atmosfera wydawała się typowo studencka.
-Już myślałam ,że zamierzasz się karmić.
-No co ty! Jeszcze pobrudziłabym sukienkę!
-A już myślałam ,że nabrałaś wyrzutów sumienia.
-Żyłam w czasach zanim odkryto ,że krew dzieli się na różne grupy. Karmiłam się aby przeżyć. Pewnych nawyków nie da się zmienić, a poza tym nie chcę. Lubię pić z żyły i dobrze mi z tym.
-A co na to Stefan?
-Na początku był temu przeciwny ale w końcu to zaakceptował. Ja nie naciskam aby on się zmienił ,a on nie na ciska na mnie.
- No proszę,proszę... -usłyszałam tak dobrze mi znany głos mojego przyjaciela.-Czyżbym stał się tematem waszych plotek?
Odwróciłam się i zobaczyłam idącego do nas wolnym krokiem Stefana z uśmiechem na ustach.
-Stefan!- podbiegłam do niego i mocno uściskałam. -Powinnam się na ciebie obrazić.-udałam oburzenie jak tylko się odsunęliśmy.-Porwałeś moją przyjaciółkę i miałeś ją tylko dla siebie.
-Ja też się cieszę ,że cię widzę Caroline. Ale teraz zamierzam znów uprowadzić pannę Mikaelson , jeśli oczywiście nie ma ona nic przeciwko. -powiedział wyciągając rękę w stronę dziewczyny.
-Ależ skąd panie Salvatore. -zachichotała podając mu dłoń.
-Idźcie już , zanim przyleci tutaj tęczowy jednorożec i was zabierze. Jezu wróciliście wczoraj wieczorem , a zachowujecie się jakbyście się nie widzieli ze sto lat.
-CaroT, mam nadzieję ,że się nie gniewasz na mnie za to ,że zaprosiłam Stefana co?
-Jasne ,że nie. -powiedziałam choć szczerze liczyłam na jakiś babski wieczór spędzony przy kilku drinkach.
Przedarłam się przez tłum do schodów i weszłam na górę siadając przy jednym z barowych stołków.Czekałam kilka minut aż wreszcie podszedł do mnie barman.
-Co podać? -spytał.
-Dwa razy whisky. -usłyszałam za plecami tak dobrze mi znany głos z brytyjskim akcentem.


Hejka wszystkim :)
Na wstępie chciałam wszystkich chyba po raz tysięczny przerosić za długą przerwę. Jednak szkoła się zaczęła, a oceny lecą nieubłaganie. Dziękuję wam ,że jesteście i ,że czytacie moje bazgroły. W tym rozdziale brak Klaroline za co przepraszam ale musiałam go dodać. W następnym odcinku powinno być o wiele więcej. (Coś się wymyśli XD) . Jak wam się podobają nowe odcinki TVD i TO? Mi nawet, nawet. Dziś chciałam obejrzeć sobie nowy odcinek TVD ale niestety stronka ma jakieś problemy techniczne. Piszcie szczere opinie . Krytyka też jest mile widziana( dzięki temu rozdziały staną się lepsze ) . Jesteście kochani. Uwielbiam was i tylko dla was pisze , wasza obecność daje mi motywację do pisania następnych rozdziałów i dzisiaj stuknęlo już ponad 15 tys. wejść. Może dla innych to mało ale dla mnie to na prawdę dużo.
 Cieszę się i pozdrawiam Wasza Caro <3  
Poniżej sukienki kupione przez dziewczyny.
sukienka Rebeki
Zdjęcie: Pick a different style now! <3
Left-> http://bit.ly/1s2G0ZV
Middle-> http://bit.ly/1s2FZ8q
Right-> http://bit.ly/1s2FZ8u
More-> http://bit.ly/1s2G1x3
Caroline-sukienka 3
Zdjęcie: For the lace fans <3
Dress-> http://bit.ly/1ohElzW
Shoes-> http://bit.ly/1ohEnbj
Earrings-> http://bit.ly/1ohEnbc
Bracelet-> http://bit.ly/1ohEnb8
Ring-> http://bit.ly/1ohEljI
Hair jewelry-> http://bit.ly/1ohEljCZdjęcie: Is short dress your preference? <3
Buy-> http://bit.ly/1tBe5nW
More-> http://bit.ly/1tBe6YR
sukienki Rebeki (czarno-złota) i Caroline( niebiesko-srebrna) 

czwartek, 16 października 2014

Kochani :)

Na wstępie chcę powiedzieć ,że nie zamierzam zawieszać tego bloga czy coś w tym stylu. Przepraszam za długą przerwę. Postaram się jutro dodać nowy rozdział.(mam już napisane 7 stron). Mógłby być on już dziś dodany ale chcę go trochę przedłużyć. Mam ostatnio nawał nauki i sprawdziany. Na jutro będzie gotowy (najprawdopodobniej wieczorem). Tak więc obiecuję dodać go do godziny 20 :)
Dobranoc , słodkich snów . Caroline Mikaelson. ^_^  


tumblr_ml7iskqlbz1qfco6go4_250.gif

niedziela, 28 września 2014

Rozdział 20 "Słodkich snów ,Caroline"

REBEKAH

Obudził mnie telefon. Kto do cholery dobija się do mnie tak wcześnie?! Zwlekłam się z łóżka i poszłam w kierunku dźwięku. Niestety jedyny telefon jaki tu działa to domowy. Niestety komórki nie mają zasięgu. Telefon znajdował się w kuchni.
-Czego?! -warknęłam.
-Może by tak grzeczniej siostrzyczko. -No tak. Klaus. 
-Cóż to za sprawa niecierpiąca zwłoki,że budzisz mnie tak wcześnie?
-Podczas gdy ty znikasz nie wiadomo gdzie Caroline zostaje zaatakowana przez Tylera i gdyby nie ja zapewne już by nie żyła. Więc miło by było gdybyś tak ruszyła swój tyłek z powrotem do domu. 
-Co? Jak? Gdzie? -przez to,że nadal byłam na wpół śpiąca niewiele z tego rozumiałam ,ale starałam się jak najwięcej zrozumieć. 
Po drugiej stronie usłyszałam przeciągłe westchnienie. 
-Po prostu tu przyjedź i wszystko ci wyjaśnię. 
-No dobra i tak mieliśmy jutro wracać. Postaramy się być dziś wieczorem. -powiedziałam już całkiem trzeźwo. 
-Czekam. Cześć. Pozdrów Salvatore'a.
-Ma na imię Stefan!-krzyknęłam ale usłyszałam już tylko dźwięk oznajmiający koniec połączenia. 
Nastawiłam expres do kawy i pognałam do naszej sypialni , w której nadal spał mój ukochany. 
-Skarbie czas wstawać. -ziewnęłam lekko nim potrząsając. 
-Jeszcze pić minut.- powiedział niewyraźnie. 
-Musimy wracać do Dark Hill .Klaus do mnie dzwonił, coś się stało Caroline. 
-Aha.
-Stefan wstawaj! 
Wreszcie po kilku minutach otworzył oczy i przeciągnął się ospale.
-Co jest? -spytał.
-Klaus dzwonił. Wracamy do Dark Hill. 
-Znowu jakieś kłopoty? 
-Yhm. -kiwnęłam głową. 
-A nie możemy po prostu tutaj zostać? Z dala od tego całego świata? 
-Ja też bardzo bym tego chciała lecz niestety takie jest życie. 
-Nie...-zakrył głowę poduszką. 

KLAUS

Zakradłem się w nocy do sypialni Caroline.Wyglądała tak pięknie podczas snu. Blond loki leżały rozsypane na poduszce tworząc uroczą aureolę wokół jej głowy. Jej różowe usta były lekko rozchylone w zmysłowy sposób. Miałem wielką ochotę ją pocałować ale musiałem się powstrzymać aby jej nie obudzić. Skupiłem się z całych sił i wysłałem w jej stronę falę mocy aby otworzyć jej umysł. Fakt, że spała dodatkowo mi to ułatwił , ponieważ mi się nie opierała. 
Zmieniłem i odrobinę podkolorowałem jej sen na moją korzyść. Tylko trochę, gdyby się kiedyś o tym dowiedziała nie będzie aż tak zła. Musiałem ją jakoś przekonać do zamieszkania u mnie w domu. Grozi jej przecież spore niebezpieczeństwo. A po za tym nie ukrywam,że ucieszyłbym się z jej obecności pod moim dachem. 
tumblr_mj5uen7GJQ1rosfxwo5_250.gifZobaczyłem ,że delikatnie się uśmiechnęła. Czyżby mój sen, który utworzyłem w jej umyśle aż tak jej się spodobał? Wyciągnąłem rękę i delikatnie pogładziłem ją po policzku nie mogąc się dłużej powstrzymywać i w tym samym momencie mruknęła pod nosem coś kompletnie nie zrozumiałego zrozumiałem tylko jedno słowo"Klaus" .Wysłałem w jej umyślę już trochę odważniejszą wizję i zauważyłem ,że zaczęła się wiercić i powoli budzić. Nie mogłem dłużej ryzykować i pośpiesznie wyskoczyłem przez okno i jeszcze tylko raz spojrzałem na okno i śpiącą tam wampirzycę. Następnie w wampirzym tempie udałem się do domu.


CAROLINE

*Sen
Znalazłam się w ogromnym ciepłym pomieszczeniu.Była to sypialnia Klausa. Ta sama , w której obudziłam się dziś rano. Przez okno wpadały ciepłe promienie słońca. Leżałam w łóżku i o dziwo nie byłam w nim sama. Na moim biodrze czułam szorstką skórę  dłoni . Pytanie pozostawało jedno. Czyja jest ta dłoń. Przekręciłam delikatnie głowę i moim oczom ukazała się uśmiechnięta twarz hybrydy.
-Dzień dobry, kochana. Jak się spało?-spytał swoim nieziemskim akcentem.
-Fantastycznie, skarbie.-słowa same wydobywały się z moich ust. Nie panowałam nad tym co robię i co mówię.
Podciągnęłam się na łokciach i musnęłam usta Klausa w delikatnym pocałunku.
W jednej chwili Pierwotny zamienił nas miejscami i w tym momencie to on przygniatał mnie swoim ciałem, schodząc pocałunkami coraz niżej...
 Gdy się obudziłam okno do mojego pokoju było otwarte, a nie przypominam sobie abym je otwierała. Spojrzałam na zegarek była 4:27.
Ten sen był dziwny i zupełnie inny. Jeszcze nigdy nie śnił mi się Klaus , a już na pewno nie śnił mi się w takiej sytuacji. Nie nazwałabym go koszmarem, muszę przyznać ,że był przyjemny i to nawet bardzo.
Ciekawe jaki byłby z nim sex? -pomyślałam.
Czekaj, co?! Od kiedy to zaczęło mnie interesować jaki byłby Klaus w łóżku?!
Od kiedy to ja w ogóle zaczęłam myśleć o nim w ten sposób. Odkąd wyznał mi miłość praktycznie non stop o nim myślę a teraz nawet w nocy nie przestaję o nim myśleć.
Ugh! Ogarnij się Caroline i przestań myśleć o jego boskich dołeczkach i oczach. A gdy mnie całuje... Stop! Chyba się nie zakochałaś dziewczyno?! Wstałam i poszłam do kuchni gdzie wypiłam szklankę zimnego mleka i położyłam się do łóżka jednak sen nie chciał nadejść. Leżałam tak dopóki nie zadzwonił budzik oznajmiając ,że czas już wstawać.  
Szybko się ubrałam w białą sukienkę z koronką , z rękawami 3/4 i cienkim ,plecionym, brązowym paskiem. Do tego dobrałam jasnobrązowe szpilki, a włosy spięłam w delikatnego , niesfornego koczka. Przed wyjściem wypiłam jeszcze woreczek AB Rh- i udałam się na uczelnię. Na szczęście byłam dziś zwolniona z lekcji z racji festynu, poszłam więc na teren za szkołą gdzie stały już wczoraj poustawiane stoiska z przeróżnymi grami ,jedzeniem oraz karuzelami.Trochę to przypominało wesołe miasteczko z tą różnicą ,że było mniejsze. 
Sprawdziłam czy wszystko działa jak należy, były pewne problemy techniczne z mikrofonami ale oprócz tego na szczęście żadnych problemów. 
Nawet nie zauważyłam kiedy zapadł zmierzch i ludzie zaczęli się schodzić. Sprawdzałam właśnie czy przy każdym stanowisku jest jakaś osoba, kasjer i czy wszystkie budki z zabawami są otwarte gdy nagle poczułam powiew powietrza na plecach i usłyszałam głos z brytyjskim akcentem. 
-Można wiedzieć co tu robisz Caroline? Sama. -ostatnie słowo wyraźnie podkreślił. 
-Przecież ktoś musi się tym wszystkim zająć.Jestem przewodniczącą i jakbyś nie zauważył do mnie należy to zadnie. 
-A gdzie do cholery podziewają się hybrydy?- spytał wyraźnie powstrzymując gniew. 
-Tu jest masa ludzi. Nic mi się nie stanie. A po za tym jest dzień. 
-Ostatnio jak Tyler cię zaatakował też był dzień. A ludzie to nie problem . 
-Klaus, proszę cię .Nic mi się nie stało , przestań mówić co by było gdyby... Nie chcę się z tobą kłócić. 
-W takim razie nalegam abyś zamieszkała u mnie. -powiedział opanowanym głosem. 
-Ta...-prychnęłam- Musiałbyś trafić chyba z dziesięć razy w sam środek tarczy. -powiedziałam lekkomyślnie wskazując strzelnicę z łukiem i strzałami obok , której właśnie staliśmy, a następnie wróciłam do sprawdzania listy , którą aktualnie trzymałam w ręce.
-Zgoda. -powiedział i uśmiechnął się szatańsko. 
-Co? -spytałam i spojrzałam mu w oczy zdezorientowana. 
-Jeśli trafię w tarczę, w sam środek dziesięć razy, zamieszkasz u mnie. 
-Ale ja nie mówiłam poważnie. 
-A ja tak. Co ty na to? 
Chwilę się zastanowiłam . Tarcze stały jakieś piętnaście metrów od lady i było mało prawdopodobne aby trafił w sam środek aż dziesięć razy. 
-Okej. Zgadzam się. -powiedziałam.
Pierwotny podszedł do kasjerki wręczając jej banknot i po kolei chwytając każdą strzałę trafił dziesięć razy bezbłędnie, płynnie w sam środek tarczy. Stałam coraz bardziej oniemiała patrząc jak uśmiechnięty Klaus podchodzi do mnie z triumfem wypisanym na twarzy.
-Możesz już iść się pakować.- powiedział.
-Jak ty to zrobiłeś?-spytałam patrząc na niego z lekko rozchylonymi ustami ze zdziwienia. 
-Chyba zapomniałaś ,że urodziłem się w czasach , w których nie było broni palnej. -wyszeptał mi do ucha. Nawet nie zauważyłam kiedy podszedł tak blisko. 
-Nie zapomniałam ale od tamtych czasów minęło jakieś trzysta, czterysta lat .Myślałam ,że zapomniałeś, albo co najmniej nie jesteś w tym aż tak dobry. 
-To jest jak z jazdą na rowerze.Tego się nie zapomina. Wspominałem ci ,że wiele razy brałem udział w wojnach?
Naszą konwersację przerwała dziewczyna zza lady. 
-Przepraszam, proszę pana! -krzyknęła za nami. 
-Tak? O co chodzi? -spytał posyłając jej wymuszone spojrzenie i nieśpiesznie idąc do niej.
-Zapomniał pan nagrody.-powiedziała podając mu ogromnego pluszaka.
Zabrał go i podszedł do mnie. 
-To dla ciebie, kochana. -powiedział dając mi ogromnego, białego misia .Pluszak był po prostu słodki. 
tumblr_ml7iskqlbz1qfco6go2_250.gif-Naprawdę? Dziękuję. -powiedziałam i przytuliłam się do Klausa. Sama nie wiem czemu to zrobiłam. Tak po prostu poczułam przemożną chęć bliskości pierwotnego. 
-Wow. Jeśli tak masz mi dziękować to chyba wezmę udział we wszystkich konkurencjach. -powiedział cicho się śmiejąc. 
Szybko się od niego odsunęłam i przytuliłam misia ukrywając rumieniec. 
-No wiesz co? Chciałbyś. 
-Nie przeczę. -nastała chwila ciszy , którą przerwał- Ponieważ Mike i Davina gdzieś wybyli ,a Alex i Tony nie odbierają telefonu nie widzę innego wyjścia jak towarzyszenie ci przez resztę dnia.  
-A to aż taka dla ciebie katorga? -droczyłam się z nim. 
-Wręcz przeciwnie. Sama przyjemność. 
Spojrzałam na zegarek. Była już 18:01 czyli czas wygłosić przemowę. 
-Czekaj tu, idę tylko powiedzieć kilka słów rozpoczynających festyn i jestem wolna. 
 Zostawiłam go tam i weszłam na scenę po drodze spotykając panią burmistrz. Wymieniłyśmy kilka słów uprzejmości i weszłam na scenę chwytając mikrofon. 
-Witam wszystkich bardzo serdecznie.-powiedziałam.- Cieszę się ,że aż tylu chętnych wzięło udział w naszej akcji charytatywnej. Cały dochód zebrany ze sprzedaży biletów zostanie przekazany na schronisko dla zwierząt w naszym mieście.- W tym momencie podeszła do mnie pani dyrektor wręczając mi małą karteczkę z napisaną przemową. Zmarszczyłam brwi, a ona szepnęła mi, że mam to przeczytać dodatkowo. Przeczytałam treść i moje zdziwienie osiągnęło szczyt.-Profesor Mikaelson obiecał podwoić zebraną przez nas sumę więc tym bardziej zachęcam do hojnych datków.-zakończyłam czytać-  Życzę wszystkim miłego wieczoru oraz udanej zabawy. A teraz przed państwem wystąpi Gwendolyn Shepard.-zakończyłam przemowę i zeszłam ze sceny, a na scenę weszła jakaś dziewczyna i zaczęła śpiewać.
U podnóży schodów stał Klaus. 
-Wow. tego się po tobie nie spodziewałam. 
-To wszystko dla ciebie, kochana. 
-Czego mi wcześniej o tym nie powiedziałeś? 
-Chciałem zobaczyć twoją minę. A po za tym myślałem ,że lubisz niespodzianki. 
-Bo lubię, ale nie kiedy patrzą na mnie setki osób. Wow. Jak powiem o tym Rebece to mi nie uwierzy.
-Daj spokój , aż taki straszny to chyba nie jestem. A teraz chodź. Zabawimy się. 
Złapał mnie za rękę i poprowadził w kierunku bawiącego się tłumu.


Przybywam do was z nowym rozdziałem wiem, że trochę krótki ale ostatnio narzekaliście, że tamten był za długi. Teraz z powodu szkoły rozdziały będą się pojawiać trochę rzadziej więc z góry przepraszam. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze to czyta :D



czwartek, 11 września 2014

Rozdział 19" Zabawę czas zacząć"

CAROLINE

- Hej . Co się stało? -spytałam Mike'a . 
-Ta ,cholerna wiedźma nie chce mnie wpuścić do środka.-powiedział zirytowany. 
-Odsuń się .-powiedziałam i wyjęłam z małej czarnej torebki klucze do pokoju. 
Sprawnie otworzyłam drzwi i chciałam wejść do środka . Usłyszałam krzyk Mike'a i nim zdążyłam się zatrzymać poczułam jak odbijam się od niewidzialnej bariery i z impetem lecę na przeciwną ścianę. Napięłam wszystkie mięśnie przygotowując się do przeszywającego bólu lecz zamiast zimnej kamiennej ściany poczułam stalowe mięśnie i ciepłe silne ramiona obejmujące mnie w pasie chroniąc przed upadkiem. 
-Wow, co to było? -spytałam zdezorientowana i odchyliłam głowę w stronę pierwotnego. Dzieliły nas już tylko centymetry. Wystarczyłoby ,że lekko się pochyli. 
-Zapomniałem ci powiedzieć ,że Davina założyła blokadę. -powiedział przepraszająco z tym swoim brytyjskim akcentem. 
Jak na zawołanie drzwi się otworzyły a w nich stanęła urocza brunetka, która popatrzyła się na nas pytającym wzrokiem. W sumie nic dziwnego . Nadal staliśmy do siebie przytuleni. Delikatnie wyswobodziłam się z objęć Pierwotnego i podeszłam do czarownicy próbując ukryć zmieszanie. 
-Myślałam ,że przyjedziecie trochę później. -powiedziała brunetka. 
-Mocna ta twoja bariera. - powiedziałam zerkając na drzwi. 
-A tak , dałam trochę za dużo szałwii.-na jej twarzy wykwitły rumieńce. -Miałam to właśnie poprawić aby bariera tylko lekko odpychała ale właśnie przyjechaliście. 
-Mogę wejść? -spytałam czując się niezręcznie tak stojąc na korytarzu i rozmawiając przez próg. 
-Tak, jasne wejdź .Przecież to i tak twoje mieszkanie.-powiedziała , odsuwając się i przepuszczając mnie w drzwiach. 
-Ehem. -dobiegło mnie , krótkie, głośne chrząknięcie Pierwotnego ,o którym przez chwilę zapomniałam. -A ja? 
-No dobra jego też zaproś.-rzuciłam do wiedźmy wchodząc do środka. 
-Wejdź Klaus. -powiedziała zrezygnowanym tonem i zaraz za nim zamknęła drzwi. 
-A co ze mną?! -dobiegł mnie oburzony głos Mike'a.
-A ty możesz zaczekać na zewnątrz.-powiedziała czarownica z przebiegłym uśmieszkiem na twarzy. 
Nie wiem o co im poszło ale postanowiłam się nie wtrącać wypytam ją o to później. 
-Więc .Na czym polega to twoje zaklęcie? 
-Przede wszystkim nie wolno ci dotykać tych bukiecików -powiedziała wskazując palcem , a ja dopiero teraz dostrzegłam malutkie wiązanki kwiatowe umieszczona w rogach drzwi. 
-No dobra , coś jeszcze? 
-Jak tylko wróci Pierwotna to wykonam zaklęcie abym nie musiała za każdym razem biegać jak będziecie chciały zaprosić do środka kogoś nadnaturalnego. Na razie tylko ja mogę to zrobić. -powiedziała dziewczyna zabierając torebkę i udając się do wyjścia. -Myślę ,że nie jestem wam już potrzebna więc wracam do domu. -powiedziała i już po chwili jej nie było. 
Podeszłam do komody i wyjęłam z niej krótkie, dżinsowe szorty i różową , luźną bluzkę z krótkim rękawem. Zabrałam rzeczy do łazienki nie patrząc na pierwotnego. Od czasu pocałunku nie potrafiłam na niego spojrzeć nie rumieniąc się przy tym jednocześnie. Przygryzłam dolną wargę , która nadal była lekko opuchnięta od porannych pocałunków
Po chwili wyszłam z łazienki , ubrana w swoje ciuchy , z lekkim makijażem na twarzy. Włosy związałam w kucyk , aby wygodnie mi się pracowało. 
Klaus siedział na łóżku i czytał jedną z książek. 
- Możemy już iść . -powiedziałam i założyłam białe trampki. 
-Jak już skończysz to co,masz do zrobienia ...-zaczął leczu przerwałam.
-Zorganizować festyn i pomóc w przygotowaniach. 
-Więc jak już skończysz to tu przyjedziemy i się spakujesz. 
-Dlaczego?
-Jak to dlaczego? Chyba nie muszę ci przypominać ,że twój były chce cię zabić. -powiedział kładąc delikatny nacisk na słowo "były".
-A co to ma do rzeczy? Przecież mam blokadę na drzwi. On tu nie wejdzie. 
-A po za domem? Gdy wyjdziesz po krew albo gdzieś indziej? 
- Bądźmy optymistami. Może wyjechał już jak najdalej stąd? 
-Jestem realistą i zamierzam go dorwać a następnie zabić.A do tego czasu mieszkasz u mnie. 
-Oj przestań .A tak po za tym to mam masę rzeczy do zrobienia i albo zostajesz tutaj albo wychodzisz.- dla podkreślenia chwyciłam klucze i otworzyłam drzwi. 
-No jasne ,że idę. Przecież cię nie zostawię samej .Czy ty musisz mi tak wszystko utrudniać ,kochana?- przechodząc obok mnie zatrzymał się i delikatnie pogłaskał mnie po policzku intensywnie wpatrując się przy tym w oczy.
-Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Dziękuję ci ,że jesteś Klaus.  

REBEKAH

Leżałam na kocu i czytałam moje ulubione pisemko o modzie na skraju jeziora podczas gdy Stefan nurkował w wyjątkowo czystej wodzie . 
-Skarbie ,chodź do mnie. Woda jest wspaniała.-dobiegł mnie jego głos.
-Przykro mi kotku ale dziś się tylko opalam.
-Bo zaraz do ciebie pójdę. 
-To groźba czy obietnica?-spytałam nie odrywając wzroku od czasopisma.
W tym samym momencie poczułam jak odrywam się od ziemi i unoszę się w mokrych ramionach wampira. 
-Nie chciała przyjść góra do Mahometa . 
-Co zamierzasz ze mną zrobić? 
-Zobaczysz.- powiedział wyszczerzając swoje śnieżnobiałe zęby w uśmiechu. 
-Nie, nie zrobisz tego! 
-Jesteś tego pewna?- spytał wchodząc już powoli do wody. 
-Nie , ale woda wydaje się dzisiaj zimna. 
Gdy fale jeziora były już wystarczająco wysoko by muskać moje stopy przyprawiając tym samym całe ciało o gęsią skórkę objęłam Stefana mocniej za szyję i chwyciłam się jedynej skutecznej wymówki , która zawsze działała w takiej sytuacji. 
-Stefan , mam telefon przy sobie. -wykrzyczałam na jednym tchu. Moje serce szybko waliło bo woda była lodowata. 
-Tak ? Ciekawe gdzie? -pochylił się i wyszeptał mi do ucha.-Skarbie ta wymówka by ci się udała gdyby nie to ,że masz na sobie wyłącznie bikini. 
Nagle poczułam jak lodowate fale otaczają całe moje ciało.Zanurzyłam się po czubek głowy a następnie odzyskałam na tyle świadomość aby odbić się od dna. Gdy się wynurzyłam woda sięgała mi niewiele powyżej talii. Odgarnęłam mokre włosy i z założonymi rękami spojrzałam wściekle na Stefana. 
-Przez ciebie jestem cała mokra i do tego pewnie mam rozmazany makijaż. 
-Kochanie wyglądasz pięknie , a jeśli chcesz to mogę ci pomóc pozbyć się tych mokrych ubrań. 
-Wiesz co? Kobiety w XXI wieku mają taki jeden cudowny wynalazek. Nazywa się foch. -odwróciłam się do niego plecami i pognałam na brzeg, gdzie znajdował się mój ręcznik.
Jednak jak tylko przemierzyłam kilka metrów poczułam uścisk na nadgarstku. 
-Oj, Bekah nie gniewaj się już tak. Przecież wiesz ,że cię kocham. -powiedział przybliżając się do mnie coraz bardziej. Po chwili objął mnie w talii , nachylając się coraz bliżej moich ust. -Skarbie...-Nie potrafiłam się na niego zbyt długo gniewać. Przewróciłam oczami i wpiłam się w jego usta obejmując go tym samym za szyję. Jego usta były takie słodkie, delikatne i miękkie.Wprost cudowne. Słyszałam nasze przyśpieszone bicie serc.Jego język splątał się z moim w namiętnym pocałunku. 
Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
-No dobra .Tym razem ci wybaczę, ale nie myśl ,że następnym razem pójdzie ci tak łatwo. -powiedziałam na nowo przyciągając go do siebie i całując tym razem powoli, delektując się każdym nawet najmniejszym pocałunkiem. W odpowiedzi usłyszałam tylko cichy śmiech Salvatore'a. 

CAROLINE

Przygotowania do festynu odbywały się na sali gimnastycznej w której już wszyscy się zebrali i w grupkach wesoło gadali. Po chwili podbiegła do mnie rudo włosa dziewczyna w zielonej, letniej sukience. 
-Caroline gdzieś ty się podziewała?! Zapchałam ci chyba całą skrzynkę ale nie odbierałaś . Festyn już jutro , a my praktycznie nic nie mamy. 
-Spokojnie Amy . Zdążymy. Zbierz chłopaków , będą potrzebni do ustawiania sceny i rozkładania sprzętu. My zajmiemy się plakatami , ulotkami i robieniem platformy. 
-Gdzie byłaś przez te dwa dni?.
- Byłam chora i musiałam odpocząć.- skłamałam. 
-Dobra, ale mogłaś nas uprzedzić czy coś to byśmy to sami jakoś zorganizowali. A tak , to nie wiem czy się uwiniemy. 
-Damy radę .Festyn odbędzie się na placu przed szkołą . -powiedziałam.Po czym miedzianowłosa oddaliła się przekazując innym instrukcje. 
Po chwili drzwi od sali otworzyły się i wszedł do niej nie kto inny jak Klaus. Muszę przyznać ,że w tych czarnych skórzanych spodniach i granatowym tiszercie wyglądał naprawdę seksownie. Za co natychmiast skarciłam się w myślach. -Caroline o czym ty myślisz!!!
-A co ty tu robisz? -spytałam. Wyjęłam z torby zeszyt i długopis i zaczęłam planować wszystkie przygotowania. 
-Pilnuję aby nie stała ci się krzywda. 
- Tu jest co najmniej trzydzieści osób. Nic mi się nie stanie. 
- W takim razie powiedzmy ,że przyszedłem ci pomóc. Jutro festyn a z tego co widzę zostało ci sporo rzeczy do zrobienia.- nie przestawał się uśmiechać. Dlaczego on zawsze musi mieć rację? 
-Naprawdę? Czyli nagle zacząłeś udzielać się charytatywnie? 
-Dla ciebie wszystko. -powiedział kładąc rękę na sercu.   
-Profesor Mikaelson. A co pan tutaj robi? -dobiegł mnie głos jakiegoś chłopaka . Odwróciłam się do niego. -stał trzymając w rękach deskę.
-Jak chcesz to możesz pomóc chłopakom przy budowaniu sceny.-powiedziałam w stronę Klausa i oddaliłam się w kierunku dziewczyn.
-Hej dziewczyny.-powiedziałam uśmiechając się przyjacielsko. -Przepraszam ,że mnie nie było ale byłam zajęta. -popatrzyłam na ich miny , które wyrażały lekką wściekłość oraz obojętność. 
-Jeśli się uwiniemy do jutra to będzie prawdziwy cud. -powiedziała jedna z nich , a reszta jej przytaknęła.
-No dobra to jaki w ogóle jest plan?- spytała inna.
- Kilka dziewczyn musi iść roznosić ulotki , a reszta zrobić kostiumy na paradę oraz plakaty , transparenty i takie tam podobne. -powiedziałam.
I tak rozpoczęły się krzyki dziewczyn ,że połowa chce iść roznosić ulotki a druga połowa chce robić kostiumy na paradę. 
Tak więc zostałam sama z całą masą brystoli oraz rzeczy potrzebnych do zrobienia transparentów i plakatów promujących przedsięwzięcie.  
Westchnęłam zrezygnowana i zabrałam się do pracy. Nie było aż tak źle jak mi się początkowo wydawało . Może i nie mam takich zdolności jak Klaus ale umiem jeszcze napisać na kartce "Ratujmy zwierzęta " albo "Wspieramy schroniska dla bezpańskich kociaków" . Byłam zadowolona z moich osiągnięć gdy nagle podszedł do mnie ten , którego starałam się od kilku godzin unikać.( Co nie było wcale łatwe) . Nie wiedziałam jak mam się przy nim zachować odkąd wyznał mi miłość.Co było dla mnie sporym zaskoczeniem ale poczułam takie dziwne ciepło w środku. Już sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Raz czuję go niego wstręt, odrazę, nienawiść , a zaraz potem chce mi się skakać z radości na sam jego widok. 
-Robisz plakaty, kochana? -spytał z delikatnym uśmiechem na twarzy. Na samo brzmienie ostatniego słowa serce zabiło mi mocniej. 
Musiałam schować dumę do kieszeni i choć raz poprosić o pomoc Pierwotnego. 
-Właściwie to tak. -zaczęłam-Mógłbyś użyć swoich talentów malarskich i mi pomóc?Proooszę.-spytałam robiąc maślane oczy.
-Dobra , daj mi te kartki. -powiedział uśmiechając się szeroko . 
-Dziękuję , jesteś cudowny.-wspięłam się na czubki palców i pocałowałam go w policzek. 
Sekundę później dotarło do mnie co właśnie zrobiłam. Zrobiłam krok w tył i aby ukryć rumieniec odwróciłam się do niego plecami sięgając po biały brystol i wręczając go hybrydzie. Zauważyłam również ,że kilka osób uważnie mi się przygląda. Pewnie widzieli mój wyczyn. Ale szczerze mówiąc to nie obchodziło mnie za bardzo ich zdanie , a przynajmniej nie w tej chwili. 
-Więc co mam narysować i czym mam to zrobić? -spytał nadal się uśmiechając i tym samym przerywając niezręczną ciszę , za co tak nawiasem mówiąc byłam mu wdzięczna . 
-Czym chcesz . Tematykę chyba znasz.Chrońmy bezdomne zwierzęta. Wymyślisz coś . -powiedziałam pewnie. Na co on zaśmiał się pod nosem. 
-Z czego się tak śmiejesz? -spytałam marszcząc brwi. 
-Cóż za ironia. Jeszcze dwa miesiące temu sama kazałaś mi się żywić zwierzętami. -mruknął cicho tak abym tylko ja go usłyszała.- Jelonek Bambi, Tom , Jerry... Pamiętasz? 
-Ej! Po pierwsze to było dawno , a po drugie lepiej abyś zabijał zwierzęta niż ludzi. 
-Odezwała się przewodnicząca kampanii "Chrońmy pieski" . 
- O teraz to już przegiąłeś! -chwyciłam za pędzel leżący obok mnie na stoliku i strząsnęłam z niego kilka kolorowych kropel farby wprost na koszulkę hybrydy. 
-O kochana , nie ładnie.Przeproś.
-Nigdy .-powiedziałam rozbawiona jego obecną miną. 
-A więc wojna. -powiedział i odpłacił mi się tym samym tylko ,że z nawiązką. W tym momencie moja blado różowa bluzka z krótkim rękawkiem była cała w kolorach tęczy.
-Klaus! Ty draniu! Na twoim miejscu cieszyłabym się ,że nie można cię zabić! - krzyknęłam i zaraz pożałowałam swoich słów , bo kilka ciekawskich głów znów zwróciło się w moją stronę. 
-Teraz jesteśmy kwita. -z uśmiechem na twarzy wrócił do malowania. Zaś ja udałam się szybkim krokiem w stronę łazienki. 
Na szczęście ani jedna kropla farby nie trafiła na moja twarz tak,że makijaż był cały , natomiast bluzka nie prezentowała się najlepiej a szczególnie pomarańczowa plama wielkości orzecha znajdująca się dokładnie między biustem, na samym środku. Praktycznie cały przód bluzki pokrywały zielone, niebieskie i brązowe plamki. Westchnęłam ciężko . Cóż miałam zrobić. Chwyciłam za kucyk i delikatnie ściągnęłam gumkę pozwalając by loki swobodnie opadły mi na ramiona. Włosy przynajmniej częściowo zasłonią bluzkę. 
Gdy wróciłam do sali ujrzałam Klausa dokańczającego plakat. 
Widniał na nim uroczy szczeniaczek , trzymający w pyszczku tabliczkę z napisem" przygarnij mnie" .Z wrażenia ,aż zaparło mi dech w piersiach. 
Chyba usłyszał jak się zbliżam bo odwrócił się do mnie , patrząc tym swoim zniewalającym spojrzeniem. 
-I jak ? Może być? 
-Ty się jeszcze pytasz? To jest cudowne, Niesamowite. Ten szczeniak wygląda jakby zaraz miał wyskoczyć z papieru. Nie było mnie może piętnaście minut a ty namalowałeś coś co ja bym malowała chyba z rok. 
-Oj, no bez przesady . To tylko zwykły pies. Nic niezwykłego.
- Dla ciebie może nie, ale ja bym zabiła za taki talent. 
-Naprawdę? Nawet niewinnego człowieka? 
-Weź przestań tak się tylko mówi. 
-Jak chcesz , ale prędzej czy później i tak każdy wpada w głód krwi. Wiem coś o tym . Niejedno w życiu widziałem. 
-Ja nie jestem taka jak każdy. - odwróciłam się i dokończyłam mój plakat. 

DAVINA 

Odkąd wyszłam z pokoju Caroline ten debil za mną łaził i mnie prześladował doprowadzając tym samym do szału. Spokój znalazłam dopiero gdy dotarłam do domu Pierwotnego. Całe szczęście ,że moja sypialnia jest wystarczająco oddalona od tego idioty. 
-Słuchaj. Przez jakiś czas będziemy żyć pod jednym dachem więc dobrze by było gdybyśmy ograniczyli nasze spotkania do minimum. Co ty na to? -spytała. 
-Choć raz z ciężkim sercem muszę się z tobą zgodzić. 
-No to super. -powiedziałam wchodząc do mojego ,tymczasowego pokoju. 
Jak tylko zamknęły się za mną drzwi poczułam jakąś taką dziwną pustkę. Jakby część mnie odeszła razem z tym debilem . Ale przecież to niemożliwe . To był tylko jeden pocałunek. Nic więcej. Nic nie wartego wspominania. Choć przyznam szczerze,że jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś , kto by aż tak dobrze całował. 
Ogarnij się Davi !!! - skarciłam się w myślach. -To nie może być prawda ! Ty nic nie czujesz do tego idioty! Zresztą jak w ogóle mogłaś pomyśleć ,że będzie inaczej?! 

CAROLINE

Jak tylko skończyłam plakaty i transparenty zajęłam się kateringiem . Przypilnowałam aby były już gotowe i naszykowane bilety. Następnie zobaczyłam czy chłopaki postawili już wszystkie namioty z grami , zabawami i konkursami. Dochód z tych zbaw zostanie przekazany oczywiście na cele charytatywne .
Po dopięciu wszystkiego na ostatni guzik wreszcie mogłam spokojnie udać się do domu, swojego domu. Klaus początkowo upierał się przy tym , tłumacząc mi jakie to niebezpieczne lecz pozostałam nieugięta i w zamian za to odwiózł mnie do akademika i podprowadził pod same drzwi. 
-Nadal sądzę ,że u mnie byłabyś bezpieczniejsza. 
- Klaus. Tłumaczę ci po raz setny ,że nic mi nie będzie, a po za tym mam tutaj hybrydy ,a mój pokój jest zabezpieczony przez barierę. Naprawdę doceniam twoje starania ale nie mogę żyć w wiecznym lęku. 
-Dlaczego ty jesteś taka uparta?! 
-Nie bardziej niż ty. -odparłam.
-Masz rację , pewnie dlatego tak cholernie mi się podobasz .-mruknął.
-A ty znowu swoje. 
-Dlaczego nie dasz mi szansy? 
-Już ci powiedziałam . Potrzebuję czasu. 
-Więc będę na ciebie czekał .Nieważne ile to potrwa. Ja nadal będę cię kochał . -powiedział i szybkim krokiem do mnie podszedł przyciskając swoje usta do moich , łącząc je w namiętnym pocałunku, pełnym namiętności, żarliwości oraz głębi uczuć. 
Jego delikatny zarost delikatnie mnie drapał podsycając we mnie wewnętrzny ogień. Dłonie hybrydy błądziły po plecach i talii, przyprawiając mnie tym samym o gęsią skórkę. Następnie poczułam za plecami chłodną ścianę mieszającą się z ciepłymi dłońmi Pierwotnego. Jego ciepły ,wilgotny język rozbudzał moje zmysły do niewyobrażalnego poziomu. Nigdy nie miałam go dosyć. A w tym momencie z każdą sekundą pragnęłam go coraz bardziej.
 Wsunęłam palce za szelki spodni pierwotnego przyciągając go bliżej siebie. W odpowiedzi Klaus jęknął z zadowolenia pogłębiając jeszcze bardziej pocałunek. Poczułam jak jego męskość napiera na mój brzuch . Zwykle nie robiłam takich rzeczy publicznie , a już na pewno nie w moim akademiku , na korytarzu i to w dodatku z nauczycielem. Bo jak by nie patrzeć to wszyscy myślą ,że wcześniej nie znałam Klausa i ,że to tylko profesorek , a nie śmiercionośna Pierwotna hybryda ,zabijająca z zimną krwią , bez mrugnięcia oka. Ale czy teraz też tak jest? Przez ostatnie kilka miesięcy, jeszcze w Mistic Falls Klaus bardzo się zmienił . 
Myślałam o Przeszłości i o tym jakby wyglądała przyszłość z Mikaelsonem podczas gdy on składał coraz to gorętsze pocałunki na moich ustach. 
Po jakimś, bliżej nieokreślonym czasie, Klaus oderwał się od moich ust , przygryzając na koniec dolną wargę ale tak ,że nie przebił jej kłami.
-W takim razie dobranoc, Caroline. Słodkich snów. -powiedziawszy to w wampirzym tempie zniknął mi z oczu . 
Weszłam do pokoju czując pustkę i swego rodzaju smutek. Jakby właśnie minęła najwspanialsza chwila w moim życiu. 
Coś w tym było. Jeszcze nigdy nie czułam się tak jak przy Klausie. 




Cześć wszystkim :)
Na wstępnie chciałam was przeprosić za tak długą nieobecność . Rozdział taki sobie ale myślę ,że może być . 
Chcę was poinformować również ,że teraz rozdziały będą trochę rzadziej (co dwa lub trzy tygodnie). Ponieważ jestem właśnie w pierwszej technikum. To już nie jest gimbaza ,że mogłam sobie gadać na lekcji albo olewać naukę . Za cztery lata matura i fajnie by było ją napisać. 
Tak więc komentujcie , oceniajcie , krytykować też możecie . 
Pozdrawiam wasza Caro <3